O obowiązku wiz dla Polaków prezydent Komorowski mówił w Waszyngtonie, gdzie przyleciał na dwa dni, czasami ostro. - Polacy nie rozumieją, dlaczego wszyscy nasi sąsiedzi mogą podróżować do USA bez wiz, a my nie. To nielogiczne - podkreślał w rozmowie z Obamą w Gabinecie Owalnym Białego Domu. - I to tyle co mam do powiedzenia o wizach. Reszta należy do rządu Stanów Zjednoczonych, który musi sprawę przeanalizować.
- Wiem, że wizy są przyczyną irytacji w naszych relacjach i moim zadaniem jest teraz przekonać Kongres, który kwestię wiz reguluje, żeby jakoś ją rozwiązać. Mam nadzieję, że wizy zostaną zniesione do końca mojej kadencji - odparł Obama. To najbardziej konkretna obietnica w sprawie wiz, jaka padła z ust któregokolwiek z amerykańskich prezydentów.
Tematem rozmowy była też kwestia stacjonowania wojsk USA w Polsce. Z tajnej korespondencji dyplomatów ujawnionej przez
Wikileaks wynika, że nasi politycy od dawna domagają się od sojuszników "amerykańskich butów na polskiej ziemi". Bateria przeciwlotnicza Patriot, którą obiecano nam przy okazji negocjacji o tarczy antyrakietowej za rządów George'a Busha, okazała się atrapą - to ćwiczebne wyrzutnie nawet bez rakiet. W jednym z raportów z ambasady USA w Warszawie amerykańscy dyplomaci piszą, że uzmysłowiwszy sobie to, wiceszef MON Stanisław Komorowski stwierdził, że "nie potrzebujemy roślin doniczkowych".
- NATO przyjmuje nowe role, ale nie może zapominać o swojej podstawowej roli, jaką jest gwarancja bezpieczeństwa dla krajów członkowskich. Potwierdzeniem tej roli powinna być obecność wojsk amerykańskich w Europie i także w Polsce - mówił Komorowski.
Polski prezydent robił w Białym Domu dobre wrażenie, mimo iż nie mówił po angielsku. Był wyluzowany, sypał dowcipami, ale kiedy trzeba, potrafił być konkretny i zdecydowany. Jeśli można wspomnieć o jakiejś niezręczności, to raczej ze strony Obamy, który część otwartą dla dziennikarzy rozpoczął od uwag o porozumieniu w sprawie podatków, które uzgodnił z Republikanami.
Obama często podkreślał ważną rolę Polski w rozszerzaniu demokracji na kraje byłego ZSRR. We wspólnym oświadczeniu prezydenci wezwali władze Białorusi, by zaplanowane na 19 grudnia wybory głowy państwa były wolne i demokratyczne.
W pewnym momencie w Gabinecie Owalnym, gdzie na rozmówców spoglądali z portretów George Waszyngton i Abraham Lincoln, powiało duchem polskiego sarmatyzmu, bowiem Komorowski odwołał się do swoich doświadczeń myśliwego.
- Kiedy wybieramy się na dalekie polowanie, ważne jest, żeby nasze
domy, nasze żony i dzieci były bezpieczne. Wtedy poluje się lepiej - mówił Komorowski, nawiązując do misji w Iraku i Afganistanie. W odpowiedzi Obama zadeklarował, ale bez żadnych szczegółów, że w Polsce będzie stacjonować jednostka lotnictwa USA.
Amerykanie już w zeszłym roku proponowali Polsce - w zamian za rozczarowanie po patriotach - wysłanie grupy amerykańskich pilotów z samolotami F-16 i transportowymi herkulesami. Mieliby oni stacjonować u nas najprawdopodobniej rotacyjnie, przez pewną część roku.
- Mamy deklarację prezydentów w tej sprawie, ale szczegóły muszą ustalić rządy w negocjacjach - mówił wczoraj Komorowski. Zapytałem go, czy nie obawia się, że tak jak patrioty okazały się atrapami, również obiecane przez Obamę F-16 z amerykańskimi załogami okażą się nieuzbrojone.
- Nigdy nie tworzyłem wrażenia, że mamy jakiś wielki przełom i Ameryka nie myśli o niczym innym jak o bronieniu Polski. Niektórzy polscy politycy tworzyli taką iluzję, ale nie ja - odparł prezydent. - Amerykańska deklaracja jest cenna, zwiększa nasze bezpieczeństwo, ale czeka nas jeszcze wiele pracy.
Komorowski wspomniał też o swoim poparciu dla nowego układu rozbrojeniowego START, który przewiduje redukcję liczby głowic jądrowych Rosji i USA o 30 proc. - do 1550 po obu stronach. Obama ma kłopoty ze zmuszeniem Senatu do jego ratyfikacji, bo sprzeciwiają się temu Republikanie. Dlatego głos poparcia Komorowskiego, przywódcy kraju uważanego powszechnie za antyrosyjski, a przez to wiarygodnego dla Republikanów, był dla amerykańskiego prezydenta cenny. Niektórzy politycy opozycji w Polsce twierdzili nawet, że Obama tylko po to zaprosił Komorowskiego do Waszyngtonu już w grudniu, żeby takie słowa usłyszeć.
Przy okazji Komorowski stwierdził, że nie da się jednym ruchem "zresetować" tysiąca lat trudnego sąsiedztwa Polski z Rosją (to nawiązanie do ogłoszonego w zeszłym roku przez Waszyngton "resetu" w stosunkach z Moskwą).
- Ale nie chcemy stać na drodze ocieplenia Zachodu z Rosją. Przeciwnie, z całego serca i szczerze inwestujemy w dobre relacje z Rosją i chcemy je poprawiać - dodał.
Dużo o poprawie relacji z Rosją mówił też Komorowski na popołudniowym wykładzie w waszyngtońskim German Marshall Fund. Wspomniał, że jego zdaniem relacje Waszyngtonu z Warszawą wpadły w rutynę, wyrażaną w kilku słowach, które nic już nie znaczą - np. "Polska jest ważnym sojusznikiem USA - i że w tych stosunkach potrzebna jest odnowa.
Wyjaśnił też, na czym polega sekret proamerykańskiej postawy Polaków - na przykładzie bandyty, z którym siedział w celi za działalność opozycyjną w latach 70. - "Pamiętaj student jak przyjdą twoi, że my zawsze za wolnością - mówił bandyta. - Jak zacznie się rewolucja, to klawisza w łeb, porywamy jakieś
auto i do Ameryki." USA są symbolem wolności dla Polaków i tego kapitału nie możemy zmarnować - przekonywał Komorowski.