Prokuratura podsumowała wczoraj sześć miesięcy śledztwa. I co się okazało? Mimo przesłuchania 360 świadków, zgromadzenia 72 tomów jawnych i 10 tomów tajnych akt nadal żadna z wersji katastrofy nie została ani potwierdzona, ani wykluczona.
Zamach terrorystyczny?
Płk. Ireneusz Szeląg, szef wojskowej prokuratury okręgowej, nie powiedział wczoraj: "zamach odrzucamy". Mówił miękko: - Do tej pory nie uzyskano żadnego dowodu wskazującego, by katastrofa była efektem zamachu terrorystycznego. Zauważył jednak, że rzekome ostrzeżenie przed "zamachem", jakie odebrały nasze służby 9 kwietnia, dotyczyło "możliwości uprowadzenia samolotu z jednego z lotnisk państw europejskich".
Wersja zamachu podsuwana jest przez PiS-owski zespół ds. katastrofy, "Nasz Dziennik", "Gazetę Polską" (ta ostatnia sugeruje np. użycie "bomby ciśnieniowej"). Kilka dni temu Macierewicz ogłosił, że "w nocy z 10 na 11 kwietnia prokuratorzy zgodzili się, że w toku postępowania będą brane pod uwagę tylko trzy przyczyny katastrofy: wady techniczne samolotu, zła pogoda, błędy pilotów lub załogi naziemnej lotniska". - To zarzut zniesławiający prokuratorów - powiedział wczoraj prokurator generalny Andrzej Seremet. Na dowód prokuratura zdecydowała się ujawnić zapis narady roboczej rosyjskich prokuratorów w noc po katastrofie, z gościnnym udziałem naszych. Prok. Seremet podkreślał: - Polscy prokuratorzy nie zgadzali się na wykluczenie wersji zamachu.
Błasik za sterami?
Szef polskiej komisji badającej katastrofę Jerzy Miller powtórzył raz jeszcze, że na przebieg zdarzeń 10 kwietnia miało wpływ i zachowanie pilotów, i osób obsługujących lotnisko w Smoleńsku.
Czy ktoś nakazał pilotowi tam lądować? Może gen. Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych, obecny w kabinie tupolewa do końca feralnego lotu? A może Błasik usiadł tylko na miejscu II pilota? Taką wersję zdarzeń podpowiada portal TVN24.pl. Hipoteza oparta jest na zeznaniach pilota 36. specpułku, który miał opowiedzieć o podobnych zachowaniach generała podczas lotów z wojskowymi do Dęblina i Malborka. Portal nie informuje, że gen. Błasik nie miał uprawnień do pilotowania tupolewów.
Prokuratura jednak nie zaprzecza: - Nie odnosimy się do konkretnych zeznań. Badana jest każda hipoteza. Ekspertyza Instytutu Ekspert Sądowych określi, co się zdarzyło w kabinie.
Opinia fonoskopijna IES - bo o to chodzi prokuratorom - miała być gotowa do końca września. Biegli analizują każdy dźwięk zarejestrowany w kokpicie tupolewa. Uzupełniają rosyjską wersję stenogramu upublicznioną kilka miesięcy temu. Stenogram nie rozstrzygnął, czy ktoś bezpośrednio naciskał na lądowanie. Potwierdził obecność w kabinie gen. Błasika i szefa protokołu dyplomatycznego MSZ oraz konsultacje na pokładzie.
Jest połowa października, opinii IES szybko się nie doczekamy. Prokuratorzy informują, że eksperci mają trudności w uzyskaniu próbek głosu osób, które mogły 10 kwietnia wchodzić do kabiny pilotów (komputer porównuje charakterystykę próbek z charakterystyką głosów zapisanych w czarnej skrzynce). Planują też eksperyment: nagranie odgłosów urządzeń (np. otwierania drzwi) w kabinie podczas rzeczywistego lotu. Wykorzystany do tego zostanie drugi z tupolewów dla VIP-ów.
Dopiero po odcyfrowaniu nagrań (dźwięk po dźwięku, litera po literze) powołany zostanie zespół biegłych (z zakresu techniki lotniczej, awioniki, nawigacji), by zrobić kluczową dla śledztwa analizę: nałożyć zapisane w czarnych skrzynkach parametry lotu Tu-154 na rozmowy pilotów.
19 zalogowanych
Wczoraj o godz. 10.15 prokuratura dostała inną - długo oczekiwaną - opinię. Eksperci z ABW zbadali telefony i laptopy odnalezione na miejscu katastrofy. - 19 zalogowanych było do rosyjskiej sieci - poinformował płk Szeląg. Czy zostały włączone tuż przed lądowaniem? Czy czynne były podczas całego lotu? Czy ktoś dzwonił (esemesował) zaniepokojony do bliskich tuż przed katastrofą?
Otwiera się pole do spekulacji. Zwłaszcza że - prokuratura informuje - komórka prezydenta Lecha Kaczyńskiego "nie nadawała się do badań".
Prokuratorzy mają plan śledztwa do 10 stycznia 2011 r., ale przyznają, że "kluczowe materiały znajdują się na terenie Federacji Rosyjskiej". Prokurator Seremet ma nadzieję, że zaczną docierać do Polski po 22 listopada, gdy rosyjska komisja (MAK) przekaże je rosyjskiej prokuraturze.
Źródło: Gazeta Wyborcza