Z mgr inż. Aleksandrą Cichocką, specjalistką od żywienia w chorobach dietozależnych rozmawiała Margit Kossobudzka.

Podobno mamy dziś świętować.

Aleksandra Cichocka: Zdecydowanie. Dieta DASH ma już 21 lat. W Ameryce została właśnie pełnoletnia.

Aż tyle? Sądziłam, że to są co najwyżej 10. urodziny.

– Trzeba więc sobie zadać pytanie, czy w Polsce jest ona wystarczająco spopularyzowana. Owszem, lekarze ją znają i szanują. Mają świadomość, że to jedna z najbardziej udowodnionych diet pod względem naukowym. Jest pełno badań, które mówią o jej skuteczności i wiarygodności. Na Zachodzie to gwiazda wśród diet.

Przecież nie ma idealnych diet.

– Nie ma takiej, która jest idealna dla każdego. Ale jeśli jakaś dieta jest najbliższa ideałowi, to na pewno jest nią DASH. Jest zdrowa, ale jednocześnie smaczna, łatwa i szybka w przygotowaniu, oparta na łatwo dostępnych produktach i nieskomplikowanych przepisach kulinarnych oraz daje korzyści zdrowotne już po dwóch tygodniach.

Skąd ta nazwa – DASH?

– Tu trzeba sięgnąć do historii. Pod koniec ubiegłego wieku naukowcy szukali w żywności związków, które mają wyjątkową moc. Są w stanie realnie obniżać ciśnienie krwi. Nadciśnienie jest wielkim problemem społecznym, w tej chwili już prawie we wszystkich krajach świata. Oczywiście, już wtedy przypuszczano, które to mogą być składniki, ale nie było pewności. Specjalnie zaprojektowane doświadczenie miało to sprawdzić.

Światowa sława diety DASH rozpoczęła się w roku 1994, kiedy zaczęło się badanie pod nazwą Dietary Approches to Stop Hypertension, czyli Dieta w Leczeniu i Zapobieganiu Nadciśnienia – w skrócie DASH. Trwało ono dwa lata. Pierwsze wyniki opublikowano w 1997 r.

O jego wysokiej randze świadczy to, że od początku było wspierane przez Narodowy Instytut Chorób Serca, Płuc i Układu Krwiotwórczego, należący do Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego w USA. Miało więc zapewniony wysoki poziom medyczny, dietetyczny i naukowy. Badanie prowadzono w czterech ośrodkach medycznych: w Bostonie, Durham, Baltimore i Los Angeles.

Na czym polegało?

– W badaniu testowano trzy rodzaje diet.

Pierwsza grupa osób uczestniczących w doświadczeniu dostawała tzw. dietę kontrolną, czyli przeciętną dietę amerykańską w owym czasie. Było w niej dużo tłuszczów, zwłaszcza tłuszczów nasyconych. Z nasyconych kwasów tłuszczowych pochodziło aż 16 procent dziennego zapotrzebowania kalorycznego, a zgodnie z międzynarodowymi normami nie powinno to być więcej niż 10 proc. Dieta zawierała też mało warzyw i owoców.

Druga grupa ochotników otrzymywała dietę kontrolną, ale z dodatkową porcją warzyw i owoców.

Trzecia grupa dostawała dietę, która na razie nie miała nazwy. Określano ją jako dietę badaną i była przybliżona do diety śródziemnomorskiej. Skonstruowano ją tak, by zawierała 2,5 razy więcej wapnia, magnezu i potasu niż przeciętna dieta amerykańska i trzy razy więcej błonnika.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej