Projekty ustaw, które w piątek znalazły się w Sejmie, to w większości tzw. ustawy kompetencyjne - które były obszarem sporu między rządem a prezydentem w 2008 r. w trakcie ratyfikacji traktatu lizbońskiego przez polski Sejm. Inne rozwiązania dotyczą zmian związanych z przyjęciem euro.
Prezydent określił pakiet ustaw jako "Polska w Europie". Jest to - jak stwierdził - także propozycja nowego rozdziału w konstytucji, którego niewątpliwie zabrakło ze względu na to, że Polska przyjęła konstytucję przed wejściem do UE w 2004 roku (konstytucja pochodzi z 1997 r.).
Jak mówił wczoraj prezydent, w jego projekcie znajdują się przepisy, które określą współpracę między Radą Ministrów a Sejmem i Senatem w sprawach UE oraz kompetencje obu izb po wejściu w życie traktatu lizbońskiego. Wprowadzi procedury, które wynikają z traktatu, m.in. wystąpienia z UE, czego polska konstytucja nie przewidywała.
W projekcie są także zasady dalszego przekazywania kompetencji na rzecz UE, status obywateli UE, zasady stosowania prawa Unii w porządku krajowym, a także możliwość głosowania obywateli polskich mieszkających w innych krajach w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
W sprawie przyszłego wprowadzenia euro prezydent proponuje m.in. likwidację Rady Polityki Pieniężnej i zmianę uregulowań dotyczących Narodowego Banku Polskiego (możliwość jego przynależności do Europejskiego Systemu Banków Centralnych).
Komorowski był wczoraj pytany na konferencji prasowej o ocenę pierwszych stu dni swojej prezydentury.
Za najtrudniejsze uznał opanowanie bardzo głębokiego kryzysu politycznego, w którym znalazło się państwo polskie po śmierci prezydenta, śmierci dowódców wojskowych, prezesa NBP, rzecznika praw obywatelskich i wielu, wielu osobistości życia publicznego.
- Opanowanie tego kryzysu i wyprowadzenie Polski na normalne tory funkcjonowania było najtrudniejsze. Nie było takie pewne, że się uda, a się udało - powiedział Komorowski. Przypomniał, że żadne inne państwo nie zetknęło się współcześnie z katastrofą o takich rozmiarach dla systemu sprawowania władzy.
Za najbardziej dla siebie przykrą prezydent uznał kwestię przeniesienia krzyża z Krakowskiego Przedmieścia do kościoła św. Anny. Stwierdził, że nie dostrzegł na czas, że mogą być w Polsce środowiska zainteresowane podgrzewaniem nastrojów i przekreśleniem umowy zawartej przez Kancelarię Prezydenta z organizacjami harcerskimi i warszawską kurią metropolitalną. Krzyża z powodu protestów jego "obrońców" nie udało się przenieść 3 sierpnia, został przeniesiony później - najpierw do kaplicy prezydenckiej, a następnie do kościoła św. Anny.
Pytany o ocenę swojej prezydentury Komorowski stwierdził, że ostatecznym sędzią są zawsze wyborcy i opinia publiczna. Podziękował za badania opinii publicznej, które są dla niego "niezwykle łaskawe". Według CBOS Komorowski cieszy się zaufaniem 65 proc. badanych, a według TNS OBOP 43 proc. uważa, że dobrze wypełnia obowiązki.
Źródło: Gazeta Wyborcza