Niedoścignionym wzorem dla polskich polityków pozostaje internetowa kampania Baracka Obamy. Prezydent USA w swojej kampanii miał m. in. oficjalnego bloga, serwis społecznościowy angażujący internautów w kampanię, konta w najpopularniejszych miejscach w sieci, jego ludzie rozsyłali maile do potencjalnych wyborców. Obama przez internet zbierał pieniądze na kampanię, a nawet reklamował się w grach komputerowych i dostępnym w internecie serialu. To właśnie jego kampanię za wzór przyjęła firma
Bluerank, która zbadała obecność kandydatów na prezydenta w sieci. W ocenie jej analityków polscy kandydaci robią połowę tego co Obama. W porównaniu z nim zasługują "na trójkę z minusem".
Obok zawartości stron kandydatów (nowe wpisy,
wideo i komentarze, interakcja z użytkownikami) badano m. in. pozycję, jaką strony kandydatów zajmują w internetowych wyszukiwarkach i kontekst, w jakim się pojawiają. Dane zbierano między 3 maja a 10 czerwca.
W rankingu uwzględniono sześciu kandydatów: Jarosława Kaczyńskiego, Bronisława Komorowskiego, Janusza Korwina-Mikke,
Grzegorza Napieralskiego,
Andrzeja Olechowskiego i Waldemara Pawlaka.
Agencja prasowa JKM Na lidera - niemal pod każdym względem wyrasta Janusz Korwin-Mikke. Ma
najlepszy serwis, społeczność aktywnych zwolenników, jest popularny na Facebooku, YouTube i na blogach. Jego strona oficjalna działa jak serwis informacyjny: zbadano np., że między 24 a 29 maja pojawiło się tam niemal 300 nowych wiadomości. Były to przede wszystkim informacje polityczne i gospodarcze, wyszperane w sieci przez twórców strony, nie tylko dotyczące kandydata. W tym samym czasie na stronie Waldemara Pawlaka pojawiły się tylko 43 nowe wiadomości, u Kaczyńskiego, Napieralskiego i Komorowskiego po około 20.
Korwin-Mikke publikuje też najwięcej filmików na YouTube. Jest tam najdłużej spośród kandydatów. Ma na YouTube blisko 1000 filmików, a jego konto 1 czerwca subskrybowało ponad 4 tys. osób (założone niedawno na użytek kampanii konta Kaczyńskiego i Komorowskiego - po niespełna 300 osób).
Korwin-Mikke sprytnie reklamuje się w wyszukiwarkach internetowych. Wpisując w
Google nazwiska kandydatów (Kaczyński, Komorowski, Napieralski, Olechowski), obok linków do informacji o nich wyskakiwał link "Janusz Korwin- Mikke - zawetuję każdą podwyżkę podatku. Wybierz JKM na prezydenta RP!". Takiej reklamy nie było za to po wpisaniu "Janusz Korwin- Mikke".
Inni gorzej opanowali sztukę pozycjonowania stron: wpisując w Google Jarosław Kaczyński wyskakiwała reklama "skandale polityczne", a obok serwisu Andrzeja Leppera wysoko pojawiały się linki do stron z filmikami ośmieszającymi kandydata Samoobrony i informacjami z jego procesów.
Popularność Korwina-Mikke przekłada się na sukcesy w internetowych głosowaniach - np. w prezydenckich prawyborach na Facebooku 11 czerwca ustępował tylko Komorowskiemu (miał 20 proc. głosów, Komorowski 44 proc., trzeci Kaczyński - 14 proc.). Nie ma jednak wpływu na obecność kandydata w medialnych serwisach internetowych. Tu najwięcej pisze się o internetowej aktywności najwyżej notowanych Komorowskiego i Kaczyńskiego.
Kaczyński leniwy, jego zwolennicy najlepsi Najaktywniejsi w popieraniu kandydatów na ich oficjalnych stronach okazali się zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego - w ciągu tygodnia na jego stronie pojawiły się 2700 wpisów poparcia i komentarzy - i to po cenzurze, bo wpisy na stronach szefa PiS są moderowane. U Korwina-Mikke wpisało się blisko 500 osób, u Pawlaka 33, u innych pojedyncze osoby. Ale obecność Kaczyńskiego w internecie rozczarowuje. Ma
dobry serwis, ale jest mało aktywny w mediach społecznościowych. Pawlak z kolei jest aktywny na Facebooku czy YouTube, ale nie przenosi się to na jego popularność wśród użytkowników tych serwisów. Na tle konkurencji ma
mało atrakcyjną stronę W serwisach społecznościowych nieźle radzi sobie za to Komorowski. Np. w Naszej Klasie ma najwięcej znajomych: 1 czerwca miał ich ponad 48 tys., najmniej miało konto Jarosława Kaczyńskiego - nieco ponad 1200 osób. Gorzej oceniana jest
jego strona.
Analitycy zwracają uwagę, że kandydaci upodobali sobie w tej kampanii niszowy Facebook, zaniedbując fenomen najpopularniejszej wśród Polaków Naszej Klasy. To właśnie tam profile polityków komentowało najwięcej ludzi.
I ostatnia obserwacja: zaangażowani w kampanię bezpośrednią kandydaci w ostatnim tygodniu zmniejszają aktywność w sieci. A to błąd - bo im bliżej wyborów, tym bardziej internauci interesują się polityką.