Notowania SLD są niskie - tak złych nie było od 2005 r. Według CBOS w połowie stycznia Sojusz był pod progiem wyborczym - 4 proc. poparcia. Według OBOP z drugiej połowy lutego ponad progiem - 6 proc. Ruch Palikota w obu sondażach ma 8 proc. Sojusz traci od wyborów parlamentarnych (dostał 8,24 proc.), sondażowo nie pomogła więc zmiana lidera z Grzegorza Napieralskiego na Leszka Millera.
- 4 proc. to sygnał, że szykuje się pogrzeb partii - mówi "Gazecie" prof. Jerzy Wiatr, socjolog i członek SLD.
Sojuszowi w odzyskiwaniu wyborców nie pomagają nawet wpadki gabinetu Tuska.
Choć nie można Millerowi zarzucić, że tego nie wykorzystuje. Zabiera głos w każdej ważnej sprawie: afery z nową ustawą o
lekach refundowanych, ACTA czy paktu fiskalnego. Jest stale obecny w mediach. A jednak się nie przebija. Dlaczego?
Prof. Wiatr: - Bo w tym naszym uproszczonym przekazie to nie jest łatwe. PO jest atakowana przez PiS, który nie ma żadnych skrupułów i bije na oślep. Z drugiej strony w rząd wali Palikot i też nie ma skrupułów. W takiej sytuacji trafniejsza i bardziej wyważona krytyka Sojuszu się nie przebija, bo nie jest wystarczająco radykalna. Gdybym miał radzić Millerowi, czy w imię większej wyrazistości ma przejąć język PiS lub Palikota, tobym powiedział: nie. Bo długofalowa konsekwencja takiej retoryki byłaby dla partii zabójcza.
SLD zamierza sięgnąć po sprawdzone wzorce: wsiada do autobusu, by objechać całą Polskę. W 1995 r. m.in. w ten sposób wygrał wybory prezydenckie Aleksander Kwaśniewski. Gdy zorientował się, że największe media raczej nie są mu przychylne, postawił na bezpośredni kontakt z ludźmi. Wsiadł do autobusu nazwanego "KWAK-iem". Pokonał 23 tys. kilometrów, odwiedzając prawie 120 miejscowości. W 2011 r. w kampanii parlamentarnej do autobusu wsiadł Donald Tusk. I wybory wygrał. Teraz SLD jedzie więc po głosy i przychylność wyborców we wtorek z Warszawy. Najpierw liderzy lewicy odwiedzą
Łódź, potem
Kraków i
Poznań.
Busy mają być oklejone plakatami reklamującymi referendum w sprawie późniejszego przechodzenia na emeryturę. SLD ma pomysł na dwa pytania: o wydłużenie wieku emerytalnego do 67. roku życia i o prawo do przejścia na emeryturę po 35 latach
pracy kobiet, a po 40 latach pracy mężczyzn.
W busie podróżować będzie Miller, wiceszef parii Leszek Aleksandrzak oraz rzecznik. No, młodzi sympatycy. A wszyscy odziani w jednakowe czerwone kurtki ze znaczkami: "Każdy z nas będzie emerytem".
"Gazeta": To pomoże poprawić notowania?
Joński: Liczymy na to, że wyborcy docenią, że jedziemy do nich mimo takich mrozów.
Prof. Wiatr: - Sojusz jest po bardzo ciężkich przejściach, Miller podjął próbę kuracji. Ma świadomość, że w klęsce SLD sprzed 8 lat jest znaczna doza jego odpowiedzialności. Historia dała mu szansę naprawienia tego. To silny bodziec. Jeśli w następnych wyborach uda mu się zdobyć poparcie ok. 15 proc., to będzie rozproszenie obaw, czy jest miejsce dla SLD.
Millera zapytałam, jak odpowie na pytanie zadawane w kampanii wyborczej Tuskowi: jak żyć?
Miller milczy.
Cały wywiad z prof. Wiatrem na Wyborcza.pl