Oględziny miejsca śmierci Blidy zarządzono dopiero po trzech godzinach. Ale wcześniej oficerowie niemal bez przerwy dzwonili. Nie wiadomo, do kogo.
Tadeusz Sławecki, poseł PSL z komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Blidy: - Rzeczywiście, tych rozmów było mnóstwo. Nie da się ich wytłumaczyć koniecznością powiadomienia przełożonych o śmierci Blidy. Tak można wytłumaczyć parę telefonów, ale nie kilkadziesiąt czy kilkaset! Moim zdaniem tyle dzwonili, bo szukali wyjścia z sytuacji.
Marek Wójcik (PO), członek komisji: - Co gorsza, ustalenie, kto do kogo dzwonił, jest szalenie trudne, jeśli w ogóle możliwe, bo funkcjonariusze zeznali, że wymieniali się telefonami, pożyczali je sobie, gdy się rozładowywały. Eksperci od służb specjalnych mówili mi, że takie zachowanie to kombinacja operacyjna w celu uniemożliwienia ustalenia, kto z kim i kiedy rozmawiał. Agenci ABW są szkoleni, by tak właśnie zacierać ślady swoich rozmów.
- Duża liczba połączeń to metoda zacierania śladów, by w ich natłoku ukryć te istotne - mówi b. oficer ABW.
Barbara Blida, była posłanka SLD, zginęła 25 kwietnia 2007 r. od strzału z własnego rewolweru Astra 680 chwilę po wejściu do jej domu ABW z nakazem rewizji i zatrzymania. Była wtedy w łazience, zapewne razem z porucznik Barbarą P.
Komisja śledcza dostała z ABW płachty z wydrukami billingów funkcjonariuszy, którzy byli tego dnia w domu Blidy. Można z nich wyczytać, że Barbara P. dzwoniła aż 50 razy. - I to nawet mniej więcej wtedy, gdy miała, jak zeznała, reanimować Blidę metodą usta-usta - mówi Danuta Pietraszewska (PO) z komisji śledczej.
Dalej: ¨ wiceszef ABW Grzegorz Ocieczek dzwonił 123 razy do 29 osób; ¨ porucznik K. - 59 razy do 33 osób; ¨ Tomasz F., kierowca ekipy (z wydziału operacyjnego ABW), miał cztery komórki, które - jak przyznał - pożyczał kolegom, a sam dzwonił ośmiokrotnie do ABW; ¨ Michał Cichy, naczelnik wydziału śledczego ABW w Katowicach - 225 połączeń do 73 osób!
ABW odpowiada: "Kombinowanie nie jest standardową procedurą w ABW". Rzeczniczka płk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska dodaje: "ABW nie dysponuje informacją, by na miejscu zdarzenia, po śmierci B. Blidy, funkcjonariusze wymieniali się telefonami".
Ale w łódzkim śledztwie na temat zdarzeń w domu Blidów wyodrębniono osobny wątek dotyczący "zachowania funkcjonariuszy ABW po śmierci Blidy".
Komisja śledcza spiera się z ABW o wartość informacji na temat połączeń funkcjonariuszy przekazanych przez Agencję.
ABW twierdzi, że były bardzo szczegółowe. I że odpowiedziała na 59 wniosków komisji.
Ale dla posłów to za mało. Mówią, że komisja dostała billingi, które sama musiała analizować - osobno wydruki z nazwiskami abonentów, a osobno z godzinami połączeń. Skojarzenie - kto, do kogo i o której - to mrówcza praca. I najważniejsze: ABW nie podała wszystkich abonentów, do których dzwonili agenci, bo niektóre telefony na kartę były już nieaktywne, a innych Agencja nie rozszyfrowała.
Wyniki wstępnej analizy billingów, którą zrobili posłowie, są dziwne. Np. z telefonu Barbary P. pierwsze połączenie wykonano do... gabinetu masażu, potem do agencji reklamowej i sklepu z obuwiem dziecięcym. Osiem razy dzwoniła do ABW.
Posłanka Pietraszewska podejrzewa, że w tych rozmowach mogło chodzić o mataczenie, m.in. o zamianę kurtki. Porucznik P. weszła do domu Blidów we własnej kurtce z czarnego dżinsu marki Levis. Była w nią ubrana, gdy padł strzał. Ale na kurtce, którą skierowano do badania, nie było już ani cząsteczek GSR (Gun Shot Results - po strzale rozchodzi się chmura z tymi cząsteczkami), ani śladów krwi Blidy, którą reanimowała metodą usta-usta. Krew była na kurtce agenta stojącego dalej.