Agnieszka Kublik: Wszystko wskazuje na to, że nie wejdzie pan do II tury, bo jej nie będzie. Hanna Gronkiewicz-Waltz wygrywa w I turze. To porażka? Wojciech Olejniczak: Gratuluję pani prezydent świetnego wyniku. Nie, to nie jest porażka, ciężko pracowałem w tej kampanii i wynik kilkunastu procent, jak wynika z pierwszych sondaży, nie jest najgorszy.
Szef SLD Grzegorz Napieralski w wyborach prezydenckich dostał w Warszawie 10,6 proc. (98 tys. głosów) i 13,68 proc. w całym kraju. Pański wynik najprawdopodobniej będzie podobny jak ten warszawski i ogólnopolski Napieralskiego. To pański sukces osobisty czy raczej całego Sojuszu? - Wspólnie prowadziliśmy tę kampanię, wszyscy walczyliśmy o wynik lepszy niż w wyborach prezydenckich. SLD rośnie w siłę i zacznie się liczyć jako opozycja? - Na pewno. Będziemy opozycją ważniejszą niż PiS. Bo rośnie nam poparcie i zaczynamy się liczyć jako uczestnik debaty publicznej. Nie tylko w Warszawie, ale i np. w Łodzi czy w Częstochowie. Tam startują młodzi politycy, ale - jak widać - zdolni do wygrywania.
Na jaki wynik możecie liczyć w wyborach parlamentarnych w 2011 r.? - Jeżeli ta ostatnia tendencja się utrzyma, mamy szansę na przekroczenie 20 proc. I wtedy będziemy albo konstruktywną, twardą opozycją, albo silnym koalicjantem.
Czyim silnym koalicjantem? - Nie ma innej możliwości niż koalicja z PO.
A przecież jeszcze przed II turą wyborów prezydenckich Napieralski trzymał dystans do PO i do PiS. - Ale ostatnie wydarzenia nie pozostawiają żadnych złudzeń, że z Jarosławem Kaczyńskim konstruktywnej polityki prowadzić się nie da. Od zawsze to wiedziałem, mam nadzieję, że dziś moi koledzy z SLD też już wiedzą.
Chcielibyście po 2011 r. współrządzić z PO, którą dziś ostro krytykujecie? - Taka rola opozycji, bo nam się rząd Tuska nie podoba. Po wyborach program PO musi się zmienić, np. polityka wyrównywania szans, czyli powszechny program żłobków i przedszkoli - tu dziś państwo jest bierne. Musi być inna polityka w służbie zdrowia, polityka gospodarcza. Z wyników do sejmików wojewódzkich wynika, że PO nie ma takiego ogromnego poparcia jak w sondażach.
W kampanii wyborczej pomagali panu i Ryszard Kalisz, i Aleksander Kwaśniewski, i Napieralski. Jak pan to zrobił, że ci, którzy są w sporze, byli razem z panem? - Bo jestem tym, który łączy.
W odróżnieniu od Napieralskiego, który ostatnio dzieli? - Nie. Ja podejmując decyzje, nie kieruję się sympatią. Po prostu lubię ludzi, choć czasami nie jest to odwzajemnione.
Pański niezły wynik w stolicy pokazuje, że wyborcy wolą, jak politycy się nie kłócą. Czy to oznacza koniec sporu między Kaliszem a Napieralskim? - Jeśli chcemy osiągnąć w 2011 r. w wyborach parlamentarnych niezły wynik, to nie powinno być żadnych personalnych sporów, tylko merytoryczne.
Kalisz wróci do zarządu SLD? - Co się stało, to się nie odstanie. Przecież nie chodzi o to, kto, gdzie i jak jest umocowany.
Ależ chodzi. I właśnie dlatego Napieralski wyrzucił z zarządu Kalisza. - Ja bym chciał, żebyśmy wszyscy potrafili współpracować.
Powstają właśnie dwa nowe ugrupowania: na centroprawicy Polska Jest Najważniejsza i na centrolewicy Ruch Poparcia Janusza Palikota. Komu pan kibicuje? - Sojuszowi Lewicy Demokratycznej.
Oni próbują rozbetonować polską scenę polityczną. - To prawda, ale mam nadzieję, że to Sojusz na tym skorzysta.