http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rynek na uwięzi państwa

Aleksandra Klich
2011-03-11, ostatnia aktualizacja 2011-03-10 23:06

Aleksandra Klich
fot. AG
Aleksandra Klich
Biorę tę decyzję na siebie i jestem gotów zapłacić za nią każdą cenę - mówił we wtorek Donald Tusk o zmianach w systemie emerytalnym. - Warto to zrobić, by dotrzymywać zobowiązań wobec nauczycieli, emerytów, by utrzymać zasiłki chorobowe i nie podnosić podatków. Wolę przegrać wybory, niż powiedzieć ludziom, że brakujących 200 mld ktoś będzie szukał w ich kieszeni tylko dlatego, że Tusk nie miał odwagi zmienić systemu.

To manifest polityczny Tuska, który rok temu w "Gazecie" mówił: "Mam świadomość, że polityka powinna być też dla ludzi tu i teraz, a nie dla ich wnuków".

Fakt, że dziś premier to powtarza, pokazuje, jak bardzo jest zdeterminowany. Gra w sprawie OFE nie idzie tylko o liczby ani nawet o zasypywanie dziury budżetowej. Chodzi o to, jak rządzący powinni traktować społeczeństwo, które oddało im władzę w demokratycznych wyborach.

Tusk pokazuje ludzką twarz liberalizmu: ważni są ludzie, nie system. "Reformy nie muszą boleć" - mówił w zeszłym roku i dziś to powtarza, polemizując z ekonomistami. I choć nie wymienia nazwiska Balcerowicza, wiadomo, że chodzi o twórcę wielkiej reformy z przełomu lat 80. i 90. i do dziś zwolennika wolnego rynku, w którym jest jak najmniej państwa, a jak najwięcej kreatywnych, przedsiębiorczych i mobilnych ludzi. Takich, którzy nie potrzebują zasiłków ani budżetowych podwyżek, ZUS-owskich czy KRUS-owskich emerytur. To ponętna i idealna wizja kapitalizmu, który bez interwencji państwa sam doprowadzi do powstania społeczeństwa obywatelskiego.

Tusk przeciwstawia temu myśleniu "solidarność państwa ze słabszymi". Z naciskiem na "państwo": - Jeśli kraj by zbankrutował, w pierwszej kolejności odczuliby to emeryci. To za nich czuję się odpowiedzialny - mówił we wtorek.

Jeśli prawdą jest to, co premier mówi - że OFE jest jednym z głównym źródeł zadłużania się państwa - trudno nie przyznać mu racji.

Błąd w systemie emerytalnym polegał na tym, że uznano go za idealny i nikt nie sprawdzał, czy jest efektywny. A żyjemy w świecie, w którym wszystko się zmienia błyskawicznie, więc żadnych reform nie można traktować jako ostateczne. Trzeba przyglądać się ich skutkom i modyfikować pomysły. To, jak uważa Tusk, rola państwa.

Tyle że ta prawda w polskiej polityce ciągle nie istnieje. Skoro musimy zmieniać ustawy, korygować pomysły, to albo nie daliśmy rady, albo psujemy dobry system. Na rząd Tuska solidarnie rzuciły się więc i PiS, i SLD, i PJN, i Palikot. Rzadko słychać rozsądne głosy, jak choćby Marka Borowskiego, ekonomisty, byłego wicepremiera, że rząd nie miał innego wyjścia niż zreformowanie OFE.

Kłóćmy się o szczegółowy kształt zmian w OFE. Ale niech nie umkną nam sprawy ważniejsze. Debatujmy o tym, czy rząd ma rację, trzymając wolny rynek na uwięzi państwa, stawiając na budowę kapitału społecznego bardziej niż na radykalne reformy, które przyniosłyby - a może nie? - skutki za kilkadziesiąt lat.

Gra idzie o fundamenty naszego demokratycznego społeczeństwa, zaledwie 22-letniego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    37 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':