http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bez zupy

Magdalena Środa
2010-06-23, ostatnia aktualizacja 2010-06-23 15:00

Wygrana Napieralskiego jest wygraną światopoglądową. Tym bardziej jest ona ważna. Otóż okazuje się, że w Polsce można zdobyć co najmniej kilkanaście procent, gdy otwarcie mówi się o przyszłości, o prawach człowieka, prawach kobiet, tolerancji i różnorodności

Magdalena Środa
fot.
Magdalena Środa
Hasła odnoszące się do tradycji, rodziny, martyrologii i "naszej świętej historii" tracą swą wyborczą nośność. Co marszałek Komorowski przed II turą powinien zrozumieć ku zadowoleniu poważnej części jego wyborców.

Wygrana Napieralskiego to pierwsza od lat wygrana wbrew Kościołowi. Okazuje się, że w polityce można osiągnąć pewien sukces bez wsparcia tej wszechwładnej instytucji, bez kokietowania hierarchów pobożnością, bez składania daniny papieskim naukom, bez katolickiej poprawności politycznej. Trzeba szukać elektoratu, który chce mieszkać w państwie polskim, a nie tylko w polskim Kościele. Elektorat ten zacznie mieć wkrótce dominujący głos. Co ważne, zwłaszcza że w ciągu najbliższych dwóch tygodni Kościół będzie pracował na rzecz Kaczyńskiego i to nie z powodu jego szczególnej pobożności, ale dlatego, że gros księży w Polsce pochodzi ze wsi i ma wykształcenie na poziomie zawodowym, a to najsilniejsza grupa wsparcia PiS.

- Wygrana Napieralskiego to wygrana pewnego programu, który zamyka się w hasłach odwołujących się do praw człowieka (a więc i kobiet, i homoseksualistów), a nie do rodziny i tradycji. Bo tradycja zawsze związana jest z hierarchią, a dzisiejsza społeczność pretenduje do równości. Trzeba pamiętać, że równość obejmuje wszystkich (również sferę prywatną) i że wszyscy jako jednostki mają prawa, nie zawsze w naszym kraju respektowane, a często ośmieszane. Chwalenie się tradycyjną rodziną jest nieskuteczne politycznie. A marszałek Komorowski powinien wiedzieć, że dla większości Polaków żona podającą zupę (jeden ze spotów kandydata) kojarzy się głównie z kampanią przeciw przemocy domowej ("zupa była za słona") a nie z miłą atmosferą, jaka niewątpliwie panuje w domu Komorowskich.

Wygrana Napieralskiego to też sukces pewnego stylu uprawiania polityki, odwołującego się do bardziej argumentów, a nie symboli, do bezpośredniego kontaktu, a nie do dworu. Bo Napieralski nie ma dworu. Na szczęście dwór Komorowskiego jest znacznie bardziej sympatyczny niż dwór Kaczyńskiego, gdzie dominuje agresywna pani Jakubiak i szalona intelektualistka Staniszkis, dzięki którym już wiemy, że Kaczyński nie poprze refundacji in vitro, co właściwie powinno go wykluczyć jako kandydata na prezydenta. Bo cóż to za prezydent, który skazuje niepłodne pary (a są ich dziesiątki tysięcy) na cierpienie, a kraj na wyludnienie.

Zakończony ostatnio Kongres Kobiet w swoich prawyborach głosował na Komorowskiego i Napieralskiego (Kaczyński zajął piąte miejsce). Decydowały nie tyle prywatne sympatie, ile programy, a wśród postulatów: szybkie uchwalenie ustawy parytetowej, tak by mogła obowiązywać jeszcze w wyborach samorządowych, i pełna refundacja in vitro. Panie marszałku, do dzieła! Zdąży pan przed II turą.

  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':