Ale o tym, że jestem chory na stwardnienie rozsiane, miałem się dowiedzieć dużo, dużo później. Po kilkunastu miesiącach uporczywej walki o... diagnozę.

Stwardnienie rozsiane. "Dziwne", czyli 2 lata i 5 miesięcy do diagnozy

- Dziwne - powiedział Bond. David Bond.

- Nie, to nie jest dziwne - odparłem z przekonaniem, podnosząc ciężarki. - To od pracy przy komputerze. Wiesz, myszka - wyciągnąłem rękę przed siebie i poruszyłem palcami jak przy naciskaniu klawiszy komputerowych.

- Może. Ale to i tak dziwne - trener nie zamierzał zmienić zdania.

Był luty 2011 r. Właśnie mijał mi półmetek stypendium dla dziennikarzy naukowych na amerykańskiej uczelni Massachusetts Institute of Technology (w skrócie: MIT) w Cambridge koło Bostonu. Dużo się tam uczyłem, ale chciałem też wykorzystać ten czas, by podreperować zdrowie. Zbliżałem się do 37. urodzin. Od dawna większość czasu spędzałem przy komputerze. Z powodu ciągłego klikania w klawiaturę i myszkę pojawiły mi się drętwienia nadgarstka, skurcze mięśni szyi i osłabienie palców. Winiłem za to wyłącznie siedzący tryb życia.

Potwierdzenie znajdowałem na wykładach MIT i pobliskiego Uniwersytetu Harvarda. Moja uczelnia na szczęścia oferowała, za niewygórowaną cenę, roczny abonament z nielimitowanym wstępem do jej obiektów sportowych: trzech basenów i dwóch ogromnych siłowni.

Nie bardzo wiedziałem jednak, jak korzystać z tej możliwości. Dołożyłem zatem kolejnych parę dolarów, by skonsultować się z trenerem. Tak właśnie poznałem Bonda. I to on był pierwszą osobą, która zwróciła uwagę, że dzieje się ze mną coś dziwnego. Jestem praworęczny, a podczas ćwiczeń prawa ręka zawsze była słabsza. Szybciej się męczyła i gorzej radziła sobie z ciężarkami.

Ani on, ani ja nie zdawaliśmy sobie sprawy, że osłabienie prawej ręki było pierwszym objawem przewlekłej choroby układu nerwowego, która mnie dopadła.

Po polsku nosi ona nazwę stwardnienia rozsianego, ale częściej używa się na jej określenie skrótu SM od łacińskich słów sclerosis multiplex. Generalnie przyjmuje się, że jest to jedna z chorób autoimmunologicznych, czyli takich, przy których układ odpornościowy atakuje swój własny organizm. Tu celem buntu jest otoczka mielinowa osłaniająca komórki nerwowe.
Pozostało 91% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.