Co się może zmienić w człowieku, jeśli spojrzymy w najbliższą przyszłość?

Michał Marczak: Pracuję obecnie nad filmem science fiction, w którym istota z innej planety przylatuje na Ziemię. Jej zdaniem człowiek jest teraz w momencie przełomowym, kiedy jesteśmy najbardziej wyewoluowani jako gatunek. Później pojawią się połączenia z maszynami i komputerami, nie będzie to już ludzkość w takim znaczeniu, w jakim ją do tej pory definiowaliśmy.

Film przypomina wszystkim, że jesteśmy w magicznym momencie. Jeszcze sto czy dwieście lat i definicja człowieka może ulec nieodwracalnej zmianie. Pewnie nie wydarzy się to tak szybko, jak się niektórym wydaje, ponieważ do ogólnej sztucznej inteligencji mamy jeszcze naprawdę daleko, ale jest to proces nieunikniony. W tym czasie, który nam pozostał, powinniśmy spojrzeć na siebie z większym dystansem i głębią, powinniśmy zadbać o nasz humanizm. Empatia, miłość, zrozumienie - to wszystko są emocje, które mogą u nas pracować o wiele lepiej. Maszyny nam w tym nie pomogą.

Dariusz Jemielniak: Badacze mówią, że cyborgi są wśród nas. Jeśli siedzę z wami w okularach, mam implanty zębów lub jestem przyrośnięty do ekranu telefonu komórkowego, to możemy powiedzieć, że w pewnym stopniu cyborgizacja nastąpiła.

Leon Ciechanowski: Parę lat temu byłem na konferencji dotyczącej naukowego badania świadomości, gdzie jeden ze sławnych filozofów i psychologów, nazwiska nie będę wymieniał, powiedział dosyć kontrowersyjną rzecz, że już za 10-15 lat będziemy mogli uploadować swoją świadomość do telefonów komórkowych. Jako badacz sztucznej inteligencji i relacji człowiek - komputer patrzę na takie deklaracje z ogromnym sceptycyzmem. Oczywiście niewykluczone, że kiedyś to nastąpi, ale jeszcze dużo artykułów i badań naukowych będzie przeprowadzonych, zanim faktycznie tego dokonamy. Nie wiem też, czy chciałbym, aby tak się stało.

Sceptycyzm ma źródło w obawach czy po prostu jest za wcześnie na takie pomysły?

Leon Ciechanowski: Na 100 procent jest na to za wcześnie. Po pierwsze, nie znamy tak dobrze samego mózgu, a co dopiero, gdy pomyślimy o świadomości, którą być może trzeba zdefiniować w nieco inny niż dotąd sposób.

Dariusz Jemielniak: Jest taki badacz, chyba z Yale, który mówi o tym, że próby odtwarzania świadomości w maszynie trochę przypominają XVII-wieczne próby tworzenia orkiestry w pudełeczku. Polegało to na tworzeniu miniaturowych instrumentów i próbach ich uruchomienia. Oczywiście nie miało to zupełnie racji bytu, ostatecznie zaniechano tego pomysłu, gdy w życie weszła płyta gramofonowa.

Być może wystarczy nam stworzenie wyłącznie świadomości objawowej. Nie potrzebujemy odtwarzać tego, co jest w czarnej skrzynce, jaką jest mózg, lecz jedynie te elementy, które spowodują, że rodzina będzie zadowolona. Niech to będzie nagrobek, wokół którego będzie mogła zgromadzić się familia i porozmawiać ze zmarłym wujkiem, który w miarę możliwości odtworzy zachowania podobne do tych znanych z życia denata. I to może być perspektywa najbliższych 20 lat. O takim świadomościowym gramofonie pisał zresztą Lem w „Summa technologiae”.

Leon Ciechanowski: Nie wiem tylko, czy coś takiego można nazwać świadomością. Inna kwestia, że takie próby są dokonywane obecnie. Rosjanie uploadowali do sieci neuronowej wypowiedzi osób zmarłych i próbuje się tworzyć ich simulacra. Znajomi jednej ze zmarłych osób po rozmowie z taką odtworzoną świadomością mówili później, że urządzenie działa całkiem nieźle.

Michał Marczak: Chodzi o aplikację „Roman Mazurenko”, którą stworzyła Eugenia Kuyda. Planujemy z nią współpracę przy wspomnianym już filmie. Chcemy, żeby zagrał w nim robot, którego duszę być może pomoże nam stworzyć Eugenia. Ma mieć najbardziej zaawansowaną tak zwaną sztuczną inteligencję - tak naprawdę jest to po prostu zaawansowana analiza danych - jaka jest obecnie możliwa do zaprogramowania, a także osobowość, z którą aktorzy będą mogli wchodzić w interakcje. Okazuje się, że ta mała firma jest lepsza w naturalnym prowadzeniu rozmowy niż Google czy Apple. Duże korporacje stawiają na zadaniowość - bezbłędne ustawienie kalendarza, zamówienie zakupów, a Eugenia stawia na emocje, na rozmowy o niczym, bo to ludzie robią najczęściej. Chciałbym tylko podkreślić, że robot nie będzie wyglądał jak te z filmów tworzonych przy użyciu komputera. Takiej technologii po prostu jeszcze nie ma. 

Coś na kształt Sophii, pierwszego robota z nadanym obywatelstwem?

Michał Marczak: Z firmą, która stworzyła Sophię, współpracowaliśmy przy okazji teledysku „I Promise” dla zespołu Radiohead. Wysłali nam na potrzeby klipu robota mężczyznę, który środek ma bardzo podobny do Sophii. Jest to dzisiaj najbardziej zaawansowany sprzęt i szczerze mówiąc, jest to jeszcze dosyć kiepskie. Przedstawiciele wspomnianej firmy mówili, że doszli do granic możliwości obecnej technologii. Do głowy robota z teledysku nie da się wcisnąć więcej silniczków ani ich bardziej zminiaturyzować, przez co całość potwornie się przegrzewa i może działać przez ograniczony czas. Sądzę, że teraz czeka nas duży przestój w robotyce. Potrzebne są zupełnie nowe technologie: mięśnie syntetyczne, kontrolowalne nanomateriały, nowe rodzaje silników, ale to wszystko jest na razie w fazie czysto teoretycznej.

Leon Ciechanowski: Być może potrzebny jest skok technologiczny na miarę tego, o którym mówił Darek przy okazji gramofonu. Ale nie dotyczy to wyłącznie robotyki. Dużo się teraz mówi o sztucznej inteligencji, deep learningu i paru innych gorących określeniach, a tak naprawdę, jeśli pogadamy chociażby z chatbotem, to dość szybko zobaczymy jego słabości. Mogą porozmawiać na jakiś określony temat, np. zamówić nam bilet do kina albo pokazać repertuar teatru. Jednak rozmowa „od Sasa do Lasa” jest już wykluczona.

Piotr Palczewski: Pytanie brzmi: jaki jest sens w odtwarzaniu człowieka w wersji robotycznej? Łatwiej zająć się kwestią oprogramowania niż sprzętu, takie jest przynajmniej moje zdanie. Nie zapominajmy bowiem, że istotą sprawy jest stworzenie czegoś w miarę „inteligentnego”. Jeżeli chcemy, żeby ten rozwój szedł ramię w ramię ze sprzętem, to sprawa się komplikuje.

Michał Marczak: Jeśli mówimy o samej sztucznej inteligencji, to zewsząd słyszę, że jest właśnie na odwrót. Sprzęt (moc obliczeniowa) i jego skalowanie nie jest problemem. Kłopot zaczyna się przy oprogramowaniu tworzonym przez ludzi. Słyszałem też ciekawą tezę, że największym ograniczeniem jest ludzkie pojęcie matematyki, w szczególności liczb nieskończonych.

Dariusz Jemielniak: Problem mimiki w przypadku wirtualnego awatara nie istnieje. Efekty CGI, które odtwarzają żywych ludzi, są niemal idealne. Natomiast postęp, jeśli chodzi o sprzęt, jest w pornobiznesie - przykładem jest seksbot Harmony. Nie ma w tym nic dziwnego, że to główny nurt, bo tam ludzie chcą wydawać pieniądze. Może powinniście rozważyć taki kierunek w filmie (śmiech).

Michał Marczak: Tak się zabawnie składa, że byliśmy u producenta Harmony. To świetny artysta, który zaczynał swoją karierę w Hollywood od odlewów sylikonowych. Więc odwzorowanie osoby w sylikonie ma opanowane niemal do perfekcji, wygląda to przepięknie. Ale jeśli chodzi o aspekt robotyczny Harmony, to na razie coś bardzo podstawowego. Pół żartem, pół serio to Harmony jest dobra w sprośnych żartach, uśmiechaniu się i mruganiu. Ale może jak na seksrobota to wystarczy. Inna kwestia, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to głowy robotów - teraz najczęściej komentowane i pokazywane - mają bardzo ograniczony zakres działania. Koszt budowy kończyn i reszty ciała takiego robota jest obecnie zbyt duży, po prostu się nie opłaca.

Leon Ciechanowski: Pojawia się też problem z instytucjami zaufania publicznego, gdzie wolimy spotkać się z człowiekiem niż z maszyną. Problem mógłby wystąpić w bankach, gdzie paradoksalnie bardziej ufamy człowiekowi niż jakiejś technologii.

Piotr Palczewski: Tutaj nie do końca mogę się zgodzić. Wśród moich znajomych panuje przekonanie, że jeśli mają wybór przy załatwianiu spraw, wolą automat. Chociażby paczki wolimy odebrać w paczkomacie. Nie czekamy w kolejkach, załatwiamy sprawę wtedy, kiedy nam pasuje. Bilety również chyba wolimy kupować w automatach.

Leon Ciechanowski: Racja, sam tak mam. Ale jeśli chciałbym wziąć pożyczkę 20 tys. zł, to nie wiem, czy zdecydowałbym się na automat.