Wojciech Moskal: Doszliśmy do momentu, w którym scenariusze takich filmów s.f. jak „Gattaca” czy „Raport mniejszości” stają się rzeczywistością. W jednym ludzie niedoskonali - choćby z krótkowzrocznością - nie mają szans na karierę, w drugim system wyłapuje przyszłych przestępców, przewidując ludzkie zachowania.

Anna Nieznaj: Nasze pokolenie wychowało się na Williamie Gibsonie, ojcu cyberpunka, który w swoich książkach jako pierwszy użył sformułowania „cyberprzestrzeń” oraz przedstawił koncepcję internetu i wirtualnej rzeczywistości. Dziś żyjemy w świecie, który on opisał ledwie 30 lat temu. Im bardziej to do nas dociera, tym bardziej nas to bawi.

W biologii i medycynie w ostatnich latach mamy prawdziwą rewolucję w badaniach genetycznych i terapiach genowych. Wiele osób obawia się, że ta rewolucja przebiega za szybko. W każdym sklepie widzimy naklejki „Wolne od GMO”.

Krystian Jażdżewski: To de facto strach przed nieznanym. Mamy problemy ze zrozumieniem, co się może zdarzyć i co tak naprawdę oznaczają słowa, których używamy. Mówimy „gen”, ale tak naprawdę niewiele osób wie, czym ten gen jest. Wszyscy słyszeli o GMO, ale mało kto wie, co to oznacza. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że nasze pożywienie od setek lat jest modyfikowane genetycznie.

Oczywiście strach przed genami wykorzystuje się marketingowo – łatwiej coś sprzedać, jeżeli mówimy, że nie trzeba się tego bać, że to jest bezpieczniejsze niż inne produkty.

Anna Kornakiewicz: Powstaje coraz więcej start-upów zajmujących się tą tematyką. Również w Polsce rozwijają się start-upy, które dążą do opracowania testów genetycznych, na podstawie których można będzie dokonywać bardziej zaawansowanej interpretacji genomu. Mogą zaczynać one od analizy danych genomowych w celu konsultacji co do stylu życia – aktywności fizycznej, diety itp., ponieważ takie dane łatwiej można uzyskać dobrowolnie od zdrowych ludzi. To są ważne wczesne etapy mogące umożliwić dynamiczny rozwój analizy danych genomowych mający na celu opracowanie interpretacji klinicznej.

Krystian Jażdżewski: Z drugiej strony to pewien problem. Łatwo sprzedaje się genodietę - każdy chciałby mieć test „wynik A – jedz marchewkę, wynik B – jedz ryby”. Ale to tak nie działa. Na razie coś takiego nie ma większych podstaw naukowych. Ale to dobrze się sprzedaje, więc zamiast promować genetykę na poziomie prawdziwej nauki, którą za rozsądne pieniądze możemy robić nawet w Warszawie, banalizujemy to w duchu „czy możesz biegać trzy razy w tygodniu, czy pięć”.

Anna Kornakiewicz: Rzetelna analiza i interpretacja danych dotyczących stylu życia jest skomplikowana. Jeżeli jednak zbierze się w ten sposób dużą pulę danych, to jest szansa używania ich do celów naukowych, do rozwijania nowych algorytmów oraz budowania innowacyjnych rozwiązań w dziedzinie programowania. To duży potencjał do bardzo dobrego ich użycia w celu rozwoju nauki oraz inżynierii na poziomie światowym.

Krystian Jażdżewski: Tak, tylko wtedy na stronie głównej takiej firmy powinno być napisane: „Zapraszamy do eksperymentu medycznego. Na razie co prawda nic nie wiemy, ale jak przebadamy 10 tys. osób, to być może zyskamy jakąś pożyteczną wiedzę”.

Anna Nieznaj: Pamiętajmy, że funkcjonujemy w społeczeństwie, w którym ludzie nie robią podstawowych badań przesiewowych. To jest problem systemowy. Trzeba uczyć dzieci w podstawówce, dlaczego trzeba się badać, dlaczego trzeba się szczepić. Kiedyś to był przymus, więc nikt nie wpadł na to, że naród trzeba edukować. Że zanim się zacznie korzystać z genowych start-upów, to należy zaszczepić dziecko, zrobić cytologię czy mammografię. A dopiero potem można robić sobie badania genetyczne.

Idea badań genetycznych jest słuszna, ale każdą ideę można wypaczyć. Firm oferujących testy jest mnóstwo, z reguły działają przez internet, nie ma żadnych konsultacji ze specjalistą, np. genetykiem klinicznym, pacjent dostaje tylko mailem informacje, których nie jest w stanie zweryfikować ani ocenić. To wszystko oczywiście za ciężkie pieniądze.

Krystian Jażdżewski: Myślę, że to naturalny etap wczesnej fazy rozwoju jakiejś dziedziny czy rynku. Powszechne badania genetyczne to ostatnich kilka lat, na tym etapie trudno powiedzieć, kto jest dobry, a kto nie, kto się opiera na wiarygodnych metodach, a kto nie. Zaczekajmy chwilę i będziemy wiedzieli, komu zaufać. Każdy z nas mniej więcej wie, jakim samochodem warto jeździć, a jakim nie. Podobnie będzie z testami.

Pójdę, zrobię i będę wiedział, na co kiedyś zachoruję. Tylko co, jak wyniku zażąda ode mnie pracodawca, ubezpieczyciel albo narzeczona? Na Islandii, gdzie wszyscy są ze sobą w jakimś stopniu spokrewnieni, istnieje już baza danych i aplikacja, która sprawdza, czy mężczyzna i kobieta nie są jednak zbyt bliskimi krewnymi i z medyczno-genetycznego punktu widzenia nie powinni kontynuować znajomości...

Krystian Jażdżewski: To przede wszystkim kwestia prawodawstwa. W wielu krajach z bardziej powszechnymi badaniami genetycznymi są one poddane regulacjom. My jesteśmy trochę z tyłu, choć „ustawa genetyczna” jest na ostatnim etapie przygotowywania. Takie ustawy zabraniają wykorzystywania danych genetycznych w wielu różnych sytuacjach, np. przy podpisywaniu umowy na ubezpieczenie zdrowotne.

Ale dziś, jak idzie pan do szpitala, to też sprawdza się stan płuc, wątroby, serca itd. Czy obawia się pan, że te dane trafią do pracodawcy, który pomyśli: „Wątroba już w niezbyt dobrym stanie, wytrzyma najwyżej dziesięć lat. Może lepiej go nie awansować?”. Nie boimy się tego, gdyż mamy prawo, które zabrania przekazywania danych medycznych komukolwiek poza pacjentem. I badanie genetyczne jest takim samym badaniem jak każde inne. My, wykonując badania w programie Badamygeny.pl, nie mamy prawa przekazać ich komukolwiek poza pacjentem.

Anna Kornakiewicz: A jak wyglądają regulacje odnośnie do przekazywania danych ośrodkom badawczym, uniwersytetom czy start-upom?

Krystian Jażdżewski: Można je przekazać tylko anonimowo i wyłącznie wtedy, jeśli pacjent wyrazi zgodę.

Po serii testów podchodzi lekarz i mówi mi: „Znam nie tylko pana przeszłość, znam również pana przyszłość”. Kiedy dojdziemy do takiego momentu? Za pięć, dziesięć lat?

Krystian Jażdżewski: To dzieje się już dziś. Po to właśnie lekarz pyta nas o rodzinę, o to, czy ojciec, matka, stryj, dziadek żyją, czy może umarli. A jeżeli tak, to w jakim wieku i czy nie na zawał, udar lub raka.

W ten sposób zbieramy informacje o obciążeniu genetycznym i przyszłym ryzyku chorób. A dzięki postępowi nauki możemy to robić o wiele precyzyjniej. Odczytujemy geny i szukamy tych wariantów, które zwiększają ryzyko rozwoju raka piersi, jajnika, żołądka, tarczycy, choroby niedokrwiennej serca, chorób naczyń i wielu innych. Z 25 tys. naszych genów znamy funkcje około 5 tys. I te 5 tys. możemy spróbować połączyć z różnymi cechami w naszym organizmie. To mogą być na przykład choroby, ale też to, na jaki lek pacjent dobrze zareaguje, a na jaki nie. To wszystko jesteśmy w stanie „przeczytać” już teraz.

Ale nie przekraczamy pewnych granic. Kiedyś pisarze s.f. wyobrażali sobie superbohatera obdarzonego wielką siłą. Dziś wiemy, jak to zrobić. Ale nikt się na to nie waży. Nikt nie manipuluje zarodkami, by taśmowo tworzyć Schwarzeneggerów.