Konstytucja nie daje prezydentowi dużego wpływu na politykę gospodarczą państwa. Ma on jednak w ręku potężną broń - weto. Prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego pokazały, że gdy głowa państwa walczy z premierem z innej opcji politycznej, może skutecznie blokować rządowe reformy. Albo je wetując, albo odsyłając do Trybunału Konstytucyjnego.
Dlatego gospodarcze poglądy kandydatów na prezydenta są ważne. Ale w kampanii wyborczej o gospodarce się nie mówi. Dlatego "Gazeta" postanowiła zapytać o nią kandydatów.
Pięciu kandydatów, którzy w sondażach otrzymują największe poparcie, zapytaliśmy o podatki, reformę systemu rent i emerytur, reformę służby zdrowia, prywatyzację, wejście do strefy euro i otwarte fundusze emerytalne. Na odpowiedź daliśmy im tydzień. Z okazji skorzystali Andrzej Olechowski (popierany przez SD), Bronisław Komorowski (kandydat PO) i Grzegorz Napieralski (SLD).
Waldemar Pawlak (PSL, wicepremier odpowiedzialny za gospodarkę) i Jarosław Kaczyński (PiS) na nasze pytania nie odpowiedzieli.
Podatek liniowy. Tylko Grzegorz Napieralski otwarcie sprzeciwia się podatkowi liniowemu. - Po jego wprowadzeniu dochody budżetu państwa oraz budżetów samorządów uległyby dalszemu zmniejszeniu - tłumaczy.
Komorowski jest gotów "liniowca" poprzeć. - Jeśli większość parlamentarna widziałaby możliwość oraz korzyść w zamianie progresywnego systemu podatkowego na podatek liniowy, to poparłbym takie rozwiązania - mówi marszałek. Wprowadzenie podatku liniowego popiera też Andrzej Olechowski, bo "jest najkorzystniejszy z punktu widzenia efektywności ekonomicznej".
Jednak Olechowski jako jedyny oszacował też budżetowe konsekwencje takiej zmiany: wprowadzenie jednolitej stawki 18 proc. z kwotą wolną od podatku na poziomie 3-4 tys. zł rocznie przez pierwszy rok, dwa lata zmniejszyłoby dochody państwa z tytułu PIT. Dopiero później te dochody zaczęłyby rosnąć. Jednak Olechowski przyznaje, że dziś - gdy w budżecie zieje ogromna dziura - "szybkie wprowadzenie podatku liniowego nie jest priorytetem".
Obniżka podatku dla firm. W sprawie obniżki CIT, czyli podatku, który płacą firmy, kandydaci są zgodni; żaden nie mówi "nie". - Byłaby korzystna dla przedsiębiorstw, a w efekcie także dla zatrudnienia i dla finansów publicznych - deklaruje Olechowski. Wtóruje mu Komorowski: - Dotychczasowe obniżki CIT dawały pozytywny efekt w postaci rozwoju przedsiębiorczości.
Nawet kandydat lewicy byłby gotów poprzeć obniżenie podatku od przedsiębiorstw. Ale pod warunkiem: - Można myśleć o obniżeniu podatku od działalności gospodarczej [dopiero] po zmniejszeniu deficytu budżetowego.
Euro. Wszyscy trzej kandydaci opowiadają się za wejściem Polski do strefy euro. Co ciekawe, tylko Grzegorz Napieralski i Andrzej Olechowski wprost deklarują, że powinno to nastąpić w czasie następnej kadencji prezydenta (czyli w ciągu pięciu lat). Olechowski popiera postulat wejścia do euro bezwarunkowo, Napieralski zastrzega: - Tak, ale pod warunkiem ustabilizowania sytuacji w krajach obecnie posiadających walutę euro.
Chodzi mu zapewne o kryzys, z jakim zmagają się Grecja, Portugalia i Hiszpania - cała trójka to członkowie strefy euro.
Na tle kandydatów SD i SLD Komorowski wygląda na polityka dużo bardziej ostrożnego. - Przyjęcie przez Polskę wspólnej waluty nadal winno być naszym priorytetem, ale nie termin jest najważniejszym celem - mówi "Gazecie".
Źródło: Gazeta Wyborcza