W okolicach Warszawy i w samej stolicy odnotowano już około 20 przypadków zachorowania na odrę. Chorują głównie dzieci. Niezaszczepione.

28 osobom, które miały kontakt z jednym z zakażonych, sanepid dał szczepionki. Jakoś nie słychać, by któraś z nich odmówiła. W obliczu bezpośredniego zagrożenia chorobą byłoby to absurdalne. Powikłania, jakimi grozi odra, mogą doprowadzić do śmierci. Tylko w zeszłym roku w krajach Unii Europejskiej zmarło z tego powodu 57 osób – głównie dzieci. Gdyby były szczepione, choroba nie zrobiłaby im krzywdy. A byłyby zaszczepione, gdyby ruch antyszczepionkowy nie urósł w siłę.

W Polsce rośnie on dziś głównie dzięki PiS. Kolejni ministrowie zdrowia zapewniają, że są za obowiązkiem szczepień. Ale co z tego, kiedy rządowa telewizja zaprasza do studia szarlatanów, którzy opowiadają o szczepionkach absurdy, a była premier Beata Szydło zapewnia w Radiu Maryja, że „nie lekceważy głosów tych, którzy oczekują prawa do nieszczepienia dzieci”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej