Twitter to serwis mikroblogowy, na który można wrzucać posty nie dłuższe niż 140 znaków.
Naprawdę w ostatnich miesiącach polubiliśmy go. Nie twierdzimy, że przeobrazi świat, jak uważają niektórzy jego entuzjaści, ale z pewnością trzeba docenić jego potencjał w biznesie.
Jeśli Twitter będzie się rozwijał w dotychczasowym tempie, może okazać się bardzo cennym narzędziem dla firm chcących budować markę oraz dotrzeć do ściśle określonego klienta. Może też stać się dobrym narzędziem dla menedżerów poszukujących nowych sposobów kontaktowania się ze swoimi pracownikami.
Wszystko to nie wyjaśnia jednak, dlaczego co chwila wystukujemy
wiadomości złożone ze 140 znaków.
Uwielbiam Suze Orman
Musimy przyznać, jesteśmy z żoną uzależnieni od Twittera.
Dlaczego? Nie z powodów, które nas do Twittera przekonały na początku. Jedno z nas (to była Suzy) zaczęło używać Twittera ze względów marketingowych. Właśnie miała wyjść jej książka i wszyscy dobrze zorientowani powtarzali, że to w serwisach społecznościowych powinno się o niej mówić.
Ta rada okazała się niezastąpiona. Dostępność, nieskrępowana forma i zasięg Twittera przyniosły plon w postaci kilku świetnych wywiadów z Suzy (głównie z blogerami), tłumów czytelników na spotkaniach autorskich, dziesiątków recenzji, zainteresowania stroną internetową książki, a co najwspanialsze, stworzenia ciepłej i zachęcającej atmosfery w społeczności czytelników.
Suzy zaczęła nazywać tę grupę „twiffers” od Twitter friends, ponieważ wielu z nich dało sympatyczny odzew na jej wielkanocną wiadomość: „Rodzina właśnie mnie poinformowała, że nie będę już robić purée z kartofli. Jak może być »za dużo masła «?”.
W końcu Suzy tak się uzależniła od Twittera, że ja też postanowiłem spróbować, choć z zastrzeżeniem "mnie to nie bierze".
Ale po 24 godzinach już mnie wzięło. Za każdym razem, jak wygłaszałem opinię na temat Red Sox lub Celtics, odzywały się dziesiątki kibiców. To samo było z polityką i biznesem, dzięki czemu odbyło się wiele fascynujących minidebat dotyczących właściwie wszystkiego - od polityki gospodarczej prezydenta Obamy przez bankructwo Chryslera, a teraz GM.
Twitter pozwala nam wziąć udział w największym na świecie koktajl party i przyłączyć się do różnorodnej i na ogół bardzo cywilizowanej dyskusji. Niektóre wypowiedzi uczestników, w tym i nas samych, są nieco frywolne, ale większość to prowokujące, informujące lub w inny sposób zajmujące wiadomości, których poza Twitterem nie uświadczysz.
Najbardziej atrakcyjne, przynajmniej dla nas, jest to, że Twitter pozwala testować i poprawiać własne idee. Kilka tygodni temu na przykład napisałem, że dwa wydarzenia mogą okazać się jaskółkami nowego międzypartyjnego ruchu w Stanach Zjednoczonych. Pełne głębokiej refleksji odpowiedzi - tak, to możliwe nawet w 140 znakach - z pewnością przyczyniły się do tonu artykułu, który napisaliśmy na ten temat.
Podobnie gdy Suzy przygotowywała się do przeprowadzenia wywiadu z finansową guru Suze Orman, zwróciła się do społeczności Twittera po pomoc. Jeden z komentarzy: "Uwielbiam Suze Orman, ale nie jestem pewien, czy ona wie, co to znaczy być mną", sprowokował szeroko dyskutowaną odpowiedź Suze: "Chyba żartujesz".
Zostanę dłużej
Nie przesadzajmy jednak z użytecznością Twittera jako narzędzia pracy. Każdy szef wściekłby się, widząc, ile czasu marnujemy z naszą nową zabawką. Na przykład napisanie tego artykułu zajęło mi dwa razy więcej czasu, niż się spodziewałem, bo co chwila musiałem sprawdzać odpowiedzi na mój wpis: "Co takiego jest w Twitterze?". Jak przystało na Twittera, odpowiedzi pojawiły się natychmiast i były żarliwe. Ludzie pisali, że używają Twittera, bo to "świetna zabawa", by "być w kontakcie z innymi w świecie pozbawionym wzajemnych związków" i aby "porozumieć się z pracownikami".
Wszystko to są z pewnością dobre powody. Ale jeden wpis szczególnie nam się spodobał: "Próbowałem wyjaśnić ludziom, dlaczego używam Twittera, ale najlepsze, co mogę powiedzieć, to: zacznij sam go używać, to zrozumiesz". Właśnie tak było z nami. Wpadliśmy akurat w czasie rozmowy, która dopiero się zaczyna, chyba zostaniemy dłużej.
Jack i Suzy Welch są autorami międzynarodowego bestsellera "Winning znaczy zwyciężać". Ostatnia ich książka to "Winning. Odpowiedzi: 74 nieproste pytania współczesnego biznesu".
Źródło: Gazeta Wyborcza