Kto rządzi Ruchem Palikota w okręgu olsztyńskim? To trudna zagadka. W niedzielę działacze RP z Warmii i Mazur wzięli udział w wyborach nowych władz Ruchu. Problem w tym, że były dwa kongresy. Oba w Piszu.
- Na jednym było ok. 20 osób, a na drugim 50 - opowiada poseł RP Tomasz Makowski z Ełku. - Nieporozumienie wyniknęło stąd, że Robert Leszczyński, tymczasowy szef partii w okręgu, wysłał maile z zaproszeniem na kongres. Gdy się zebraliśmy, przyjechał do nas i usiłował telefonicznie ściągnąć na wybory inną grupę działaczy, a potem po nią pojechał. Okazało się jednak, że tamta grupa zdążyła już wybrać spośród siebie władze.
Wersja Leszczyńskiego jest inna. - Zebraliśmy się z ludźmi, którzy zakładali partię w regionie. Dowiedzieliśmy się jednak, że jedzie do nas prawie 50 osób, w większości nowych, nieznanych nam działaczy z Olsztyna, którzy byli w ostatniej chwili zapisywani do koła. To ludzie powiązani z Makowskim, który stracił przywództwo, gdy wszedł do Sejmu.
Co z tego wynika? Na Warmii i Mazurach trwa walka o przywództwo. Leszczyński, niedoszły poseł, jedna z twarzy Ruchu Palikota w ostatniej kampanii, wiedział, że Makowski gromadzi wokół siebie nowych zwolenników z Olsztyna, by zyskać przewagę w wyborach partyjnych władz. Dlatego starał się, żeby wybory odbyły się nie w
Olsztynie, tylko w Piszu, bo na wschodzie regionu koła zawsze były liczniejsze i należeli do nich ludzie, którzy zakładali partię. Obawy Leszczyńskiego się potwierdziły, bo Makowski przywiózł na kongres zwolenników z Olsztyna. Po spotkaniu obu frakcji doszło do kłótni. - Zostałem zwyzywany i niemal pobity, bo odmówiłem legalności spotkaniu [ludzi Makowskiego]. Żebyśmy się nie sprzeciwiali, zaproponowano nam nawet stanowiska w nowym zarządzie - opowiada.
Ostatecznie grupa Leszczyńskiego wyszła z hotelu i w innym miejscu we własnym gronie przeprowadziła wybory. Zwolennicy Makowskiego także wybrali władze. Obie grupy obstają, że ich władze są legalne. - Sytuacja jest nietypowa - przyznaje Makowski. - Zarząd krajowy partii ma dwa wyjścia: zaakceptować którąś z grup albo rozpisać nowe wybory. Leszczyński: - Jestem przekonany, że to nasze wybory zostaną uznane za legalne, bo to ja miałem przeprowadzić wybory.
Ale po południu ze strony RP zniknęła informacja, że olsztyńskimi strukturami kieruje Leszczyński.
Do kłótni, przepychanek i wyrywania mikrofonów doszło też w czasie wyboru władz w
Szczecinie. Wyborczy kongres okręgu szczecińskiego odbył się w auli Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego. 205 delegatów zamknęło się przed dziennikarzami, tłumacząc, że "dyskutowane będą wewnętrzne sprawy partii". Walkę stoczyły dwie frakcje: związana z posłem Andrzejem Piątakiem (hodowcą norek spod Nowogardu) i druga, której liderem jest rolnik powiatu myśliborskiego Tomasz Witkowski, tymczasowy pełnomocnik okręgu szczecińskiego.
To, co się wydarzyło, znamy z relacji działaczy. Wynika z nich, że do awantury doszło na długo przed samymi wyborami. Najpierw delegaci podjęli próbę wyboru przewodniczącego kongresu. Dwie frakcje wystawiły swoich kandydatów. - Głosowanie odbyło się przez podniesienie karty. Nie można się było doliczyć, ile osób głosowało, ludzie mówili, że jakieś osoby podniosły dwie karty. Nie można było na to pozwolić, takie wybory należało powtórzyć - mówi Stelios Alewras, jeden z delegatów. - Doszło do krzyków, nawet do siłowych przepychanek przy mównicy i wyrywania sobie mikrofonu. Kongres został zerwany. Po godzinie frakcja posła Piątaka zwołała nowy kongres i 80-osobowa grupa wybrała szefa - Marzenę Stolarską z Polic. Poseł Piątek uważa, że jest ona pełnoprawnym szefem partii w okręgu. Druga frakcja, że nie jest.