Pozytywne skutki istnienia maruderów

Jack i Suzy Welch
2009-06-16, ostatnia aktualizacja 2009-06-16 11:24

Czy na gruzowisku kryzysu pojawiły się już "zielone pędy" - kiełkujące zwiastuny poprawy koniunktury?


Być może tak. Gdyby się to potwierdziło byłby to powód do świętowania. Ale w ostatnim czasie pojawiły się też innego rodzaju "zielone pędy". Wydaje nam się, że obecna totalna hegemonia polityczna Demokratów, jak czołg przetaczająca się przez scenę polityczną od czasu, gdy Barack Obama został zaprzysiężony, a demokratyczny Kongres przejął władzę, zaczyna powoli ustępować miejsca zdrowej debacie politycznej.

Koniec rozrzutnego wydawania

Co o tym świadczy? Po pierwsze, krytyczne uwagi byłego wiceprezydenta Dicka Cheneya o bezpieczeństwie narodowym zostały zauważone przez media (nawet jeśli sam Cheney nie). Po drugie, mieszkańcy Kalifornii zagłosowali zdecydowanie przeciwko kolejnemu koszmarowi opodatkowania i rozrzutnego wydawania. Rzecz jasna, dwie jaskółki nie czynią jeszcze wiosny. Ale dla kraju dobrze by było, gdyby ją zwiastowały.

Powód? Jak wszyscy wiemy, idee doskonalą się poprzez energiczne polemiki, cięgi otrzymywane od sceptyków oraz poddawanie ich próbom przez osoby o różnych punktach widzenia. Każdy z nas w dowolnym sektorze, w budżetowym tak samo jak w biznesie, miał okazję uczestniczyć w zebraniu, podczas którego jakieś rozwiązanie zostało udoskonalone nie tylko dzięki dyskusji, ale dzięki niezgodzie. Każdy pamięta taki projekt, który przeszedł najśmielsze oczekiwania, bo gdzieś po drodze znalazł się krytykant, który powiedział "Zaraz, zaraz. Czy na więcej nas nie stać?"

Najnowsza historia polityczna Stanów Zjednoczonych to potwierdza. Fatalna prezydentura Jimmy'ego Cartera w latach 1976-80 z wysokim bezrobociem i inflacją oraz polityką gospodarczą, która kompletnie wykoleiła kraj, była możliwa dzięki potakującej mu większości w Kongresie. W końcu Ronaldowi Reaganowi udało się naprawić to wszystko, nie tylko dzięki powrotowi do republikańskiej polityki, ale dzięki sformułowaniu nowego podejścia wspólnie z silną opozycją Demokratów.

Wydawali jak alkoholicy

Podobnie pierwsze dwa lata kadencji Billa Clintona w latach 1992-94 nie były aż tak pomyślne jak końcowe sześć lat jego rządów, gdy Newt Gingrich przewodził mocnej opozycji do inicjatyw Demokratów. Z pewnością rozkwit tej ery miał wiele do zawdzięczenia pełnej namysłu (czytaj: zażartej) debacie toczącej się w Waszyngtonie.

Na koniec wystarczy przyjrzeć się hegemonii pierwszych sześciu lat kadencji George'a Busha, by przekonać się o wadach rządów jednopartyjnych. Nasi przywódcy w rządzie porzucili wszelkie zasady fiskalne i zaczęli wydawać jak alkoholicy w sklepie monopolowym, pakując nas w trudną wojnę.

Nie chodzi nam o to, by podważać kwalifikacje jakiegokolwiek prezydenta. Chcemy przede wszystkim podkreślić negatywne konsekwencje nieograniczonej władzy. Zapewne najlepszymi prezydentami ostatnich 40 lat byli Reagan i Clinton i niewątpliwie obaj skorzystali na debacie toczonej przez ich lojalną opozycję. Dlatego wstąpiła w nas otucha, gdy komentarze Cheneya pojawiły się na wielu pierwszych stronach gazet obok uwag prezydenta. Różnica zdań z pewnością pobudzi debatę i być może nawet doprowadzi do bardziej efektywnych, centrowych rozwiązań.

Co do Kalifornii, ostatnie głosowanie napawa optymizmem. W końcu, po latach braku odpowiedzialności finansowej władz stanowych, ludzie powiedzieli: "dość". W gruncie rzeczy stosunek głosów 2:1 sugeruje, że mieszkańcy Kalifornii bardzo głośno wołają, aby ich ktoś wreszcie usłyszał.

Lekcja dla menedżerów? Twórzcie kulturę rzeczywistej debaty. Prawdę mówiąc, łatwo liderom ulec pokusie, by redukować "hałas" w firmie. Dyskusje wszystko spowalniają. Dysydenci często działają na nerwy. Któż nie spotkał w życiu dyżurnego marudy, któremu nic się nie podoba i doprowadza tym wszystkich do szału?

Menedżerowie nie mogą jednak słuchać tylko potakiwaczy. Nieważne, czy prowadzisz zespół, czy firmę, wymagaj od siebie, byś nagradzał najlepsze pomysły, niezależnie skąd pochodzą. Pokaż, że belki na pagonach nie mają takiego znaczenia jak jakość argumentów. Uczyń bohaterów z ludzi, których stać na głoszenie niepopularnych poglądów. I za wszelką cenę miej cierpliwość do krytykantów, zmuszaj się do ich wysłuchania. Bardzo często ich opozycja w stosunku do status quo bierze się z pasji i oddania firmie.

Presja to zysk

Zaczęliśmy ten artykuł od sugestii, że dwa wydarzenia mogą wskazywać na korzystny zwrot w stronę debaty w Stanach Zjednoczonych. Ale nawet jeśli mylimy się - a mam nadzieję, że nie - i tak nasza teza jest prawdziwa: każda firma odnosi korzyści z wymiany poglądów. Presja niezawodnie przynosi zysk.

Tłum. ami

Jack i Suzy Welch są autorami międzynarodowego bestsellera "Winning, znaczy zwyciężać". Ostatnia ich książka to "Winning: Odpowiedzi: 74 najtrudniejsze dziś pytania w biznesie".

  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy