Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Ja mieszkałem w Radomiu, chodziłem tu do szkoły. Nie wiem co robił Jarosław Kaczyński 25 czerwca i w kolejnych dniach i tygodniach 1976 roku. Pamiętam to miasto, rzucone wtedy na kolana przez oprawców tow. Gierka, który - jak mówi teraz prezes PiS - był "komunistycznym, ale jednak patriotą" i przede wszystkim "chciał siły Polski".
Pamiętam miasto bite przez ZOMO, upokorzone na wiecu, gdzie spędzeni robotnicy musieli przepraszać tow. Gierka za warchołów z Radomia, którzy wyszli na ulice by protestować przeciwko biedzie.
Dokładnie tydzień temu, pod pomnikiem Radomskiego Czerwca, odbywały się zorganizowane przez radomską "Solidarność" uroczystości w 34. rocznicę tamtych wydarzeń. Nie było nikogo z Komitetu Obrony Robotników, tych którzy wtedy nieśli pomoc bitym i poniżanym nie zaproszono. Stawiło się za to kilkudziesięciu posłów i senatorów Prawa i Sprawiedliwości. Dziwię się, po co przyjechali, skoro - jak mówi Jarosław Kaczyński - tow. Gierek "opozycję jakoś tam tolerował, a nie zamykał do więzienia".
Przecież to warchoły z Radomia przeszkodziły mu w budowaniu "mocarstwowości Polski". Widocznie nie zrozumieli wtedy, że to o to chodzi, nie docenili go tak, jak docenił dzisiaj prezes PiS, kandydat na prezydenta. Więc może im się to lanie należało?