Mówili tak dziennikarze i organizacje pozarządowe. Wiceminister sprawiedliwości Zbigniew Wrona uważa, że wystarczy do tego rządowa nowelizacja, która jest już przygotowana do drugiego czytania w Sejmie. Nie widzi konieczności wprowadzenia do niej np. kontroli nad pobieraniem przez policję i służby specjalne danych z billingów i BTS (informacji, gdzie loguje się czyjś telefon komórkowy).
Problem billingów widzi jednak sekretarz Kolegium Służb Specjalnych w Kancelarii Premiera Jacek Cichocki. Po artykule "Gazety", w którym napisaliśmy, że Polska jest europejskim liderem w pobieraniu tych danych - ponad milion rocznie - minister Cichocki zwrócił się do poszczególnych uprawnionych do tego służb (dziewięciu) o dane.
Na razie całościowo odpowiedziała tylko ABW. Okazało się, że z 1,06 miliona zapytań o dane telekomunikacyjne (o nazwisko abonenta, wykaz połączeń, dane z BTS, dane o połączeniach internetowych) ABW zadała 140 tys. pytań. Z tego ok. 50 tys. to zapytania o wykaz rozmów. CBA o wykazy rozmów pytała 7 tys. razy. - Pamiętajmy, że milion zapytań nie znaczy, że inwigilowano milion osób, bo jednej osoby dotyczy zwykle kilka zapytań - podkreślił Cichocki (jak podawała "Gazeta", np. o billingi Moniki Olejnik, dziennikarki Radia ZET i TVN 24, zwracano się trzykrotnie, a dotyczyło to danych za dwa lata). Powiedział też, że około jednej trzeciej zapytań o dane od operatorów telekomunikacyjnych to pytania od sądów i prokuratur, nieraz w drobnych sprawach karnych, a także cywilnych - np. rozwodowych.
- Wykorzystywanie danych z billingów do spraw cywilnych to skandal - uznał generalny inspektor ochrony danych osobowych Wojciech Wiewiórowski.
- Obowiązek gromadzenia danych telekomunikacyjnych na temat wszystkich obywateli niezależnie od tego, czy zrobili cokolwiek złego, Polska wprowadziła jako realizację unijnej dyrektywy o retencji (gromadzeniu) danych - mówiła Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon. - Jednak tę dyrektywę, ustanowioną dla ułatwienia zwalczania terroryzmu, wdrożyliśmy niezgodnie z jej duchem.
Dziennikarze mówili o tym, że sprawdzanie dziennikarskich billingów przez prokuraturę w celu ustalenia informatorów narusza tajemnicę dziennikarską.
Przedstawiciel prokuratora generalnego Sławomir Górnicki, zastępca dyrektora departamentu postępowania przygotowawczego, powiedział, że prokurator generalny Andrzej Seremet zlecił zbadanie, w ilu przypadkach i do jakich celów prokuratura wykorzystywała dziennikarskie billingi. Z wcześniejszych wypowiedzi Seremeta wynika, że nie uważa on badania dziennikarskich billingów za naruszenie tajemnicy dziennikarskiej.
Dziennikarze pytali, co z umarzanymi przez prokuraturę śledztwami w sprawie nadużywania podsłuchów. Dlaczego prokuratura uważa, że łamanie przepisów podsłuchowych przez służby to nie przestępstwo? Dyr. Górnicki odpowiedział, że Prokuratura Generalna nie badała tej sprawy. - Umarzanie tych spraw budzi nasze zdziwienie. Chętnie przekażemy prokuraturze nasze ustalenia na ten temat - nieoczekiwanie wsparł dziennikarzy minister Cichocki.
RPO Irena Lipowicz zapowiedziała, że będzie zabiegać o to, by wprowadzono obowiązek niszczenia przypadkowo nagranych rozmów adwokatów z klientami, bo narusza to tajemnicę adwokacką. A także by wprowadzono obowiązek zawiadamiania każdego inwigilowanego o tym fakcie po zamknięciu sprawy. Chce też wystąpić do Sądu Najwyższego z pytaniem o granice tajemnicy dziennikarskiej w kontekście m.in. billingów.
Źródło: Gazeta Wyborcza