http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Opozycja oszukuje powodzian

Agata Nowakowska
2010-05-25, ostatnia aktualizacja 2010-05-26 11:40

Gdy amfibia przywiozła z Trześni córki siostry pani Sylwii Perły, dziesięcioletnia Dominika z płaczem rzuciła się cioci w ramiona
Gdy amfibia przywiozła z Trześni córki siostry pani Sylwii Perły, dziesięcioletnia Dominika z płaczem rzuciła się cioci w ramiona
Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta

Nie 6 tys. zł dla każdej rodziny, ale 12 tys. zł, nie z rezerwy budżetowej, tylko przez zmianę budżetu - PiS i SLD ścigają się, kto bardziej dogodzi powodzianom. Kosztem rządu, zdrowego rozsądku i czasu, który upłynie nim ofiary powodzi dostaną pomoc finansową. To cynizm i igranie z ludzkim nieszczęściem - pisze Agata Nowakowska.

Powódź w Wielowsi
Fot. Krzysztof Koch / Agencja Gazeta
Powódź w Wielowsi

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Po smoleńskiej katastrofie polityka miała być ponoć lepsza. Kandydaci na prezydenta zapewnili na prawo i lewo, że chcą podtrzymywać poczucie wspólnoty, w ważnych sprawach porozumiewać się - dla dobra Polski i Polaków - ponad partyjnymi podziałami. Powódź pokazuje jednak, że to wszystko tylko maska. Fotomontaż.

Jak inaczej odbierać apele PiS i SLD do rządu o znowelizowanie tegorocznego budżetu. Premier Donald Tusk zapowiedział po 6 tys. zł zapomogi dla każdej poszkodowanej rodziny. Rząd zapewnia, że ma na to 2 mld zł w budżecie z rezerwy na współfinansowanie projektów unijnych. Rząd może je szybko uruchomić, wystarczy, że taki plan "przyklepie" sejmowa komisja finansów. Powodzianie mogą dostać te pieniądze praktycznie już.

Ale opozycja podbija bębenek: nie 6 tys. a 12 tys. zł. Żąda nowelizacji budżetu, co może zabrać nawet kilka tygodni, bo taki projekt musi przejść przez Sejm, Senat i prezydenta. To odwlekłoby pomoc, a ona jest potrzebna natychmiast. Czyżby opozycja nie wiedziała, że łatwiej "przesunąć" środki w budżecie, niż go nowelizować? Jarosław Kaczyński był premierem, musi to wiedzieć. Czyli cel jest inny: chodzi o to by powodzianie zapamiętali sobie, jak dzielna opozycja walczyła o pieniądze dla nich. To cynizm i igranie z ludzkim nieszczęściem.

Może opozycji jest trudno uwierzyć w to, że w tak napiętym budżecie przy rekordowym deficycie budżetowym (52,2 mld zł), premier bez trudu wytrzasnął skądś 2 mld zł dla powodzian? Nie ma w tym jednak nic dziwnego. Od kilku lat w budżecie tworzy się rezerwy, które potem nie są w całości wykorzystywane. Takie środki rząd może bez większych kłopotów przesuwać w razie potrzeby na inne cele. Sięgnięcie po pieniądze z 8 mld zł rezerwy na współfinansowanie projektów unijnych nie musi też oznaczać, że ucierpią na tym jakieś inwestycje. Może być tak, że inwestycja rusza z opóźnieniem i te pieniądze i tak nie byłyby wydane, albo odwrotnie - inwestycja została skończona, a Unia Europejska szybko zapłaciła za zgromadzone przez nas faktury.

Proponowanie by zaciągnąć dodatkowe długi, w sytuacji gdy Grecja stanęła właśnie z powodu długów na skraju bankructwa, a kraje europejskie zaciskają pasa i wdrażają programy oszczędnościowe, byłoby ze strony opozycji skrajną nieodpowiedzialnością. Może zatem PiS i SLD spodziewają się, jak wielu ekonomistów, że tegoroczne dochody budżetowe będą wyższe i można by po nie sięgnąć dla dobra powodzian?

Rzeczywiście, budżet na 2010 r. zbudowano na bardzo konserwatywnych założeniach. Przyjęto wzrost PKB 1,2 proc., a może nawet być 3 proc. PKB. Gdy gospodarka się rozwija, rosną też dochody. W dodatku przy planowaniu budżetu nie uwzględniono też 4 mld zł wpłaty z zysku z NBP, rząd nie mógł tego zrobić, bo przy przygotowywaniu budżetu zysk był jeszcze nie znany. To wszystko sprawia, że tegoroczne dochody będą wyższe od planowanych.

Oczywiście nie jest tak, że gdy do kasy państwa wpłynie więcej pieniędzy, to rząd może je sobie wydać na co chce. Po prostu zmniejszy się deficyt, czyli mniej będziemy pożyczać na pokrycie wszystkich wydatków i tyle.

Może jednak opozycja chce, by zamiast sięgać do rezerwy, znowelizować budżet i formalnie "oznakować" pieniądze - pochodzące z tych wyższych dochodów - dla powodzian? Tylko po co, skoro pieniądze są? Po to, by opozycja zrobiła sobie przy tej okazji medialne show?

Budżet to pod względem funkcjonowania państwa najważniejsza ustawa. Nie zmienia się jej jak rękawiczek, bo każde majsterkowanie przy niej wzbudza nerwowość wśród inwestorów. Na pomysłach PiS i SLD powodzianie by nie zyskali, pomoc pewnie byłaby taka sama, za to ucierpiałaby wiarygodność Polski na rynkach międzynarodowych. Trudniej byłoby nam sprzedać obligacje, może musielibyśmy płacić inwestorom więcej za to, by je kupili. Typowe wylewanie dziecka z kąpielą.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 54 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    150 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':