Powiedział o tym rzecznik PSL Krzysztof Kosiński. - Minister finansów odmówił umorzenia odsetek, żądając spłaty całej należności w ciągu pięciu lat. Tym samym nie przychylił się do wniosku PSL - mówi. Ludowcy są zawiedzeni, ale będą się odwoływać.
Chodzi o sprawę błędu partii w sprawozdaniu z kampanii wyborczej w 2001 r. W związku z tym Państwowa Komisja
Wyborcza kazała jej zwrócić dotację z
budżetu - około 9,5 mln zł. Ale są jeszcze odsetki, które powiększają zadłużenie partii do ponad 20 mln zł.
PSL przypomina, że "w toku całej sprawy ani Państwowa Komisja Wyborcza, ani żaden z rozpatrujących sprawę sądów nie zarzucił PSL nadużyć, malwersacji czy celowego działania na szkodę kogokolwiek. Nikt w tej sprawie nie jest poszkodowany" - stwierdza komunikat ludowców. Jeszcze raz przypominają, że "przyczyną tak drastycznego potraktowania Stronnictwa stał się techniczny błąd w księgowaniu środków finansowych przeznaczonych na kampanię, co, jak podkreślił Sąd Okręgowy w
Warszawie, było skutkiem niejasnego, zagmatwanego prawa".
Sprawa długów PSL zawsze wpływała na relacje między PSL i Platformą Obywatelską, z którą są już drugą kadencję w koalicji rządowej i do której należy minister finansów Jacek Rostowski.
Do egzekucji długu skarbówka przystąpiła już jesienią ubiegłego roku. Waldemar Pawlak łączył to z trwającymi wtedy negocjacjami koalicyjnymi. Uznał nawet, że "lubi tego rodzaju ekstremalne negocjacje", i sugerował, że działania skarbówki skłaniają go do popierania redukcji biurokracji. Egzekucja długu została wówczas na krótko wstrzymana. Wygląda na to, że jedyne ustępstwo ze strony Ministerstwa Finansów to przedłużony termin zwrotu długu. Zazwyczaj skarbówka przedłuża termin spłaty długu wobec skarbu państwa jedynie do dwóch lat.