"Chciałabym ostrzec innych, że niewiedza, bagatelizowanie objawów zakrzepicy i stawianie sobie diagnozy może przynieść fatalne skutki" - napisała pacjentka do prof. Witolda Tomkowskiego, prezesa Polskiej Fundacji do Walki z Zakrzepicą "Thrombosis".

"Mam na imię Kasia, mam 29 lat i jeszcze niedawno myślałam, że jestem silną osobą o zdrowym organizmie... W październiku ubiegłego roku zaczęłam mieć problemy z lewym kolanem. Zaczęło boleć i puchnąć, więc wybrałam się do ortopedy. Badania, USG, rezonans nic konkretnego nie wykazały, jedynie zapalenie tkanek miękkich. Co tydzień chodziłam na wizyty kontrolne, dostawałam zastrzyki, leki, a kolano nadal było obrzęknięte i zablokowane.

W listopadzie lewa noga zaczęła mnie boleć tak bardzo, że nie mogłam chodzić. Jak tylko wstawałam z łóżka, odczuwałam tak potworny ból, że nie byłam w stanie stanąć na tej nodze. Szybko jednak znalazłam odpowiedź i postawiłam sobie własną diagnozę - no przecież mam zablokowane kolano! A ten ból to tylko przykurcz mięśni. Minie. I miałam rację. Po upływie tygodnia ból ustąpił.
Pozostało 97% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.