Ten sam problem mają inne kraje w Europie, a nawet w USA. Jedną z przyczyn jest skoncentrowanie dużej części światowej produkcji substancji czynnych w Chinach, które teraz zamykają trujące fabryki. Być może nie tylko dlatego, że są trujące, ale także z powodu wojny handlowej.

Martwimy się o bezpieczeństwo energetyczne, a jakoś do głowy nam nie przyszło martwić się o leki. Okazuje się też, że firmy sprzedawały substancję produkowaną przez tę samą chińską fabrykę, tylko w innym opakowaniu i po innej cenie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej