Suzy Welch: Moja strategia na życie - "10-10-10"

Suzy Welch, tłum. ami
2009-09-09, ostatnia aktualizacja 2009-09-09 15:42

Wszyscy chcielibyśmy wieść życie zgodne z własnym wyborem, lecz w dzisiejszym świecie jest zbyt wiele opcji i zbyt mało czasu. Decydujemy więc poprzez niepodejmowanie decyzji albo zdajemy się na instynkt.

Jako pracująca matka czworga dzieci jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że jeśli nie zacznę bardziej świadomie podejmować decyzji, moje życie pokieruje mną, a nie na odwrót. Wymyśliłam więc strategię, którą nazwałam "10-10-10" - narzędzie do zarządzania życiem pozwalające podjąć każdą skomplikowaną decyzję poprzez ocenę jej wpływu na moje życie w dłuższym okresie. Krótko mówiąc, w "10-10-10" chodzi o szczęście. To ścieżka wiodąca w kierunku pewnych wyborów, bez paniki i niepokoju, to sposób na zerwanie z paraliżującymi dylematami.

Na początek zastanów się, jaką decyzję chcesz podjąć, i postaw sam sobie pytanie w rodzaju: Czy mam odejść z pracy? Czy mam zakończyć ten związek? Czy mam pozwolić, żeby moje dziecko zostało na drugi rok w tej samej klasie?

Następnie bądź ze sobą szczery i wyczerpująco rozważ każdą opcję, biorąc pod uwagę, jakie będzie miała konsekwencje:

•  za dziesięć minut

•  za dziesięć miesięcy

•  za dziesięć lat

Pierwsze "dziesięć" oznacza po prostu "teraz" - za chwilę, za godzinę, za tydzień. Drugie "dziesięć" oznacza ten moment w przyszłości, kiedy już minie pierwsza emocjonalna reakcja na decyzję, a jej konsekwencje nadal trwają. A trzecie "dziesięć" odnosi się do życia, jakiego chcielibyśmy dla siebie w przyszłości, nawet jeśli szczegóły naszej wizji są mgliste.

Teraz porównaj zebrane "dane" z własnymi przekonaniami, celami i marzeniami. Zastanów się: "Znając te opcje, którą powinienem wybrać, by żyć w zgodzie z własnym wyborem?".

"10-10-10" pomaga nam dostrzec wyznawane przez nas w głębi duszy wartości i żyć w zgodzie z nimi. Zauważyłam to, dzieląc się z innymi tym pomysłem i obserwując jego zastosowanie w sytuacjach, które by mi nie przyszły do głowy. Zawsze prowadzi to do szybszego podejmowania lepszych decyzji - takich, które jesteśmy w stanie uzasadnić.

Tak było z Antoine'em Jeffersonem, 27-letnim urzędnikiem państwowym z Filadelfii, który opowiedział mi, jak zastosował "10-10-10", realizując swój życiowy cel odnowy systemu opieki społecznej.

Wychowany w biednej dzielnicy przez samotną matkę Antoine zakończył szkołę w siódmej klasie i opiekowała się nim rodzina zastępcza. Łącznie tułał się pomiędzy pięcioma domami. Być może najbardziej budującym doświadczeniem dla jego późniejszego życia było to, że zdał sobie sprawę, że jest inny. Nie tylko dlatego, że jest gejem, ale także dzięki swojemu niespożytemu optymizmowi. Świat byłby lepszy, naprawdę w to wierzył, gdyby ludzie przestali się nawzajem krzywdzić.

Antoine dostał pracę w najbardziej obleganym biurze pomocy społecznej w całym stanie. Pomagał klientom składać wnioski. Idea pomagania ludziom na początku go zachwyciła, lecz wkrótce popadł w przygnębienie. Jego koledzy z biura niegrzecznie zwracali się do interesantów. - Składanie wniosku o państwową pomoc przydarza się ludziom, gdy są na dnie. Tyle w tym wstydu - tłumaczy. - System ma przecież teoretycznie pomagać im się podźwignąć, a nie łamać ich doszczętnie.

Pewnego wieczoru po pracy Antoine napisał pełen żaru manifest na temat zasad postępowania z interesantami. Gdy pokazał go swojej siostrze, ostrzegła go: - Wszyscy cię znienawidzą.

Przez następne kilka godzin Antoine zastanawiał się, korzystając z "10-10-10", aby ocenić możliwe konsekwencje przedstawienia swej propozycji. W najbliższej przyszłości stosunki w pracy mogą być napięte. Już wcześniej dawał wyraz swoim przekonaniom i współpracownicy zbywali go.

Za 10 miesięcy, przewidywał Antoine, trudności będą narastać wobec jego bezkompromisowej postawy biurowego policjanta. Z drugiej strony, jeśli nic by nie powiedział, obawiał się, że hipokryzja byłaby dla niego nie do zniesienia.

Jego decyzja wyklarowała się całkowicie, gdy wziął pod uwagę scenariusz 10-letni. - Zrozumiałem, że jestem gotów, a nawet chcę, ponieść koszty, jeśli jest szansa naprawy systemu - tłumaczy. - Ciągle myślałem: "Jeśli nie ja, to kto?". Ktoś przecież musi wziąć odpowiedzialność, nawet gdy mówimy o najniższych szczeblach w hierarchii zawodowej.

Następnego dnia Antoine opowiedział o swoich przemyśleniach szefowej. Pozytywnie przyjęła jego manifest. Gdy poruszyła ten temat z resztą pracowników, koledzy zaczęli poddawać Antoine'a ostracyzmowi, tak jak się spodziewał.

Szefowa, zamiast poradzić sobie z sytuacją, zapytała Antoine'a, czy chciałby przenieść się do biura po drugiej stronie miasta. Zgodził się. - Nie żałowałem ani nie byłem zły ani przez chwilę - mówi. - Czuję się tak, jakbym zrobił to, co należało zrobić.

Dziś Antoine nadal stosuje "10-10-10" do rozwiązywania codziennych dylematów. Jak mówi, "10-10-10" "tłumi szum, żeby umysł mógł skupić się na tym, co trzeba".

To przypomina mi mój opis "10-10-10" jako narzędzia służącego do zarządzania życiem. Szczerze mówiąc, jeśli się stosuje tę technikę konsekwentnie, staje się ona nie tyle narzędziem, ile życiodajnym biciem serca.

Staje się sposobem na życie.

Z "10-10-10" Suzy Welch. Copyright 2009 by Suzy Welch

Przedruk za zgodą wydawnictwa Scribner należącego do Simon & Schuster Inc.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów