Kaczyński był wyraźnie zadowolony z ogłoszonego sondażu, że w wyborach do sejmików samorządowych PiS zdobył 27 proc. To o 2 pkt proc. więcej niż 4 lata temu. Ale znacznie mniej niż zdobyte przez PO 33, 8 proc.
Prezentował jednak pewność, że wybory były do wygrania przez PiS gdyby nie "perfidna gra" grupy Joanny Kluzik-Rostkowskiej. - Gdyby nie ta zaplanowana, perfidna, przeprowadzona z pełną premedytacją akcja my byśmy te wybory wygrali. Ona była po to, żebyśmy ich nie wygrali - mówił.
Zagrzewał zwolenników do walki za rok. - Przed nami rok zdecydowanej pracy, pełnej determinacji i inwencji by wybory 2001 r. zakończyły się zwycięstwem, tak jak powinny zakończyć się te wybory - wołał.
- Czas PO się kończy, a reszta jest w naszych rękach - ten jego okrzyk wywołał entuzjazm sali. - Wygramy, jeżeli potrafimy uniknąć tego rodzaju ludzi jak w tej kampanii. Tej czarnej groteski, kiedy ludzie powołujący się na spuściznę Lecha Kaczyńskiego spotykali się Palikotem, największym wrogiem Lecha Kaczyńskiego.
- Tylko żeby te ręce były silne, i te głowy były silne.
I zakończył zapewnieniem: - Jeszcze nigdy dotąd nie było tak wiele możliwości w naszych rękach. Dlatego potrzebne są konsolidacja, praca, myśl.
Źródło: Gazeta Wyborcza