Jarosław Marek Rymkiewicz, wielki poeta, na widok krzyża przed Pałacem Prezydenckim i jego obrońców poczuł szczególny przypływ emocji.
„Polacy stając przy nim, mówią, że chcą pozostać Polakami. I to właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść - na przykład w redaktorach » Gazety Wyborczej «, którzy pragną, żeby Polacy wreszcie przestali być Polakami”. Są bowiem „duchowymi spadkobiercami” Komunistycznej Partii Polski. „Tych redaktorów wychowano tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża” - powiedział poeta „Gazecie Polskiej” 11 sierpnia zeszłego roku.
Można by wzruszyć ramionami i pójść dalej. Nienawistników nie obłaskawi się dobrym słowem ani głaskaniem po głowie.
Na takie obelgi trzeba jednak odpowiedzieć. Tym bardziej że w przekonaniu niektórych swoboda głoszenia plugastw uchodzi za kryterium wolności słowa.
Agora, wydawca "Gazety", dwukrotnie wezwała Rymkiewicza, by cofnął swoje zniewagi i przeprosił. Gdy to zignorował, złożyła przeciwko niemu pozew za stwierdzenia, które "podważają dobre imię i renomę wydawcy". Przedmiotem pozwu nie są opinie poety, lecz nieprawdziwe stwierdzenia, które mają zniesławiający charakter. Zniesławiają nas, czyli ponad 400 dziennikarzy.
Pozwany poeta wezwał całą Polskę, by stawiła się dziś na sali sądowej wysłuchać jego przemówienia. Będzie to mowa wielka. Na miarę jego poprzedników - Owidiusza i Mandelsztama.
Rymkiewicz uznał bowiem, że męki, które zadaje mu Adam Michnik, są równe opresji doznanej przez rzymskiego wieszcza "wygnanego z Rzymu przez cesarza Augusta". Porównał się nawet do rosyjskiego poety Osipa Mandelsztama zamordowanego przez Stalina.
Kto jednak "podnosi rękę na literaturę, temu ta rączka uschnie" - napisał Rymkiewicz w oświadczeniu z października. Ręka ma uschnąć Michnikowi. Proces "wygrałem więc, zanim się rozpoczął. I wygram go - nawet jeśli przegram w sądzie. Adam Michnik jest skończony. To jest koniec jego fałszywego mitu".
Rymkiewicz nadaremnie przyzywa imię redaktora naczelnego „Gazety”. Nie on go pozwał i nie z nim będzie się potykać w sądzie. Pozwała go Agora, jeden z fundatorów nagrody Nike, którą w 2003 r. za zbiór wierszy „Zachód słońca w Milanówku” Rymkiewicz odebrał wraz z czekiem na 100 tys. złotych. Może wówczas redaktorów „Gazety” za wrogów polskości nie uważał .
Poeta ma wielu obrońców. Bronisław Wildstein - jemu wszystko kojarzy się z PRL - wypalił, że na sali sądowej spotka się "poeta i cenzor" ("Poeta i cenzor, czyli Polska Rymkiewicza", "Uważam Rze", 14-20 marca 2011). Dlaczego nie uznał siebie za "cenzora", gdy pozywał dziennikarkę "Gazety" o 100 tys. złotych?
W sukurs pospieszyło również 28 poetów. Podpisali list, w którym sprzeciwili się "próbie ograniczenia w Polsce wolności słowa". Dopominają się o prawo do swobodnego głoszenia "własnych opinii".
Pełna zgoda. Ale każdy też ma prawo bronić swojego dobrego imienia. Również w sądzie.
Broniąc się przed kalumniami, Michnik i Agora wytoczyli kilka procesów. Wszystkie dotyczyły faktów. Za każdym razem sądy przyznawały nam rację. O tym, że chodzi o fakty, a nie o opinie, mówili biegli językoznawcy.
Bogoojczyźniana prawica pozuje na depozytariuszy majestatu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, obrońców polskości i wolności zagrożonej przez siły zła.
Niechby sobie prawili. Pod jednym warunkiem - nie mogą naruszać godności innych ludzi. Nie mogą kłamać i zniesławiać.
Proces, który w imieniu swoich dziennikarzy Agora wytoczyła Rymkiewiczowi, toczy się również - a może przede wszystkim - w tej sprawie.
W państwie demokratycznym obywatel nie powinien czuć się bezbronny wobec metod plugawych.
Źródło: Gazeta Wyborcza