Gdy nie ma do czego się przyczepić, to za powód do utyskiwań może posłużyć aktywność. Prezydent Bronisław Komorowski w ciągu 72 godzin spotkał się z prezydentami Rosji, Niemiec i USA - czyli ze światową czołówką. W tym czasie premier Donald Tusk konferował z niemiecką kanclerz i władzami Turcji.
Lista rozmówców i tempo spotkań imponujące, ale nie było przełomu - brzmi główny zarzut krytyków związanych z PiS.
Rosjanie nie ustąpili w sprawie prawnej kwalifikacji Katynia i ślimaczy się śledztwo smoleńskie. Z Wikileaks wiemy, że w sprawie rakiet Patriot Amerykanie długo robili nas w trąbę, teraz tylko nadrabiają miną. Niemcy nie zarzucili budowy Gazociągu Północnego i nie ustąpili w sprawie toru wodnego w Świnoujściu. Dla innych krytyków amerykańską wizytę prezydenta przesłoniła wypowiedź o konieczności zabezpieczenia żon i dzieci, zanim wyruszy się na polowanie. Zapachniało seksizmem.
W polskiej debacie na tematy zagraniczne trwają, jak trwały, zgiełk i bicie piany. Tematy mało ważne walczą o palmę pierwszeństwa z rzeczami drugorzędnymi lub zgoła banalnymi. W najgorszym z możliwych momencie dopadł nas infantylizm graniczący z butną ignorancją. Jakbyśmy nie potrafili wyciągnąć wniosków co do naszego miejsca w zmieniającym się świecie oraz polityki prowadzonej przez rząd i prezydenta.
Polska nie stała się pępkiem świata. Przywódcy światowi chcą się spotykać z naszymi władzami, bo w kilku kwestiach, na których im zależy, Polski nie da się obejść. Polskie władze próbują to wykorzystać raz z lepszym, raz z nieco gorszym skutkiem.
Dla Rosjan priorytetem jest uzyskanie polskiego poparcia dla ich zbliżenia z UE, wycofanie naszego wsparcia dla państw objętych programem Partnerstwa Wschodniego i utrzymanie monopolu w dostawach surowców energetycznych. W zamian gotowi są na koncesje w sprawach historycznych.
Rząd wyzwanie podjął. Wsparł unijno-rosyjskie Partnerstwo dla Modernizacji oraz skorygował politykę wobec Ukrainy, Białorusi i Litwy, wzmacniając zarazem program Partnerstwa Wschodniego. Dogadał się jakoś z Gazpromem w sprawie długoletnich dostaw gazu i jego tranzytu przez nasze terytorium. Minus to naruszenie solidarności państw Unii zapisanej w tzw. trzecim koszyku energetycznym i rezygnacja z planów sprowadzania ropy znad Morza Kaspijskiego z pominięciem Rosji.
Administracja Obamy dąży do poprawy relacji z Rosją. Polskie władze odpowiadają, że chcą tego samego, ale wolą dmuchać na zimne. Łatwiej uwierzymy Rosjanom, gdy będą u nas stacjonować wojska USA. Z depesz publikowanych przez Wikileaks i z rozmowy Komorowski - Obama wiemy, że Waszyngton zrozumiał ten problem.
Kryzys gospodarczy pokazał, że tyle się będziemy liczyć w UE, na ile umiemy ułożyć sobie relacje z Niemcami. Rządowi i premierowi (to jego specjalność) idzie nie najgorzej. W zamian za poparcie dla reformy traktatu lizbońskiego negocjujemy utrzymanie hojnego budżetu na lata 2014-20. I jesteśmy bliscy sukcesu.
Maraton spotkań z przywódcami świata zakończył wstępny etap prezydentury Komorowskiego. Już wiadomo, jakie są pola jego szczególnej aktywności, a także dziedziny, które oddaje we władanie rządowi. Prezydent chce współdecydować o sprawach bezpieczeństwa i uczestniczyć w wytyczaniu strategicznych kierunków polityki zagranicznej. Przejawia inicjatywę (m.in. przez zwoływanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego) i zachowuje samodzielność wobec rządu. Postępuje tak, jak nakazuje mu konstytucja.
Po grudniowym przyspieszeniu widać, że w sprawach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa rząd i prezydent są na swoim miejscu. Dla Polski to o wiele lepsze niż nieustanne podbijanie bębenka i złudzenie, że cele strategiczne da się osiągnąć w jednej rozmowie z Obamą, Miedwiediewem lub Merkel.
Źródło: Gazeta Wyborcza