Zawsze w takim momencie pada pytanie o klonowanie człowieka. Większość ekspertów twierdzi, że z czysto technicznego punktu widzenia jest to możliwe…

Krystian Jażdżewski: Na pewno możemy na etapie zarodka zmodyfikować geny tak, by pewne cechy, których nie chcemy, się nie pojawiły. 

Anna Nieznaj: Dla mnie to wciąż sprowadza się do pytania o prawa człowieka. Były przecież prowadzone - również na naszej ziemi, choć nie przez nas - eksperymenty związane z hodowaniem człowieka, z dobieraniem ludzi pod kątem określonych cech.

Czy czeka nas świat genetycznie uprzywilejowanych kast?

Krystian Jażdżewski: To tak naprawdę kwestia odpowiedzi na pytanie: co robimy z wiedzą, którą mamy? Dziś też można sztucznie posegregować ludzi według tego: kto gorzej biega, jest niższy itd. Ale nie robimy tego.

Anna Nieznaj: Chciałam tylko przypomnieć, że jeszcze nie tak dawno istniał powszechny system genetycznej segregacji, który przestał działać w krajach, przez które przeszła rewolucja komunistyczna. W niektórych wciąż w jakiejś formie działa. To podział na szlachtę i resztę. Różnicowanie genetyczne poprzez szukanie partnerów w swojej klasie, grupie cały czas trwa.

W Wielkiej Brytanii była głośna sprawa rodziców, którzy przeszli in vitro, a następnie wybrali zarodek pod kątem określonej cechy. To dziecko miało się stać dawcą komórek macierzystych dla chorego brata.

Krystian Jażdżewski: Możemy wykonać pełny profil genetyczny zarodka, ale nie w celu dobrania jakiejś pożądanej cechy. Szukamy wad, żeby nie wybrać zarodka uszkodzonego.

Na problem dziecka „powołanego do życia”, by pomóc rodzeństwu, znów możemy odpowiedzieć na dwa sposoby. Pierwszy - „produkujemy” dawcę narządu. Drugi - chcemy mieć kolejne dziecko, które przy okazji ocali życie temu pierwszemu. Co złego jest w tym, że odda szpik czy komórki macierzyste, by uratować starszego brata czy siostrę?

Anna Nieznaj: Nie demonizowałabym tego. Spójrzmy, jak instrumentalnie traktowało się i nadal traktuje posiadanie potomstwa. Dzieci rodziły się z przypadku, dla zaspokojenia emocjonalnych potrzeb rodziców lub w bardzo praktycznym celu: bo potrzebny był następca tronu, bo trzeba było komuś przekazać zakład szewski albo piekarnię lub po prostu, by miał kto na starość podać szklankę wody. Po to przez stulecia na świat przychodziły dzieci, a nie dla jakiegoś abstrakcyjnego wyższego dobra.

Od kilku lat przebojem naukowym jest metoda edycji genów CRISPR [molekularne nożyczki służące wycinaniu lub wklejaniu informacji genetycznych]. Wiąże się z nią wielkie nadzieje. Ale w lipcu w „Nature Biotechnology” naukowcy z Anglii ostrzegli, że metoda ta – ze względu na potencjalne mutacje - jest o wiele bardziej ryzykowna, niż sądzono. Czy mamy kontrolę nad tym etapem przejściowym rewolucji genetycznej?

Anna Kornakiewicz: Uważam, że w tym przypadku bardzo mogą pomóc metody matematyczne oraz programistyczne, obejmujące też metody uczenia maszynowego. Dzięki nim możemy o wiele lepiej przeprowadzać analizy złożonych i niestandardowych danych biomedycznych, a to przekłada się na lepszą walidację nowych technologii w biologii i medycynie, takich jak np. CRISPR.

Krystian Jażdżewski: Z perspektywy naukowej zawsze chcielibyśmy wiedzieć jak najwięcej. Ale musimy też pamiętać o perspektywie pacjenta – czasami śmiertelnie chorego, cierpiącego. Dla niego ta niepełna wiedza o skuteczności, o możliwych skutkach ubocznych to koszt, który jest w stanie zaakceptować. Tacy pacjenci mówią, że nie mają czasu, aż wszystko zostanie sprawdzone, chcą zaryzykować już teraz.