PO mogła przynajmniej nie wprowadzić dyscypliny w głosowaniu. Zrobiła przeciwnie: zobowiązała swoich posłów do głosowania przeciw. Wyłącznie po to, by móc w następnym głosowaniu zgłosić kandydata, który będzie "jej".
Chwała Platformie, że wcześniej wycofała poparcie dla kandydata, który nie uprzedził jej, że ma proces sądowy o plagiat. Ale wstyd, że wolała zostawić wakat, niż poprzeć "nie swojego", mimo że gwarantował najwyższy poziom.
Wobec partyjnego interesu w kąt poszedł publiczny. Platforma okazała się platformerska, nie obywatelska.
Źródło: Gazeta Wyborcza