Sytuacja z lekami jest wręcz dramatyczna. Do końca roku wygasną decyzje refundacyjne dla prawie 2,6 tys. produktów. Jeśli minister zdrowia nie wyda w ich sprawie nowych decyzji, NFZ już nam do nich nie dopłaci. Decyzji nie można jednak wydać od ręki. Nie pozwalają na to przepisy ustawy refundacyjnej. Skonstruowano je tak, by stworzyć możliwość negocjowania z koncernami obniżek. Decyzja o refundacji leku jest więc wydawana tylko na dwa lata. Jeśli firma chce, by jej lek został na liście, musi złożyć w ministerstwie nowy wniosek. Potem odbywają się negocjacje. Prowadząca je komisja ekonomiczna (zasiadają w niej przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia i NFZ) ma okazję do naciskania na obniżkę. Zaoszczędzone pieniądze można wydać na inny lek, którego dotąd nie było na liście.

Procedura wygląda tak: komisja dzieli się na kilkuosobowe zespoły negocjacyjne. Każdy zespół negocjuje inne wnioski. Negocjacje w sprawie jednego leku mogą trwać godzinami, bo nie zawsze rozmowa dotyczy tylko ceny – często także tego, jakim grupom chorych ma być refundowany.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej