http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Żyjemy w państwie wyznaniowym

Rozmawia Ewa Siedlecka
2010-08-06, ostatnia aktualizacja 2010-08-10 10:25

- Jesteśmy w państwie wyznaniowym, gdzie przestrzeń publiczna jest opanowana przez katolicyzm - mówi dr Paweł Borecki


Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
Ewa Siedlecka: SLD chce narodowej debaty nad tym, na ile przestrzegamy zasady rozdziału Kościoła od państwa. Czy jest ona zagrożona?

Dr Paweł Borecki: Inicjatywa SLD jest godna poparcia po to, byśmy sobie uzmysłowili, gdzie jesteśmy. A jesteśmy w państwie wyznaniowym, gdzie przestrzeń publiczna jest opanowana przez katolicyzm. Gdzie obywatele niewierzący lub o umiarkowanym światopoglądzie katolickim czują się po prostu nieswojo. Nie mówiąc o wyznawcach innych religii.

Istotą rozdziału państwa i Kościoła jest to, że Kościół nie występuje jako podmiot polityczny. Ostatnie wybory - w których Kościół wskazywał, na kogo głosować - dowiodły ewidentnie, że takiego rozdziału nie ma.

Kolejny element, to neutralność światopoglądowa państwa. I tego kryterium nie spełniamy. Państwo polskie ma obowiązek gwarantować bezpieczeństwo i porządek publiczny. Kilka dni temu okazało swoją słabość, nie umiejąc pokonać oporu sfanatyzowanego tłumu obrońców krzyża. A funkcjonariusze państwa powinni byli po prostu wziąć krzyż i zanieść go do któregoś z pobliskich kościołów.

SLD postuluje wycofanie lekcji religii ze szkół. Ale nauczanie religii w szkołach przewiduje konkordat. Nie możemy go renegocjować, bo na to musiałby się zgodzić Kościół, a nie ma w tym interesu. I nie możemy go wypowiedzieć, bo konstytucja mówi, że stosunki państwo - Kościół katolicki reguluje konkordat.

- Konkordat można wypowiedzieć, jak każdą umowę międzynarodową, jeśli państwo uzna, że godzi ona w jego fundamentalne interesy. Np. jeśli mamy z ambon nawoływanie do nienawiści na tle wyznaniowym czy narodowościowym. Albo do bojkotu ustaw.

Ale trzeba by zawrzeć nowy, bo sytuacja braku konkordatu jest niekonstytucyjna.

- Trzeba, ale najpierw trzeba go wynegocjować. A na to nie ma terminów. Osobiście jestem zwolennikiem stanu bezkonkordatowego, bo konkordat nic państwu nie daje.

Prymas Wyszyński był gorącym przeciwnikiem zawierania umów między PRL a Watykanem. Wychodził założenia, że gwarancjami pozycji Kościoła nie są umowy, tylko wierni: ich poziom wiary i aktywności religijnej. Konkordat zaś konserwuje Kościół, osłabia jego wrażliwość na zmiany społeczne.

Przykładem Włochy, gdzie do 1984 r. Kościół był zabezpieczony traktatami laterańskimi zawartymi z Mussolinim. I co? przegrał referendum w sprawie rozwodów, a kilka lat później - w sprawie aborcji. A więc żadne umowy międzynarodowe nie zastąpią troski duszpasterskiej.

Nie sądzę jednak, żeby sam konkordat zagrażał interesom Polski. Ale jest jednostronnie korzystny dla Kościoła, bo zabezpiecza wyłącznie jego interesy. I jest stosowany w sposób sprzecznych z ideą państwa praworządnego. Np. nieszczęsna Komisja Majątkowa, od której orzeczeń nie ma odwołania. Albo nieprecyzyjne uregulowanie sprawy nauki religii w szkołach. Nie chroni ona przed wymuszaniem oświadczeń od rodziców czy uczniów o tym, że rezygnują z nauczania religii. To narusza prawo do milczenia w sprawach sumienia i wyznania. Podobnie, jak niezapewnienie lekcji etyki.

Myślę, że rozmaite postanowienia konkordatu mogą być realizowane w zgodzie z konstytucją, ale do tego trzeba znowelizowania wielu ustaw i rozporządzeń. A także zmiany praktyki. Szczególnie na szczeblu samorządowym, gdzie władze lokalne działają pod silną presją miejscowego Kościoła, zabiegając o jego względy.

Ale żeby zmienić ustawy czy rozporządzenia, trzeba powołać komisję dwustronną i negocjować. Bo konkordat mówi, że: "Sprawy wymagające nowych lub dodatkowych rozwiązań będą regulowane na drodze nowych umów między Układającymi się Stronami albo uzgodnień między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej i Konferencją Episkopatu Polski".

- Owszem. Ale konkordat nic nie mówi o komisji dwustronnej. Poza tym tak się jakoś dziwnie dzieje, że ilekroć przychodzi do uchwalania nowych, korzystnych dla Kościoła rozwiązań, to komisja dwustronna się nie zbiera. Np. przy uchwalaniu dodatkowego dnia wolnego z okazji Święta Trzech Króli, chociaż konkordat wymienia wszystkie święta kościelne, które miały być wolne od pracy. Podobnie, kiedy wprowadzono finansowanie z budżetu państwa Papieskich Wydziałów Teologicznych. Była to jednostronna inicjatywa grupy posłów.

Owszem, lojalność zobowiązuje, by przy nowych rozwiązaniach poinformować drugą stronę, ale nie ma obowiązku uzyskiwania na wszystko zgody strony kościelnej. Choćby w sprawach podatkowych.

I trzeba pamiętać, że mamy konstytucję, a Polska jest stroną licznych międzynarodowych konwencji dotyczących praw człowieka i jest obowiązana gwarantować określony standard ich przestrzegania. Konkordat nie może temu stać na przeszkodzie.

Konkordat jest sprzeczny z konstytucją?

- Jest kilka wątpliwości. Choćby ta, że według konstytucji dziecko - jeśli jego rozwój intelektualny jest wystarczający - ma prawo wyrazić swoje zdanie na temat uczestnictwa w lekcjach religii. Konkordat takiego prawa mu nie daje. Była inicjatywa w 1998 r. - podpisana przez ponad 120 posłów SLD - zaskarżenia konkordatu do Trybunału Konstytucyjnego. Niestety, Leszek Miller i Aleksander Kwaśniewski schowali go do szuflady.

Dr Paweł Borecki jest adiunktem w Katedrze Prawa Wyznaniowego Wydziału Prawa UW

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 69 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    83 głosy