Nowa lista leków refundowanych ma obowiązywać od stycznia. Już w październiku „Wyborcza” pisała, że będą z nią kłopoty, bo kończą się decyzje refundacyjne dla prawie 2,6 tys. produktów i ministerstwo może nie zdążyć z wydaniem nowych. By lek znalazł się na liście, producent musi złożyć wniosek. Potem przedstawiciele NFZ i ministerstwa zasiadający w komisji ekonomicznej prowadzą negocjacje – mają być okazją do uzyskania obniżek. Zaoszczędzone pieniądze można przeznaczyć na nowe leki. Po negocjacjach komisja głosuje, czy zarekomendować refundację danego leku, czy nie. Na końcu decyduje minister.

Polskie firmy produkują tylko zamienniki oryginalnych leków, ale na obniżki się nie godziły. Ogłosiły, że grozi im plajta. Odpowiedzialny za politykę lekową wiceminister Marcin Czech zalecił, by nie wywierać presji cenowej na firmy, „ponieważ one się skarżą”. Dzięki temu zaoszczędzi się też na czasie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej