Jak wypadli kandydaci? Przemówienie wstępne Bronisława Komorowskiego było lepsze. Marszałek wyraźnie odciął się od PiS. Mówił swobodnie i pewnie. Radosław Sikorski postawił na patetyczną orację.
Za to szef MSZ lepiej wypadł przy okazji pytania o in vitro. Powiedział, że gdy służba zdrowia ma potężne kłopoty finansowe, trudno mówić o finansowaniu tego zabiegu z budżetu, ale w przyszłości można się nad tym zastanowić. Tymczasem Komorowski wygłosił dziwaczną deklarację, że in vitro powinno być opłacone dla tych par, które gwarantują dobre wychowanie dzieci. A kto to będzie oceniał?!
Obaj kandydaci źle wypadli przy okazji pytania dokąd wybiorą się z pierwszą wizytą zagraniczną. Komorowski powiedział, że może do Brukseli, a może do Wilna, by przypomnieć wizję Polski europejskiej i wielonarodowej. Sikorski stwierdził, że pojechałby do Wilna, ale gdyby Litwa wywiązała się z zobowiązań wobec naszego kraju. Tak więc jeden kandydat przypomniał, że Wilno było kiedyś polskim miastem, a wiadomo, że Litwini różnie reagują na te wspomnienia. Drugi kandydat - że nasi sąsiedzi są niesłowni. To się nazywa rozwijanie dobrosąsiedzkich stosunków.
Sikorski na koniec powiedział, że członkowie PO mają wybrać między prezydenturą "zacną i zachowawczą" (w domyśle - Komorowskiego) a prezydenturą "ambitną". Niestety z wystąpień szefa MSZ nie dowiedziałam się, na czym polega owa ambitna strategia.