Mariusz Kania: Czy w niedalekiej przyszłości praca stanie się towarem deficytowym? Czy sztuczna inteligencja przejmie pałeczkę nie tylko w odtwórczych branżach, ale i zawodach kreatywnych?

Anna Gromada: Zależy od horyzontu czasowego. W tym najbliższym bardziej prawdopodobne jest to, że zabraknie rąk do pracy niż samej pracy. Mamy najniższe bezrobocie od ćwierćwiecza.

W średnim okresie spodziewam się zastępowania określonych czynności, a niekoniecznie całych profesji. Warto też nasze lęki osadzić w kontekście historycznym. James Bessen analizował los 300 zawodów z Ameryki lat 50., by dojść do wniosku, że sześć dekad później zniknął tylko jeden z nich: windziarz. Reszta zmieniła swój charakter.

Jednak to, czego się spodziewam, nie powinno mieć większego znaczenia, bo trzeba się oduczyć wróżenia z fusów. W komplikującym się świecie jest ono warte tyle, co prognozy cen ropy robione przez banki inwestycyjne – niewiele. Administracja państwowa powinna uczyć się planowania scenariuszowego od wojskowych i szachistów. A następnie – jak mawia były prezydent USA Barack Obama – mieć nadzieję na najlepsze, ale przygotowywać się na najgorsze.

Dlatego odpowiedzialne państwo powinno być przygotowane na co najmniej trzy scenariusze: brak rąk do pracy; zastępowanie konkretnych czynności przez roboty; zastępowanie całych profesji przez roboty i tworzenie się kategorii ludzi zbędnych. Każdy z nich ma diametralnie różne konsekwencje dla życia społeczno-gospodarczego. 

Chciałbym odejść nieco od Polski i przyjąć w naszej rozmowie perspektywę globalną.

Piotr Voelkel: W dużym stopniu podzielam, Anno, twoją opinię. Globalnie rzecz ujmując, co innego dzieje się obecnie w Dolinie Krzemowej, a co innego w Afryce. Pasterze, którzy wypasają obecnie krowy, różnią się od swoich poprzedników tym, że czasem mają smartfona. Mimo że komunikują się w zdecydowanie inny sposób, to metody ich pracy nie uległy zmianie. Chociaż istnieją możliwości technologiczne, by to zmienić. Wypasem zwierząt mogą się zająć drony. 

Nowości są wdrażane najpierw w miejscach bardzo zamożnych, nie dzieje się to wszędzie. Zgadzam się z Anną, że kontekst historyczny jest ważny. Gdy wynaleziono druk, pracę stracili skrybowie, ale powstały zupełnie nowe zawody. Pojawiły się papiernie, drukarnie i tysiące księgarni.

Były też efekty uboczne, ludzie zaczęli czytać Biblię, zaczęli zadawać sobie pytania, pojawiły się konflikty w obrębie jednej religii, bo chrześcijanie doszli do różnych wniosków, czytając ten sam tekst.

Całkiem prawdopodobne, że niektóre zawody znikną lub pozostaną w jakiejś szczątkowej formie. Trzeba też pamiętać, że będziemy korzystać z nowej technologii w różny sposób. Dla niektórych smartfony to narzędzie pracy, które poprawia ich efektywność, a dla innych ich użytkowanie stało się nałogiem, który jest ich całym życiem.

W ostatnim czasie nafciarze, których przycisnęły niskie ceny ropy, postawili na nowe technologie i obniżyli poziom zatrudnienia o kilkadziesiąt procent. Nowa technologia może pozbawić ludzi pracy. Oczywiście można zmienić branżę, ale nie wszyscy są na tyle elastyczni. Czy w pewnym momencie sztuczna inteligencja i robotyzacja spowodują, że nie będzie już branży, w której będzie można znaleźć nowe zatrudnienie?

Piotr Voelkel: Świat w największym stopniu zmieniają tanie produkty, które są produkowane masowo. Niezwykle zamożni nafciarze mogą sobie pozwolić na wydanie miliardów dolarów na innowacje. Zapewne w pierwszej fazie sztuczna inteligencja i robotyzacja będą służyły do pomnażania majątków najbogatszych. Społeczeństwo jest bardzo zróżnicowane i wielu ludzi nigdy nie będzie stać na robota.

Artur Bloch: Ja również jestem zdania, że nie ma takiej możliwości, by praca całkowicie znikła i roboty zastąpiły nas we wszystkich obszarach naszej aktywności. Zgadzam się też z podskórnie wyrażoną opinią Mariusza, że świat opanują roboty. Wydaje mi się, że zastąpią nas w naprawdę wielu dziedzinach. Nawet jeśli nie zrobią tego w 100 proc., to ułatwią pracę na tyle, że jedna osoba będzie mogła wykonywać zadania, które angażują dziś 10 osób.

Kluczowy w naszych rozważaniach wydaje się czas. Przez najbliższe 10-20 lat zmiany będą przebiegać powoli, ale w perspektywie 50-letniej będą miały charakter zasadniczy. Prawdopodobnie wiele prac wykonywanych obecnie przez człowieka przejmie sztuczna inteligencja.

Komputery mają zaledwie 40-50 lat, człowiek nigdy jeszcze nie wymyślił takiej technologii, która w tak krótkim czasie wpłynęłaby tak znacząco na jego rozwój. Zdając sobie sprawę z możliwości sztucznej inteligencji, dlaczego ludzkość nie miałaby tworzyć robotów, które zastąpiłyby ludzi w pewnych dziedzinach. Roboty zwyczajnie będą bardziej efektywne od istot ludzkich.

Piotr Voelkel: Roboty w pierwszej kolejności będą wykorzystywane w produkcji masowej. Znalazły zastosowanie w wydobyciu ropy lub produkcji samochodów, ponieważ szybko się amortyzują. Do prac unikalnych nadal będą zatrudniani ludzie, gdyż robotyzacja będzie w tym wypadku zbyt kosztowna.

Prawdopodobnie pojawi się całkiem nowy popyt, którego nie jesteśmy w stanie sobie dziś wyobrazić. Podaż będziemy rozwijać po stronie usług, ponieważ będą one bezsurowcowe, a pamiętajmy, że surowców na Ziemi mamy ograniczoną ilość. Potrzebna do realizacji usług energia prawdopodobnie będzie bardzo tania i będziemy jej mieli pod dostatkiem. Jeżeli tylko uda nam się efektywnie zagospodarować energię słoneczną lub jądrową.

Wiesław Bartkowski: Chciałbym zwrócić waszą uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz a propos uczenia maszynowego. Nie możemy mówić o sztucznej inteligencji, bo ona nie istnieje. Mamy dziedzinę naukową zwaną sztuczną inteligencją badającą różne metody, które być może przyczynią się do powstania inteligentnych maszyn.

Ostatnio wiele słyszymy o sukcesach uczenia maszynowego za sprawą metody zwanej uczeniem głębokim. Nawiążę do słów Piotra, który stwierdził, że duży biznes wykorzystuje nowe technologie do tego, by zaoszczędzić. W tej metodzie widać ogromny potencjał. Obecnie to firmy technologiczne szukają sposobu, by ciąć koszty. Zatrudniają całą masę programistów, jest ich naprawdę dużo, i gdyby nie byli potrzebni, przyniosłoby to ogromne oszczędności. Rozwijanie uczenia maszynowego w kierunku zastąpienia istotnej części programistów ma olbrzymie znaczenie dla tych firm. Od dawna uczę programowania i wiem też, jak wygląda praca programisty od podszewki. Niestety, często jest nudna i bardzo odtwórcza. Jestem przekonany, że w krótkim czasie duża grupa programistów straci pracę. Ale to łebscy ludzie, zapewne nie zasilą grupy bezrobotnych, tylko wymyślą nowe zawody.

Żartuję podczas zajęć z programowania, że uczę wymierającego rzemiosła, którym jest „ręczne” programowanie komputerów. Co prawda teraz uczę twórczego programowania, które jest bardziej powiązane ze sztuką i designem, ale wiem, o czym mówię, zaczynałem jako „klasyczny” programista.

Pojawiają się poważne raporty, które prognozują, że większość nudnych i odtwórczych czynności związanych z programowaniem - a jak mówiłem wcześniej, istotna część programistów na rynku takimi się zajmuje - zostanie wyparta przez uczenie maszynowe; nie za 10-20 lat, tylko za kilka. Być może nie dojdzie do tego tak szybko.

Uczenie maszynowe bardzo przyspiesza rozwój i sprawia, że komputery stają się twórcze. 37. ruch wykonany przez AlphaGo przeszedł do historii, w ocenie mistrzów tej niezwykłej gry jako piękny i twórczy. Ale trzeba pamiętać, że uczenie maszynowe to niewystarczająca metoda do osiągnięcia poziomu inteligencji ogólnej. Wystarczy jednak, że będą na tyle twórcze, żeby zastąpić pracę programistów zajmujących się rutynowymi zagadnieniami, których moim zdaniem, przepraszam kolegów programistów, jest aż 95 proc. na rynku.

Czasami spotykam moich studentów pracujących w znanych firmach, w których wszyscy chcieliby pracować. Pytam ich, co tam słychać. Często słyszę: „Nuda…”. To może nie warto się nudzić, niech maszyny robią nudną część, a my zajmijmy się tymi twórczymi.

Artur Bloch: Jestem informatykiem z wykształcenia i co nieco też wiem o uczeniu maszynowym. W moim środowisku panuje przekonanie, że my, programiści, będziemy zawsze bezpieczni, bo to my będziemy tworzyć maszyny. 

Wiesław Bartkowski: Mnie na studiach informatycznych uczono, że komputer nigdy nie wygra z człowiekiem w Go. A dzisiaj wszyscy są w wielkim szoku. Moi mistrzowie uczyli mnie również tego, wyprowadzając na to formalny dowód, że komputery same nie będą się programować. To, co kiedyś było nie do pomyślenia, teraz wydaje się w zasięgu ręki.

Artur Bloch: I w tym miejscu chciałbym postawić pytanie: jeśli twórcy maszyn mogą zostać przez nie zastąpieni, to kto nie będzie zastąpiony?

Piotr Voelkel: Kreatywne zawody, sztuka, design, projektowanie procesów, relacji społecznych, aplikacji.