Czyli budowanie będzie wkrótce dużo tańsze? Na przykład mieszkań komunalnych? Problem bezdomności w Europie nie jest tak powszechny, ale już w amerykańskich metropoliach... Jego ważnym elementem jest niedostatek taniego mieszkalnictwa.

Kuba Kulisa: Oczywiście. W tej chwili, na przestrzeni ostatnich dwóch lat, zauważyliśmy wielki wzrost cen mieszkań. Bo cena pracowników wzrosła około 30 proc. Natomiast jeżeli byśmy wyeliminowali pracowników i kiedyś zastąpili ich robotami, na pewno to by usprawniło cały proces i obniżyło cenę. Więc jestem przekonany, że kiedyś będziemy budować taniej, szybciej i na pewno sprawniej.

I to jest wątek, który pojawia się we wszystkich dyskusjach o tym, jak będzie wyglądała przyszłość - technologia, sztuczna inteligencja wyrzuci nas, ludzi, a zwłaszcza osoby starsze, na śmietnik historii czy pomoże nam funkcjonować lepiej?

Bogusław Szlachetko: Sporo jest dziś pieniędzy, grantów adresowanych właśnie do pracujących nad urządzeniami czy też oprogramowaniem, które ma wspierać osoby starsze, ale wydaje mi się, że to nie jest główny trend rozwoju technologii na dziś. Ona jest adresowana jednak do ludzi młodych i nie bierze pod uwagę ograniczeń wiekowych. Ale trzeba wziąć po uwagę, że nasz czas sprawnego funkcjonowania się wydłużył, i to znacząco. Coraz więcej osób koło 70. roku życia  funkcjonuje bez problemu, jest w stanie korzystać z komputera, komórki. A robotyzacja jeszcze nam w tym pomoże, już dziś powstają roboty socjalne, które są towarzyszem życia i kiedyś będą w stanie pomóc rozwiązać wiele codziennych problemów. Człowiek będzie się komunikował z robotem, a ten będzie pewne rzeczy ogarniał dużo sprawniej, niż robi to człowiek, zwłaszcza z jakimiś ograniczeniami. Jeszcze dłużej więc będziemy normalnie funkcjonować w życiu społecznym.

Kuba Kulisa: Dużo się dziś mówi o idei smart cities, czyli rozwoju wszelkiego rodzaju technologii usprawniających funkcjonowanie miasta jako organizmu. Wiele z nich ułatwi życie ludziom starszym, na przykład autonomiczne samochody. Po osiągnięciu pewnego wieku nie wszyscy są w stanie prowadzić, a nie wszędzie mamy metro czy efektywną komunikację miejską, co może prowadzić do alienacji osób pozbawionych środka transportu.

W dalszej perspektywie wszystkie one będą częścią inteligentnego, zintegrowanego systemu, gdzie wszystko ze sobą współgra, pociągi czy autobusy nie muszą na siebie czekać, nie ma przestojów komunikacyjnych. To kwestia zebrania i analizy odpowiedniej ilości danych.

Szybciej i łatwiej będziemy też wkrótce pokonywać odległości między miastami. Na jakim etapie są prace nad koleją osiągającą prędkość dźwięku, czyli Hyperloopem?

Paweł Radziszewski: W Polsce jesteśmy w bardzo zaawansowanej fazie projektowej, będziemy pod Łodzią budować tor i prototyp pełnoskalowy. W pierwszej fazie chcemy sprawdzić fundamenty technologii, kwestie napędu, systemów lewitacji, potem sprawdzimy wyższe prędkości. Hyperloop to odświeżona idea kolei próżniowej, która sięga jeszcze XIX w., teraz powróciła za sprawą Elona Muska. On co roku w Kalifornii organizuje konkurs dla zespołów uniwersyteckich, głównie, ale nie tylko, na budowę prototypu. Byliśmy tam w zeszłym roku i śmiejemy się, że świetnie rozwiązali proces rekrutacyjny do SpaceX (śmiech). Oni mają 1,5 km torów, Niemcy ostatnio rozpędzili się do 460 km/godz., równolegle amerykańska firma Hyperloop One, należąca do Richarda Bransona, ma 500 m toru pełnoskalowego na pustyni w Nevadzie i co jakiś czas robi tam pokazy. Koncepcja jest bardzo ekonomiczna, bo polega na pasywnej lewitacji, potrzebujemy stosunkowo mało energii, przede wszystkim do rozpędzenia kapsuły.

Bogusław Szlachetko: To jest świetny kierunek, bo bez transportu publicznego nie damy rady. Samochody autonomiczne jak najbardziej tak, ale one nie rozwiążą problemów komunikacyjnych, które dzisiaj mamy. Francuzi wyliczyli, że ponad milion ludzi codziennie wjeżdża do Paryża do pracy. I nawet jak to będą samochody autonomiczne, to jak ich będzie milion, korki pozostaną te same.

To są problemy miast, które się gwałtownie rozwijają. Ale jest jeszcze druga strona medalu: co z tymi, które się kurczą?

Agnieszka Labus: Tych jest nie mniej - ludzie wyjeżdżają, migrują, zostają puste budynki. Wschodnie Niemcy miały właśnie problem niszczejących pustostanów. Wprowadziły więc program "Stadtumbau”, czyli rewitalizacji opuszczonych przestrzeni. Polegał m.in. na burzeniu opustoszałych budynków z wielkiej płyty i przekształcaniu ich np. na tereny zielone, które służą pozostałym mieszkańcom, podnosząc jakość życia.

Można też nie tyle burzyć, ile adaptować budynki pod nowe potrzeby. I trzeba to robić, bo właśnie w kontekście starzenia się społeczeństwa może się okazać, że wiele tych istniejących domów, cennych pod względem architektonicznym czy estetycznym, jest już niefunkcjonalnych.

Na przykład piękne kamienice w centrach miast, do których nie da się dobudować wind, więc nie może w nich mieszkać nikt ograniczony ruchowo albo ze względu na zabytkowy charakter nie da się ich docieplić w odpowiedni sposób. Na wolnej przestrzeni, która na ogół jest na obrzeżach miast, mamy duże pole do popisu w kwestii nowoczesnych rozwiązań, ale w starych centrach nie zawsze. W momencie gdy zaczniemy budować nowe budynki pod nowe potrzeby, co stanie się z tymi centrami miast? Teraz głośno myślę, ale wiem też, że takie rozwiązania już się pojawiają, tzn. adaptacja XIX-wiecznych opustoszałych kamienic, pustostanów na parkingi wielopoziomowe. Można w ten sposób wyeliminować samochody z chodników, w duchu prymatu ruchu pieszego nad samochodowym w mieście.

Kuba Kulisa: W San Francisco w tej chwili projektuje się bardzo często parkingi, które są pomyślane w ten sposób, żeby kiedyś były zaadaptowane na biurowce. To się wiąże z shared economy i przewidywaniami, że jednak nie będziemy mieć samochodów w przyszłości, po prostu te parkingi będą kiedyś bezużyteczne. Ale swoją drogą to się dzieje od dawna. W Holandii w tej chwili nie ma tylu więźniów, żeby zapełnić istniejące więzienia i po prostu przerabia się je na mieszkania. To samo z kościołami.

Agnieszka Labus: Tak. I te parkingi za pierzejami kamienic też już istnieją, ale ten trend wywołuje wielką debatę. Dla konserwatora zabytków to jest nie do przełknięcia, inni z kolei mówią, że miasta muszą się przeobrażać, zmieniać, adaptować, tak by służyć ludziom dziś, i każda z epok powinna zostawić coś po sobie.

Kuba Kulisa: Ja jestem akurat z Krakowa, więc dobrze wiem, o co chodzi (śmiech). Bo rzeczywiście w Krakowie nie można nic ruszyć, żyje się troszkę jak w mieście-muzeum. Natomiast ja jestem wielkim fanem przyszłości, nowych technologii, więc buntuje się przeciwko temu.