Jacek Rostowski, minister finansów, tłumaczył w Poranku Radia TOK FM jakie reformy zamierza przeprowadzić PO: - Druga sprawa to emerytury mundurowe. Nowi, wchodzący po 2012r. do służb mundurowych, wchodzą do systemu powszechnego. Oczywiście wszyscy, którzy są dzisiaj w służbach mundurowych utrzymują swoje przywileje - zapewniał. Kiedy rząd przyjmie taki projekt ustawy? - Powinno się to stać przed wyborami. To zostało jasno powiedziane i potwierdzone podczas wyborów prezydenckich - odpowiadał minister finansów. Dodał, że wszystkie propozycje znalazły się w Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów Publicznych. - Trzecia kwestia to kapitałowy wymiar podstawy do rent, aby nie powstawała taka sytuacja, że jest presja na przejścia na renty, zamiast przejścia na emerytury - ciągnął Rostowski. Czy to oznacza obniżenie rent?
- Nie obniżenie, nie będzie można dostać więcej na skutek rent niż emerytury. Mamy silny mechanizm zachęcający do dłuższej pracy - odpowiadał minister. I czwarta sprawa: - Będziemy uelastyczniać wskaźnik finansowania potrzeb obronnych RP, który w tej chwili jest na poziomie 1,95 %
PKB. Minister jest przeciw zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, mimo że bogatsze od Polski Francja i Wielka Brytania podnoszą wiek emerytalny. - Nie mają takiego dobrego systemu jak Polska - wyjaśniał. - Ten system został wprowadzony w 1998 r. a tak naprawdę w grudniu 2008 r. na skutek wprowadzenia emerytur pomostowych dla pracujących w szczególnie trudnych warunkach. Takim osobom zagwarantowaliśmy to, że będą mogły na emerytury pomostowe przejść, mimo weta Lecha Kaczyńskiego - mówił minister finansów. Ocenił, że "tamto weto było chyba najbardziej nieodpowiedzialnym wetem tego dwudziestolecia" - bo mogło spowodować, że te osoby nie miałyby możliwości przejścia na emerytury pomostowe. - Dzięki temu systemowi mamy teraz sytuację, w której osoba pracująca za każdy dodatkowy przepracowany rok będzie miała o 10% wyższą emeryturę - mówił dalej Rostowski. I ocenił: - Mnie bardzo dziwi, że część autorów reformy, która jest tak dobra i powoduje, że nie ma potrzeby wymuszać na ludziach, żeby dłużej pracowali, bo mamy mechanizm, który ich do tego zachęca, uważa, że trzeba wymusić dodatkowe podwyższenie.
Rostowski odniósł się też do szacowanych przez "Rzeczpospolitą" kosztów wyborczych obietnic Bronisława Komorowskiego (33,6 miliardów zł). - "Rz" ma problemy z arytmetyką - odparł. - Tak naprawdę była jedna jedyna obietnica, czyli ulgi dla studentów, które i tak istnieją - ulga transportowa na poziomie 37 proc. będzie zwiększona do końca kadencji do 50 proc. To będzie kosztowało w skali rocznej ok. 250 mln zł.
A dofinansowanie in vitro? - Jest bardzo mało kosztowne, ale chciałbym jasno zaznaczyć, ze nie wszyscy w PO się zgadzają. Jestem osobiście przeciwny nie tylko finansowaniu, ale w ogóle przeciwny - zaznaczył Rostowski. - W klubie PO jest większość za, ale jako minister finansów nie mam prawa sprzeciwiać się z powodu osobistych poglądów - dodał.