"Rzeczpospolita" w tekście
"Poseł SLD rozmnożył majątek Kościoła" zarzuca dziś świętokrzyskiemu posłowi SLD Sławomirowi Kopycińskiemu, że źle obliczył majątek Kościoła katolickiego przejętego od państwa. "W dokumencie, na który powołuje się polityk Sojuszu - pisze "Rz" - dodano stare
złote do nowych, a w dodatku poseł źle go odczytuje". "Rz" twierdzi też, że poseł posługuje się dokumentem, który nie pochodzi z Komisji Majątkowej.
Po tej publikacji odezwali się przedstawiciele Episkopatu: - W ramach prac Komisji Majątkowej Kościół katolicki otrzymał z budżetu państwa 107,5 mln zł odszkodowania za mienie utracone w PRL - oświadczył sekretarz Konferencji Episkopatu bp Stanisław Budzik. Ocenił, że sumy podawane przez posła Kopycińskiego - 24 mld zł - "są nieprawdziwe". - Od kilku tygodni dochodzi do bezprzykładnej nagonki na Kościół katolicki w związku z Komisją Majątkową. Jest to nagonka wysoce niesprawiedliwa i bazuje na fałszywych danych - podkreślił biskup.
Co na to poseł Kopyciński?
Joanna Gergont: „Rzeczpospolita” zarzuca panu podawanie nieprawdy. Że nie 24 mld zł odszkodowań, lecz tylko 107,5 mln zł otrzymał Kościół na mocy decyzji Komisji Majątkowej. Sławomir Kopyciński, poseł SLD: Ten artykuł to nieudolna próba odwrócenia uwagi od nieprawidłowości, może nawet przestępstw w działaniach kościelno-rządowej Komisji Majątkowej, która przez lata dopuszczała do grabieży majątku narodowego. "Rzeczpospolita" już w pierwszym zdaniu się kompromituje, bo nigdzie nie mówiłem, że Kościół dostał 24 mld zł odszkodowań. Odszkodowania w gotówce uzyskane przez Kościół to 107,5 mln zł. A około 24 mld zł to wartość majątku - czyli
nieruchomości, które ponad to kościelne osoby prawne dostały na mocy decyzji Komisji. Dokładnie Kościół przejął ok. 60 tys. ha ziemi, 490 nieruchomości i te 107,5 mln zł w gotówce.
Kościół reaguje panicznie, bo boi się, że gdy prokuratura zajmie się sprawą, to może wykazać takie przestępstwa, że dojdzie do restytucji przejętego przez niego mienia. Że będą musieli oddawać przejęte - być może w wielu przypadkach nieprawnie czy niesłusznie - budynki szpitali, szkół, przedszkoli, sądów.
Komisja swoje decyzje o zwrotach bądź przekazaniu Kościołowi nieruchomości zamiennych podejmuje od początku 1993 r. „Rz” twierdzi, że w wyliczeniach pomylił pan stare i nowe złote? - Denominacja była w 1995 r., przez te trzy lata Komisja Majątkowa nie zdążyła zwrócić wielu nieruchomości. Powtarzam: ja nie rozmnożyłem wartości przejętego majątku przez Kościół. To Komisja Majątkowa cudownie rozmnożyła to, co Kościołowi się należało. Stało się tak, bo przyznawała mu majątki, nieruchomości, do których Kościół na podstawie ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego nigdy nie miał prawa. Jak oddawanie mu przez Komisję cennych nieruchomości, niezabranych po 1945 r. przez PRL - o czym najogólniej mówi ustawa - ale upaństwowionych np. przez parlament pruski. Tak było z oddaniem pałacu biskupów Potockich, budynku byłego kolegium jezuickiego i Baszty Harcerskiej w Braniewie. Budynek ten upaństwowił parlament pruski jeszcze w 1912 r.
Apeluję do Episkopatu, który oskarża mnie o manipulację, by wyjaśnił, na jakiej podstawie choćby ta nieruchomość stała się własnością Kościoła.
W „Rz” ks. prof. Dariusz Walencik twierdzi, że Komisja Majątkowa nigdy nie przekazywała panu dokumentów. I że ten, na który pan się powołuje, nie zawiera podpisów współprzewodniczących Komisji. - Dokument, na który się powołuję, pochodzi z Komisji Majątkowej i podpisany jest przez współprzewodniczącego Józefa Różańskiego. Nie wiem, jakim dysponuje "Rz", twierdząc, że to moje dokumenty, ale zachęcam, żeby zgłosiła się do mnie, to udostępnię jej całą korespondencję z Komisją. Dam jej także wykaz nieruchomości oddanych Kościołowi, który jest załącznikiem do informacji współprzewodniczącego Komisji.
Od dwóch miesięcy toczę kolejną batalię z Komisją o to, by kwotę 24 mld zł, na które oszacowała wartość przekazanego majątku, podzieliła i przypisała do poszczególnych nieruchomości. Otrzymałem odmowę, więc sądzę, że takich danych Komisja po prostu nie ma.
To kolejny dowód, że nikt nie pilnował, co, za ile i czy słusznie Kościołowi się oddaje. A oddawało się zwykle po wyjątkowo preferencyjnych cenach. Jak np. w Białołęce, gdzie strona kościelna wyceniła grunt na 30 mln, a w rzeczywistości wart jest ponad 200 mln zł. Jak się ma do tej kwoty 107,5 mln, która, jest rzekomo tą właściwą?
I jeszcze jedno zdanie świadczące o bałaganie w artykule "Rz". Najpierw udowadniają, że Kościół uzyskał nie 24 mld zł, lecz te 107,5 mln. A jak brzmi ostatnie zdanie? "Komisja przekazała Kościołowi również" - podkreślam "również" - 60,771 tys. hektarów ziemi i 490 nieruchomości". Czy zdaniem autorki ta ziemia, o powierzchni Warszawy, jest nic nie warta? A te 490 nieruchomości - położonych zazwyczaj w centrach miast dużych obiektów, jak choćby browar czy budynek sądu czy szpital - też są warte zero?