Wylądowałam w Los Angeles. Na lotnisku czekał na mnie mój mentor, z kojącym uśmiechem i otwartymi ramionami - Tomasz Opasiński. Nietuzinkowy człowiek z wielką brodą i takimiż osiągnięciami.

Startując w konkursie „Bilet za horyzont”, nie wiedziałam, co może mnie spotkać w USA. Miałam nadzieję na rozmowę z kimś z innego świata. Potrzebowałam rewolucji w moich projektach. Zarówno w tych, w których zajmuję się wizerunkiem kobiet (seria „Ikony”), jak i w eksperymentalnych filmach oraz w nowych przedsięwzięciach. Czułam, że utknęłam w swojej pracy, i wiedziałam, że to stypendium jest dla mnie.

Moje projekty były pokazywane w różnych miejscach na świecie, w galeriach, na wystawach, festiwalach, ale teraz zamiast tworzyć, odcinam kupony. Zostałam mamą, dojrzałam, coś się zmieniło i nie wiedziałam, jak z tego domowego życia wskoczyć ponownie na zawodowe tory. Wiedziałam, że jestem w artystycznej niszy, a chcę, by moja sztuka trafiała do wielu osób, nie tylko za granicą, ale również w Polsce.

Jutronauci, Bilet za horyzontJutronauci, Bilet za horyzont Aneta Nowicka

Cieszyłam się, że Tomasz mnie wybrał, bo patrząc na jego prace, wiedziałam, że będziemy potrafili się dogadać. Wybrał mnie, bo jak mówi, nie boję się tematów trudnych i otwartości. W Polsce moje prace nie zawsze spotykały się z dobrym przyjęciem, poszukiwanie tożsamości kobiety uwięzionej w domowym otoczeniu bywało dla niektórych kontrowersyjne. A portrety kobiet inspirowane stereotypem świętej, pokazane we współczesny sposób, bywały zbyt wyestetyzowane. Za granicą łatwiej mi było skomunikować się z odbiorcą.

Chciałam poznać Tomasza, który już podczas pierwszej rozmowy tryskał energią. Brakowało mi człowieka, który przekracza granice, nie tylko państwa, ale i własnych możliwości. W tym także, jak się później okazało, moich.

Brak recepty

Walcząc z jet lagiem, zapoznałam miejscowych policjantów w klasycznej amerykańskiej knajpie z naleśnikami, kawą i bekonem. Proszę o wspólne zdjęcie, bo amerykańskich policjantów znam tylko z filmów, choć na wszelki wypadek nie mówię z jakich. Tomasz zabiera mnie do legendarnego miejsca, które rozpala serca przybyszów. Przyjezdni czają się tam na celebrytów, mając nadzieję otrzeć się o ucieleśnioną sławę. Przyglądamy się napisowi „Hollywood”.

Podczas podróży często rozmawiamy o życiu i swoich doświadczeniach. Tomek zdaje się być człowiekiem, który poradzi sobie w każdych warunkach. Bardzo szybko się usamodzielnił i już jako nastolatek zamieszkał sam. Bez żadnych koneksji, bez niczyjej pomocy, dostał się do jednej z najbardziej rozpoznawalnych globalnie firm - Netfliksa.

Nie serwuje mi jednak gotowych odpowiedzi. Nie ma dla mnie gotowej recepty na życie, twórczość, przyszłość, której można się bezpiecznie uczepić. Jest osobą, która daje mi kopa pozwalającego ruszyć w stronę samodzielności, aby ciężką pracą przekuć marzenia w coś realnego i trwałego. Przejażdżka z Tomkiem nie ma wymiaru wyłącznie turystycznego. Patrząc na Los Angeles z góry, wydaje mi się bardziej przystępne, a tym samym - świat zdaje się „leżeć” przede mną z wszystkimi jego możliwościami.

Tomasz przygotował sesję mentorską na plaży w Malibu. Odbiega to od standardów przyswajania wiedzy, do których przywykłam. Rozmawiamy przy owocowym koktajlu z egzotycznymi kulkami pękającymi pod naciskiem zębów na jednej z najpiękniejszych plaż. Tomasz sugeruje, by na nowo przebudować to, co pokazuję w internecie, nie mówi jednak jak. Zaczynam rozumieć, że strona nie sprzyja nawiązywaniu relacji z odbiorcami, nie opowiada o mnie, że jest trochę przestarzała. Okazuje się, że warto mówić nie tylko o tym, co jest skończone, ale także o tym, co właśnie powstaje.

Zmierzamy w stronę stromych zboczy skalnego klifu nad oceanem. Tomek idzie nieco z przodu i rzuca: - Można tu spotkać grzechotniki, ale chodź, będzie fajnie. 

Próbuję to zaśmiać, ale jakoś uważniej patrzę pod nogi, zaczynam rozumieć, że moja droga do celu może nie być łatwa. Nagle Tomasz zatrzymuje się i mówi: - Widzisz tych ludzi, wiszących na linach, tam w połowie skały? Osoby na górze się z nich śmieją, bo już tam weszli. A oni są w połowie drogi i mają jeszcze sporo do pokonania, rozumiesz?

Pomyślałam o sobie, swoich projektach i gorącej, nieustającej potrzebie robienia filmów. Ciągle gdzieś aplikuję, szukam finansowania, często pisząc wnioski po nocach. Świat filmu czasami wydaje mi się tak odległy. Czuję, że to ja jestem w połowie tej skały, a ci na górze próbują ze mnie kpić. W zalewie opinii trudno znaleźć tę właściwą drogę na szczyt. Nie możesz słuchać wszystkich, tylko siebie, zdaje się powtarzać Tomasz, nie oglądaj się na tych na górze.

Docieramy na szczyt zbocza w tym samym momencie co wspinacze. Z góry wszystko wygląda inaczej. Skała, która przed chwilą zdawała się nie do zdobycia, zdaje się niewielka, a wokół rozpościera się zapierający dech w piersiach widok.

Popełniaj błędy

Tomasz zabiera mnie do Netfliksa, jest tam dyrektorem kreatywnym. Gdy mnie oprowadza po wielu piętrach, witamy się, po amerykańsku, z każdym z pracowników. Budynek zdaje się tworzyć z pracownikami jeden organizm. Prezesa można spotkać podczas pracy przy małym stoliku w kantynie. Wszyscy ze sobą rozmawiają, nie ma tu typowej hierarchii. Tomasz twierdzi, że nikt nie wydaje tu poleceń. Jeżeli czegoś nie chcesz robić, to konsekwencje takiej decyzji bierzesz na siebie. Szef go zachęcał do popełniania błędów, bo tylko w ten sposób może dojść do miejsca, którego nikt jeszcze nie odkrył.

Jestem oczarowana podejściem do człowieka w tak dużej firmie. Tomasz mówi o szacunku do widza w Netfliksie, o zdobywaniu jego zaufania, zabieganiu o jego uwagę, dopasowaniu do jego potrzeb. Firma wierzy w inteligencję widza, w Polsce nie spotkałam się z takim nastawieniem.

Zaskakuje mnie nawet toaleta, gdzie przyklejone są niezliczone karteczki z zapisanymi hasłami. Gdy moje spojrzenie wędruje w stronę lustra, dostrzegam kilka z nich i czytam: „Jesteś piękna”, „To Twój dzień”, „Ty to masz łeb”.

Po drodze spotkamy producenta, który zajmuje się filmami dokumentalnymi. W głowie mam projekt filmowy, który mogłabym zrealizować w różnych krajach świata, byłaby to subiektywna historia alkoholu. Intryguje mnie uwielbienie dla napojów wyskokowych w Polsce i obyczajowość z nimi związana. Zachęcona przez Tomka podchodzę do producenta i pytam, jaki potencjał musi mieć dokument, by zyskać zainteresowanie. Radzi mi, by projekt komunikował uniwersalne prawdy w prosty sposób.

Realizuję w tej chwili dokument o codzienności kobiet, które pracują fizycznie w kopalni, jest to też historia o zamianie ról płciowych kobiet i mężczyzn. Tomasz uświadomił mi, jak szukać uniwersalnych prawd w tym projekcie.

Po rozmowie Tomek zabiera mnie na lunch. Stara mi się przybliżyć schemat swojego działania na przykładzie pracy w Photoshopie, odwołując się do widoku za oknem.

- Linia horyzontu z napisem to twoja pierwsza warstwa - mówi wskazując na góry z napisem „Hollywood”.

Tomek wprowadza do projektów idealny ład i dyscyplinę. Przypomniały mi się słowa reżysera Darrena Aronofskiego, z którym kiedyś zrobiłam wywiad: „Aby móc robić rzeczy mroczne i nietypowe, musisz mocno stąpać na ziemi”.

Postanawiam stworzyć plan moich działań, tak jak z tymi warstwami. Podczas rozmowy powoli staje się jasne, co jest dla mnie ważne. Dzięki Tomaszowi udało mi się także uczestniczyć w spotkaniu z jedną z producentek Netfliksa, zobaczyłam, jak wygląda tamtejsza praca nad pomysłem.

Jutronauci, Bilet za horyzontJutronauci, Bilet za horyzont Aneta Nowicka

Udaje mi się także dotrzeć do legendarnej wytwórni filmów Warner Bros. Rozczarowały mnie kartonowe ściany budynków i ulic zaprojektowane przez scenografów. Podziw wzbudził szczegół, kręcili akurat film, którego akcja rozgrywała się jesienią, ekipa mocowała na drzewach każdy, pojedynczy liść.

Nie ominęła mnie także wizyta w dzielnicy Hollywood. Okazało się, że jest to miejsce pełne szemranych lokali i obsługi, która namolnie zaprasza przechodniów do środka. Pełno tam sklepików z plastikowymi Oscarami i pamiątkami za kilka dolarów. Wraz z zachodem słońca coraz bardziej widoczni stają się bezdomni i narkomani.

Podczas pobytu udało mi się także odwiedzić LA Museum, obcować z obrazem Marka Rothko, spróbować, czym jest przejazd rollercoasterem na plaży w Venice Beach i przeprowadzić niekończące się rozmowy z napotkanymi ludźmi o możliwościach, jakie daje Los Angeles.

Walczyć o swoje

Tomasz zaprosił mnie do swojego domu, gdzie pokazał mi swoje projekty, jak je tworzył, krok po kroku. Łączy w nich swoją wyobraźnię z możliwościami programów graficznych, ale nigdy nie działa na skróty, sam wymyśla efekty, jakie są mu potrzebne. Jego otwartość i sposób przekazywania wiedzy są dla mnie poruszające. Tomasz nie stara się ukryć metod swojej pracy, twierdzi, że „to tylko piksele”.

Starałam się wyciągnąć lekcję z każdego momentu spędzonego w tym mieście, z możliwości, jakie dał mi „Bilet za horyzont”. Spędziliśmy wiele chwil na rozmowach i dobrym jedzeniu, ale w głowie na zawsze pozostaną mi słowa, które Tomasz wyraża całym sobą: nie poddawaj się, nigdy.

Los Angeles dało mi także nową, szerszą perspektywę. Tomasz pokazał mi, jak bezkompromisowo walczyć o swoje, ale także odnaleźć się w korporacyjnym środowisku. Łatwiej mi będzie teraz odnaleźć się podczas prezentacji i sprzedaży swoich prac w każdym kraju.

Lekcja otrzymana za oceanem okazała się niezwykle przydatna w moim nowym filmie dokumentalnym „Córy węgla”, bo okazuje się, że to, co jest ważne dla mnie, interesuje również publiczność. Teraz widzę mniej ograniczeń i więcej możliwości.