Tomek to były już agent CBA. Rozpracowywał m.in. byłą posłankę PO Beatę Sawicką i byłą żonę Cezarego Pazury - Weronikę Marczuk. Teraz agent Tomek pokazuje swoją twarz i przedstawia własną wersję wydarzeń.
Wrocławski okres i wypadek Tomek Ma 34 lata. Najpierw, kiedy pracował jeszcze w policji, był członkiem wrocławskiej specgrupy do łapania złodziei samochodów. "Tomasz był w siódmym niebie. Uwielbiał ten sprzęt, uwielbiał dobre
samochody i szybką jazdę" - czytamy w Newsweeku. Tygodnik podaje, że na wyposażeniu specgrupy były m.in.: jeep cherokee, chrysler voyager, dwa chryslery neony, ford mondeo z trzylitrowym silnikiem, laptopy,
GPS-y.
W 1998 roku we Wrocławiu
policyjny chrysler neon z prędkością 160 kilometrów na godzinę uderza w bok toyoty, która wyjechała na czerwonym świetle. Pasażerka toyoty ginie na miejscu. Chryslera prowadził Tomasz. Przez pół roku jeździ potem na wózku i dostaje rok w zawieszeniu. Ale w policji zostaje. A podinspektor Marek Bogacki pisze opinię służbową dla sądu: "Wykazywał zdolności adaptacyjne, nie stwarzał sytuacji konfliktowych w procesie wychowawczym i edukacyjnym. Zadania służbowe o różnej skali trudności i zagrożenia wykonuje nienagannie. Należy do wyróżniających się policjantów w zakresie bezkompromisowego zwalczania przestępczości kryminalnej" - cytuje Newsweek.
Jak teraz wygląda Tomek
zobaczysz tutaj.
O Sawickiej: - Forsę ma w ślepiach W roku 2002 zostaje członkiem pierwszej w Polsce jednostki przykrywkowej tworzonej w
CBŚ. Z 300 chętnych przyjęto wówczas tylko 14. Bierze udział w sześciu akcjach. Uczy się jak pracować pod przykryciem ze zmienioną tożsamością. Potem będzie używał dwóch nazwisk z tym samym imieniem: Tomasz Małecki i Tomasz Piotrowski. Jako Piotrowski przedstawi się Beacie Sawickiej byłej posłance PO. Jako Małecki - Weronice Marczuk.
Dziś o osobach, które rozpracowywał w CBA mówi z pogardą: - Pomieszało jej się w głowie. Myślała i zachowywała się tak, jakby była kimś lepszym od wszystkich innych tylko dlatego, że jest posełm. Forsę ma w ślepiach - mówi o Sawickiej.
Newsweek podaje, że gdy agent Tomasz poznał Jarosława Wałęsę "od razu zauważył, że poseł ma brudną marynarkę i zaniedbane spodnie. W myślach konkludował, że Wałęsa powinien odwiedzić kosmetyczkę".
Agencja stworzyła Tomkowi życiorys: urodzony na warszawskiej Pradze, niedaleko Bazaru Różyckiego, trudne dzieciństwo, potem wyjazd za granicę, gdzie dorabia się dzięki przyjacielowi, który uczy go biznesu i bierze do spółki. Sawicka wyzna podczas procesu: - Bardzo mnie wzruszył, kiedy opowiadał o swoim trudnym dzieciństwie. O tym, że nie ma rodziców, że go zostawili. Ja też wcześnie straciłam rodziców.
"Takie gówno w złotym papierku" Ważną dla agenta Tomasza osobą był Jan J., poprzez którego chciał dotrzeć do Aleksandra i Jolanty Kwaśniewskich. Na początku roku "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że chcąc udowodnić b. prezydentowi nielegalną transakcję, CBA użyło słynnego agenta o pseudonimie "Tomasz Małecki".
Agent wkupił się w łaski rodziny J. administrującej willą w Kazimierzu, której właścicielem jest Marek Michałowski, prezes Budimexu i przyjaciel rodziny Kwaśniewskich. CBA było przekonane, że naprawdę dom należy do b. prezydenta. By to udowodnić, agent, poprzez rodzinę J., namówił Michałowskiego do sprzedaży willi. Za nieruchomość wartą 1,6 mln z. dawał dwa razy tyle. Liczył, że pieniądze trafią do Kwaśniewskich. Ale 29 lipca 2009 r., w kulminacyjnym momencie, akcja została przerwana, bo pośredniczący w transakcji Jan J. wyjął część należności (1,5 mln zł) z torby, w której był nadajnik mający namierzyć, gdzie pieniądze zostaną zawiezione. CBA zatrzymała Jana J., jego matkę, prezesa Michałowskiego, a nawet mężczyznę, który miał sprawdzić, czy banknoty są autentyczne. Od tego czasu Michałowski walczy z CBA o unieważnienie transakcji z której nie dostał ani grosza i która była zawarta z fikcyjną osobą - Małeckim. Więcej o sprawie
przeczytasz tutaj.
By się zbliżyć do Jana J. CBA wynajęło Tomkowi mieszkanie w tym samym apartamentowcu, w którym mieszkał J. Tomek urządził je po swojemu - meblami z IKEA. Jak podaje tygodnik Jan J. tak ocenił wystrój: - Zaskoczyło mnie kompletne bezguście w jego mieszkaniu. Przypadkowe, najtańsze rzeczy. Nie było tam ani jednej pamiątki, żadnego zdjęcia, nic z rzeczy osobistych. Jednak obaj na tyle się zaprzyjaźnią, że Jan J. ułatwi Tomkowi zakup willi. Ten powie potem o Janie J. i jego dziewczynie: - Żeby jeszcze coś z nim można było fajnego robić. Ale on tylko siedzi w kółko z tą swoją Agnieszką. I przechwalają się swoimi możliwościami i pieniędzmi, których w rzeczywistości nie mają, Takie gówno w złotym papierku.
Być jak James Bond? - Lubię filmy z Bondem. Podobały mi się jego gadżety, garnitury czy aston martin. Podobało mi się jak był ubrany. Cała stylizacja. Te smokingi. To jakby odzwierciedlało trochę moją pracę. Ja jeździłem porsche, on astonem martinem. Widziałem pewne podobieństwo - wyznał "Newsweekowi".