Zięta, bezczelny eksperymentator

Oskar Zięta, rocznik 1975, projektant, którego metalowe meble weszły do kanonu wzornictwa. Nie o meble tu jednak chodzi, ale o metodę. Recepta brzmi pozornie prosto: weź dwa zgrzane metalowe płaty i nadmuchaj je powietrzem lub wodą. Przestaje być tak prosto, kiedy okazuje się, że to może być klucz do rozwoju innych dziedzin życia, często życie ratujących. - Proste rzeczy są wielkimi odkryciami - mówił w Warszawie Zięta.

Sukces już ma. Jego trójwymiarowe meble, łączące oryginalne kształty z dużą wytrzymałością, można oglądać m.in. w Centre Pompidou w Paryżu, Museum für Gestaltung w Zurychu czy Pinakotece w Monachium. O dziś jest spokojny, myśli o jutrze.

Metoda Zięty, tzw. FiDU, nie jest do końca przewidywalna. Mówi się nawet o „użyciu tzw. kontrolowanej utraty kontroli”. Wielu inżynierów uznawało ją za błąd, jednak Zięta dostrzegł w niej coś więcej. Banał? Może, ale jutro może się okazać przełomem.

W Warszawie starał się przekonać publiczność, że ta technologia to nic skomplikowanego, choć powoli staje się przyszłością budownictwa kosmicznego (rozwijane profile będą fundamentami przyszłych habitatów marsjańskich). Asystował mu Sebastian Kulczyk, który wtłoczył powietrze w nieduży profil metalowy.

- To jest fantastyczne, że dziś w końcu otworzyliśmy się i możemy korzystać z wiedzy, która nie była dostępna w ciągu ostatnich dziesięcioleci. I bezczelnie eksperymentować - mówił Zięta. Czy on sugeruje, że każdy z nas może odkryć metodę jutra, jeśli tylko zechce? Tego jeszcze nie wiem.

Wideo Wyborcza.pl

Doktor Sułkowska od zwiniętych białek

Poszukuje nowych leków, marzy jej się skonstruowanie w swoim laboratorium maszyn biologicznych, zajmuje się zaplątanymi białkami... Kto? Poznajcie doktor Joannę Sułkowską, pozytywną jutronautkę. - Wyobraźcie sobie, że to jest wasze białko - zaczęła, pokazując kawał zapętlonej liny wspinaczkowej. - I to białko musi się zwinąć do jednej unikalnej formy. Tylko ta jedna unikalna forma jest tą funkcyjną - dodała. Fajnie, ale o co tu chodzi?

Sułkowska udowodniła, że zawęźlone białka istnieją, i wyjaśniła ich fizyczne i chemiczne podstawy funkcjonowania. Jak sama przekonuje, ta praca to nie tylko chemia, fizyka, informatyka, lecz także sztuka. A powinna dopowiedzieć, że to sztuka ratowania życia.

Jej badania skupiają się na poznaniu funkcji zapętlonych białek, co może jutro (czytaj: w przyszłości) pomóc w zrozumieniu przyczyn takich chorób jak Parkinson, AIDS czy białaczka. - Mam pomysł, jak rozwiązać ich zagadkę - mówi pewna siebie dr Sułkowska. - Jedynym ograniczeniem są wątpliwości i wiara w samą siebie - dodaje. I ja jej wierzę.

Dr hab Joanna Sułkowska podczas pierwszego spotkania z Jutronautami Dr hab Joanna Sułkowska podczas pierwszego spotkania z Jutronautami  Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Z bohomazem w przyszłość, czyli Jabłoński rysuje

Atomy, cząstki, białka, konstrukcje... Nie, nie tylko z tego składa się nasze jutro. Jakub Jabłoński, 36-latek z Polski, absolwent łódzkiej filmówki, tworzy concept arty, plakaty, ilustruje książki, tworzy scenografię do reklam, filmów i gier komputerowych.

Jego narzędziem pracy jest... wyobraźnia! - Jej zamknięcie na papierze, w formie obrazka, tekstu czy filmu to moja codzienność - opowiada jutronauta. Po godzinach pracuje we własnym studiu, gdzie tworzy grę. - To bajka o parze przyjaciół, która nawiązuje do historii Holocaustu. To bajka bez przemocy, nasz sposób opowiedzenia o tym, co jest ważne, i przeniesienia tego do popkultury - mówił w Warszawie Jabłoński. - Najważniejsza jest praca koncepcyjna, dziesiątki, setki bohomazów, którymi trudno się pochwalić w galerii - dodaje.

Ilustrator Jakub Jabłoński podczas pierwszego spotkania z JutronautamiIlustrator Jakub Jabłoński podczas pierwszego spotkania z Jutronautami Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Jego prace nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem. Kampania promocyjna Polski, którą współtworzył kilka lat temu, została świetnie przyjęta w Niemczech, ale w Polsce trudno było zrozumieć „brak bigosu, brak kiełbasy i polskich widoków”. Jakoś mnie to nie dziwi.

Ona karmi maszyny!

- To jest przenośny elektroencefalograf, który może do pewnego stopnia mierzyć stany mentalne - mówiła w naszej redakcji dr Aleksandra Przegalińska-Skierkowska, pokazując niewielkie urządzenie. - Może ono badać koncentrację, poziom stresu i kilka innych pochodnych. Bardzo mało wiemy o naszej świadomości, o naszym mózgu, więc tym trudniej zbudować maszynę, która mogłaby taką świadomością się wykazać - dodawała.

Przegalińska-Skierkowska  to filozofka, badaczka rozwoju nowych technologii, sztucznej inteligencji, robotów społecznych i technologii ubieralnych. Obecnie przeprowadza eksperymenty z trackerami mózgu w Massachusetts Institute of Technology. Sama o sobie mówi, że... „zajmuje się karmieniem maszyn”.

W jej badaniach nie chodzi jednak o banalne sprawy, jak zwycięstwo maszyny z człowiekiem w kolejnej partii szachów. Chodzi o odczytywanie ludzkich emocji i reagowanie na nie. Zdaje sobie sprawę z kontrowersji i lęków, jakie towarzyszą jej badaniom, ale widzi w nich również olbrzymi potencjał.

Aleksandra PrzegalińskaAleksandra Przegalińska Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Jeden ze słuchaczy zapytał, czy maszyny marzą. „Uczenie maszynowe to taka czarna skrzynka, w której dzieją się ciekawe rzeczy, ale jest dla nas trochę zakryta. Tam jest pewien poziom kreacji, innowacyjności, który jest fascynujący, ale powinien być poskromiony, bo musimy mieć ten proces pod kontrolą”.

Życie w składzie porcelanie

Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Sebastian Kulczyk: - „Jutronauci” to taki program, który pozwala nam znaleźć inspiracje wśród ludzi, którzy żyją obok, na sąsiedniej ulicy, może w innym mieście, ale swoją determinacją osiągają sukcesy, są wyjątkowi, możliwość obcowania z nimi może być tym, co w konsekwencji pozwoli nam na osiągnięcie jakiegoś sukcesu.