Procedurę ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL) wprowadzono latem zeszłego roku. Miała być szybkim ratunkiem dla chorych, którzy potrzebują leków zarejestrowanych w Unii Europejskiej, ale nieobjętych w Polsce refundacją. To setki pacjentów, przede wszystkim z chorobami nowotworowi, u których leki z listy refundacyjnej nie działają. Dostęp do nowych terapii to więc dla nich sprawa życia lub śmierci.

CZYTAJ TEŻ: Ta ustawa miała dać szansę osobom śmiertelnie chorym. Ale ministerstwo nie zapłaci za leki

Szybki ratunek po ośmiu miesiącach

Jedną z takich osób jest pani Elżbieta z Małopolski. Od sześciu lat choruje na przewlekłą białaczkę szpikową. Była leczona dwoma nowoczesnymi lekami. Nie działały albo dawały dotkliwe skutki uboczne. W pewnym momencie woda dosłownie zalała jej płuca, nie mogła się ruszać.

W sierpniu, czyli tuż po tym, jak przepisy o RDTL weszły w życie, lekarze z kliniki w Krakowie złożyli wniosek o ponatynib – lek nowej generacji. – Każdy powinien mieć dostęp do tego, co może go uleczyć. Nie rozumiem, czemu jest inaczej i muszę wciąż myśleć, że dziś żyję, a jutro może już nie będę – mówiła nam, kiedy rozmawialiśmy z nią w listopadzie. Dostała wreszcie ponatynib, ale dopiero w ostatnich dniach marca.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej