Ale o tym, że jestem chory na stwardnienie rozsiane, miałem się dowiedzieć dużo, dużo później. Po kilkunastu miesiącach uporczywej walki o... diagnozę.

Stwardnienie rozsiane. "Dziwne", czyli 2 lata i 5 miesięcy do diagnozy

- Dziwne - powiedział Bond. David Bond.

- Nie, to nie jest dziwne - odparłem z przekonaniem, podnosząc ciężarki. - To od pracy przy komputerze. Wiesz, myszka - wyciągnąłem rękę przed siebie i poruszyłem palcami jak przy naciskaniu klawiszy komputerowych.

- Może. Ale to i tak dziwne - trener nie zamierzał zmienić zdania.

Był luty 2011 r. Właśnie mijał mi półmetek stypendium dla dziennikarzy naukowych na amerykańskiej uczelni Massachusetts Institute of Technology (w skrócie: MIT) w Cambridge koło Bostonu. Dużo się tam uczyłem, ale chciałem też wykorzystać ten czas, by podreperować zdrowie. Zbliżałem się do 37. urodzin. Od dawna większość czasu spędzałem przy komputerze. Z powodu ciągłego klikania w klawiaturę i myszkę pojawiły mi się drętwienia nadgarstka, skurcze mięśni szyi i osłabienie palców. Winiłem za to wyłącznie siedzący tryb życia.
Pozostało 96% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.