Teraz do przedszkola mogą iść dzieci dopiero po skończeniu trzech lat. Chyba że są bardzo samodzielne - w "szczególnie uzasadnionych przypadkach" przedszkole może przyjąć dziecko dwuipółroczne. Jakie to przypadki? Kryteriów jest wiele, ale jak mówią dyrektorzy przedszkoli - podstawowe to kontrola potrzeb fizjologicznych.
MEN chce obniżyć granicę wieku przedszkolnego i już w 2012 r. pozwolić przyjmować dwulatki.
- Psychologowie zwracają nam uwagę, że wraz z postępem cywilizacyjnym pogłębiają się różnice rozwojowe między dziećmi. Część dwulatków dorasta do przedszkola, ale przepisy zabraniają ich przyjęcia - mówi Grzegorz Żurawski, rzecznik prasowy MEN. Przekonuje, że ministerstwo chce ułatwić życie matkom, by po urodzeniu dziecka mogły szybciej wrócić do pracy.
- To dobry pomysł. Na pewno dla dzieci z rodzin ubogich albo z problemami. Do takich przedszkoli w USA chodzą nawet roczne maluchy, razem z mamami - mówi Alina Kozińska, prezes Federacji Inicjatyw Oświatowych. - Ale nie uda się, jeśli rząd zostawi decyzję samorządom. Bo w kryzysie zawsze się oszczędza na oświacie.
Przedszkolanki się boją: - Różnice rozwojowe mogą być zbyt duże, żeby się zajmować dziećmi dwu- i trzyletnimi w jednej grupie - mówi Krystyna Tiereszko z przedszkola na warszawskich Bielanach. Dwulatek wymaga innej opieki, innych zabawek, innych zajęć.
- Niektóre trzylatki jeszcze kiepsko mówią - a co dopiero dzieci dwuletnie. Nie spodziewam się, że dwulatek w 20-osobowej grupie starszych dzieci powie mi, że chce siusiu, i zrobi to nie do nocnika, ale do toalety. Pampersy? Grupa go wyzwie od siusiumajtka! Wspólna zabawa? Nie da się, dwulatek nie usiedzi nawet kilku minut.
Jest też inny problem - brak miejsc w przedszkolach.
- W Warszawie nie wszystkie przyjmują nawet dzieci dwuipółroczne - mówi Sandra, której córka skończy trzy lata w styczniu. Chciała ją posłać do przedszkola już we wrześniu, razem ze starszym synem. Nie było miejsc. Na prywatne przedszkole jej nie stać, różnica w opłatach: ok. 300 zł za publiczne, co najmniej 1 tys. zł za prywatne. - Nawet z dyrektorem nie da się o młodszym dziecku rozmawiać. Wypełniasz rubrykę w programie komputerowym i jeśli dziecku brakuje tylko jednego dnia do trzecich urodzin - system go nie przyjmie.
Jeśli MEN wprowadzi nowe zasady, do drzwi przedszkoli za dwa lata może zapukać ok. 360 tys. rodziców dodatkowo (tyle dzieci jest w roczniku). Teraz do przedszkoli chodzi 730 tys. dzieci.
- Część miejsc się zwolni, ponieważ wszystkie sześciolatki pójdą do szkół - mówi na to Żurawski.
Pomysł MEN to część większego planu.
Nie tylko sześciolatki wyjdą z przedszkoli do szkół, ale też niektóre pięciolatki. Bo już od września 2011 r. pójdą obowiązkowo do zerówek. Część z nich będzie w szkołach. MEN zakłada łączenie szkół podstawowych i przedszkoli - żeby łatwiej było dysponować w nich wolnymi miejscami dla dzieci. A premier dokłada do tego zapowiedź budowy żłobków dla jeszcze młodszych dzieci - mają powstawać na takich zasadach jak "orliki" (programu jednak jeszcze nie ma).
Wiceprezydent Zielonej Góry Wioleta Haręźlak: - W przyszłym roku nasze przedszkola złożą rodzicom ofertę dla dzieci dwuletnich. Inaczej po wyjściu sześciolatków do szkół musiałaby zamknąć co najmniej pięć z 24 przedszkoli.
Nie wszędzie będzie łatwo. "Dziennik Polski", który wczoraj pisał o sprawie, wyliczył, że w Krakowie po odejściu sześciolatków do szkół uda się wcisnąć do przedszkoli trzy- i czterolatki, miejsc dla dwulatków nie będzie.
MEN dopiero myśli, jak zapisać swoje pomysły w ustawie. Związek Nauczycielstwa Polskiego ma już gotową ustawę. Proponuje obniżenie wieku przedszkolnego z trzech do dwóch lat i całkowite finansowanie przedszkoli przez
budżet centralny (teraz płacą samorządy).
- ZNP ze swoimi pomysłami idzie za daleko. Musimy realnie patrzeć na możliwości budżetu państwa. Będziemy dyskutować jedynie o częściowym dofinansowaniu samorządów - mówi rzecznik MEN Grzegorz Żurawski.
Dziś nad ustawą będzie debatował Sejm.