Liderzy PO zaczynają rozmowy na temat składu sztabu wyborczego, który poprowadziłby partię do jesiennych wyborów. Według informacji "Gazety" premier i szef Platformy Donald Tusk chciał, by sztabem pokierował sekretarz generalny PO Andrzej Wyrobiec. Ma opinię sprawnego organizatora, koordynował kampanię samorządową. Jednak zdaniem Wyrobca na czele sztabu powinien stanąć "pełnokrwisty" polityk, partyjny frontman, który w kampanii mógłby odpierać w mediach ataki opozycji. Wyrobiec pewnie wejdzie do sztabu, ale raczej będzie pełnił funkcję organizacyjną.
Odpadają też posłowie, którzy byli twarzami poprzednich kampanii. Sławomir Nowak, szef sztabu w kampanii parlamentarnej Platformy w 2007 roku i w kampanii prezydenckiej Bronisława Komorowskiego, chce kandydować do Sejmu z Gdańska. Wiceszef klubu PO Rafał Grupiński, również zaangażowany w ostatnie kampanie, będzie startował z Poznania. Dodatkowo - jak mówią nasi rozmówcy - Tusk chce, by na czele sztabu stanęła osoba, niekojarzona z żadną frakcją w PO - ani ze "spółdzielnią" ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka, ani z grupą skupioną wokół marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny. Chodzi o to, by w kampanii uniknąć posądzeń, że szef sztabu sprzyja któremuś z tych środowisk. Taką osobą mógłby być poseł Paweł Graś, dziś jeden z najbliższych ludzi Tuska. Ale jest on rzecznikiem rządu i też będzie kandydował do Sejmu. Jeden z naszych rozmówców wymienia posłankę Małgorzatę Kidawę-Błońską, rzeczniczkę sztabu w kampanii Bronisława Komorowskiego. Kidawa-Błońska mówi nam jednak, że nie dostała takiej propozycji. Poza tym ona też chce startować w wyborach.
- Znani posłowie, którzy mogliby stanąć na czele sztabu, będą obciążeni własnymi kampaniami. Dlatego byłoby dobrze, żeby sztabem pokierował ktoś, kto nie będzie startował w wyborach - mówi jeden z naszych rozmówców w zarządzie PO. Tak pojawił się pomysł, by sztabem pokierował któryś z europosłów. Brane pod uwagę są kandydatury Jacka Protasiewicza (szef sztabu z kampanii prezydenckiej Donalda Tuska z 2005 roku), Sławomira Nitrasa (sztabowiec w kampanii Komorowskiego i kampanii samorządowej), Krzysztofa Liska (odpowiadał za kolejne kampanie PO za granicą), europosłanki Róży Thun (jako szefowa fundacji im. Roberta Schumana prowadziła kampanię europejską przed przystąpieniem Polski do UE) czy Rafała Trzaskowskiego (pomagał w kampanii samorządowej Hanny Gronkiewicz-Waltz).
Ale według naszych rozmówców europosłowie wcale nie palą się, żeby kierować sztabem. - To będzie mordercza kampania, coraz bardziej prawdopodobne, że wygramy niewielką przewagą. A wina spadnie na szefa sztabu - mówi doświadczony sztabowiec PO.
Europoseł Krzysztof Lisek deklaruje, że "jest do dyspozycji premiera". Ale zaraz dodaje: - Nam jako europosłom byłoby trudno szefować sztabowi, bo to wymaga stałej obecności w kraju przynajmniej na trzy miesiące przed wyborami, a my często wyjeżdżamy na posiedzenia.
Do sztabu wyborczego najprawdopodobniej wejdą też młodzi posłowie, którzy pracowali przy ostatnich kampaniach PO: Agnieszka Pomaska, Paweł Olszewski, Jakub Rutnicki i Michał Marcinkiewicz.
Przygotowaniom do kampanii mają być poświęcone dwa marcowe posiedzenia zarządu PO. Tusk chce, by listy wyborcze Platformy były gotowe do końca czerwca, przed rozpoczęciem polskiej prezydencji w UE.
Źródło: Gazeta Wyborcza