Sweter 15-latki był kupiony na podhalańskim straganie. Nowy, bardzo szorstki - owcza wełna. Kłuł i drapał, z każdym dniem skóra na szyi dziewczyny coraz bardziej czerwieniała. W końcu między lewym uchem a żuchwą pojawiła się czerwona plamka. Ale tylko przez moment, bo szybko przybrała postać grudki, później pęcherzyka, ostatecznie bolesnego wrzodu. Po dwóch tygodniach przysechł i znów zmienił postać - w czarną, czterocentymetrową krostę, otoczoną niebolesnym już obrzękiem i wieńcem drobniutkich pęcherzyków.

Lekarze z Kliniki Chorób Odzwierzęcych i Tropikalnych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, do której trafiła dziewczyna, przesłali próbkę z materiałem pobranym z krosty do wojskowego laboratorium w Puławach. Podejrzenie: wąglik skórny. Diagnozę potwierdziła próba biologiczna na świnkach morskich - zwierzęta zakażone materiałem pobranym z rany padły. Pacjentka po miesiącu leczenia penicyliną wróciła do zdrowia.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej