Jeśli uznał, że tragedia rodzinna, która go dotknęła, nie przeszkadza mu podjąć trud walki o ten urząd, to jest oczywiste, że nie powinna mu przeszkodzić w osobistym, twarz w twarz z wyborcami podaniu decyzji i jej uzasadnieniu. Mówienie, że trzeba go oszczędzać, zostawić w spokoju, to nieprawda, choć nie wątpię, że jest śmierciami najbliższych ugodzony. Współczuję mu jako człowiekowi, mówię szczerze, ale nie jako kandydatowi na prezydenta! Jedno z drugim nie ma, nie powinno mieć nic wspólnego.
I nie dlatego szef PiS chowany jest po kątach, albo przemierza w milczeniu korytarze Sejmu w asyście ochroniarzy, że jest wstrząśnięty. Nie dlatego, lecz z wyrachowania, z rozmyślnego włączenia żalu i współczucia, jakie katastrofa wzbudziła, także dla Prezydenta i jego rodziny, do arsenału walki wyborczej.
Tak wyszło PiS-wskim majstrom od wizerunku, politycznym makijażystom. I tak zostali zaprogramowani działacze partyjni, zgodnie łkający nad szefem partii.
Chodzi o osiągnięcie dwu celów. Po pierwsze, przez ciągłe podtrzymywanie klimatu żałoby po Prezydencie, szczególnie przez PiS-wski megafon i ekran zwany TVP1, pragnie się maksymalnie przedłużyć ów stan współczucia dla brata, bo tylko jego trwanie daje szansę przerobienia go na wyborczy wynik. Dlatego Prezes wystarczająco silny, by ubiegać się o urząd, musi być "zdruzgotany", czyli niezdolny, by powiedzieć to samemu.
Po drugie, chodzi o wiarygodny pretekst, by wytłumaczyć jego milczenie. Jak wiadomo, prezes Kaczyński, kiedy mówi, to jego szczególna miłość do ludzi rodzi mu lawiny przeciwników. Im więcej prezes mówi, tym więcej ma wrogów. To fatalna cecha na czas wyborczy (a jeszcze gorsza na czas rządzenia!), więc trzeba, by zamilknął i by to nie budziło protestów. No, a skoro jest "zdruzgotany", to wiadomo, że milczy.
Strategia chowania prezesa, chwalona często przez komentatorów, to paskudztwo, zwykłe oszukiwanie wyborców. Mają zapomnieć, jakim jest naprawdę kandydat PiS, i współczując mu, wybrać do Pałacu Prezydenckiego kota w worku.
To branie obywateli za "ciemny lud", który ten zawiązany worek kupi. Nie kupi. Bo zada proste pytanie, a co będzie jak go wybierzemy? Czy z milczącego kandydata pod żałobnym przykryciem zrobi się milczącym prezydentem, czy może wtedy, gdy przez 5 lat nic nie będzie od wyborców zależało, zobaczymy prezesa Kaczyńskiego w całej jego jakże dobrze nam znanej krasie z lat 2005 - 2007, gdy nieopatrznie dostało mu się w ręce koło sterowe państwa?
Głosując na nieobecnego kandydata nie wybierzemy nieobecnego prezydenta. Na nieobecne postawimy, dobrze znane dostaniemy.
Źródło: Gazeta Wyborcza