Business Roundtable – organizacja zrzeszająca dyrektorów zarządzających największych amerykańskich przedsiębiorstw – zadeklarowała 18 sierpnia, że jedyny akceptowalny model biznesowy to ten, który przynosi zysk wszystkim.W praktyce oznacza to, że przynajmniej na równi z bogaceniem się akcjonariuszy firmy będą musiały postawić zadowolonych klientów, pracowników i dostawców, szczęśliwą lokalną społeczność oraz nienaruszone środowisko naturalne.

Wbrew pozorom za zmianą myślenia o roli przedsiębiorstwa nie stoi idealizm. Według „Harvard Business Review” firmy, których celem jest nie tylko zysk akcjonariuszy, rosną średnio o 5-7 proc. szybciej niż konkurencja. M.in. dlatego, że ludzie chcą tam pracować – 81 proc. kandydatów ocenia jak odpowiedzialne społecznie są firmy, do których aplikują.I dlatego, że firmom z misją jest łatwiej sprzedawać swoje produkty – 84 proc.kupujących deklaruje, że szuka produktów firm odpowiedzialnych społecznie.

Deklaracje składa się łatwo, trudniej zmienić kształtowany przez dekady porządek. Aż 86 proc. dyrektorów brytyjskich firm twierdzi, że ich przedsiębiorstwa mają misję wykraczającą poza zysk. Kiedy pracowników tych firm zapytano, jaka to misja i w czym się na co dzień przejawia, aż 83 proc. procent nie potrafiło udzielić przekonującej odpowiedzi. Podejrzliwi powinni być także klienci, bo deklaracje składane w reklamach często rozmijają się z rzeczywistością.Np. brytyjski Marks&Spencer chwalił się tym, że wspiera fundację Albert Kennedy Trust opiekującą się bezdomnymi młodymi osobami LGBTQ, chcąc pokazać jak ważne jest dla niego równouprawnienie. Zapomniał tylko wspomnieć, że na ten cel przekazał tylko 10 tys. funtów, czyli kwotę, którą potrafi pozyskać lokalna zbiórka. Kiedy M&S walczył o prawa gejów i lesbijek, Nike prowadził głośną kampanię na rzecz wyrównania zarobków w kobiecym i męskim sporcie. Nie przeszkodziło amerykańskiej firmie w wygaszeniu kontraktu sponsorskiego z biegaczką Alysii Montano,kiedy ta zaszła w ciążę. Nikt nie nakręcił o tym wciągającej reklamówki. Z kolei polska Enea promowała prąd z wiatru, podczas gdy zaledwie 1 proc. produkowanej przez spółkę energii pochodził z farm wiatrowych.

Kto chce mieć misję?

Czy największe firmy nadal będą przykrywać swoje zorientowane na zysk akcjonariuszy praktyki kampaniami o zaangażowaniu społecznym? Wcale nie musi tak być. Pokazują to dwie inicjatywy wprowadzone w życie w maju tego roku.

Pierwszą z nich jest przyjęta w maju we Francji ustawa PACTE, które powołuje do życia nową kategorię firm – przedsiębiorstwo z misją. Firma, która taki status chce uzyskać i dzięki temu zdobyć przychylność opinii publicznej, musi spełnić jeden ważny warunek: wpisać w swój statut misję. Statut jest nie tylko publicznie dostępny, ale i prawnie wiążący. Cokolwiek firma w nim zadeklaruje, musi realizować. Przedsiębiorstwa z misją będą corocznie audytowane przez niezależny podmiot, który będzie sprawdzać postępy w realizacji misji, a wnioski audytora będą opublikowane. Co więcej, PACTE wprowadza możliwość powołania rady nadzorczej, której celem jest doradztwo i kontrola działań misyjnych.Przepisy wydają się restrykcyjne, ale o status przedsiębiorstwa z misją zabiegają już duże francuskie firmy –Atos,Veolia, MAIF, Renault Carrefour. Francuscy ustawodawcy liczą na to, że za przykładem największych firm pójdą te mniejsze. Trwa dyskusja o tym, jak finansowo (w formie ulg albo innych zachęt) przekonywać firmy do zmiany.

Również w maju tego roku swoją działalność zainaugurowała Long Term Stock Exchange w San Francisco.Giełda, która chce sprawić, żeby akcjonariusze nie wymuszali na firmach zysku w każdym kwartale i pozwolili biznesowi skoncentrować się na realizacji swoich długoterminowych zobowiązań i strategii. Te ostatnie w większym stopniu uwzględniają interesy społeczności lokalnych, pracowników oraz środowiska naturalnego. LTSE chce powiązać czas posiadania akcji z wpływem na przedsiębiorstwo.To wzmocni wpływ na firmę pracowników mających akcje firmy oraz inwestorów, którzy kupują papiery z długą perspektywą. Notowane na LTSE firmy mają publikować raporty, w których pokażą postępy w realizacji długookresowych celów. Niestety, na efekty tych działań przyjdzie nam jeszcze poczekać – giełda cały czas czeka na swoje pierwsze notowanie.

Odpowiedzialni na papierze

W Polsce dyskusje o LTSE albo przedsiębiorstwach z misją to ciągle kwestia jutra. Zanim polskie firmy zaczną myśleć o równoważeniu celów biznesowych i poza biznesowych muszą te drugie dostrzec. Działające w Polsce firmy nie tworzą raportów dotyczących swojej działalności poza biznesowej (robi to tylko 35 z 227 przebadanych przedsiębiorstw). Inne o tym co robią dla swojego otoczenia albo nie wspominają wcale albo same wyznaczają definicję tego czym jest dla nich bycie odpowiedzialną firmą. I najczęściej sprowadzają to do rytualnej działalności dobroczynnej. Podsumowując ten stan rzeczy, autor raportu „Społeczna odpowiedzialność biznesu w polskich realiach. Teoria a praktyka” Grzegorz Piskalski twierdzi, że „w Polsce można nie płacić podatków i łamać prawa pracownicze, a równocześnie otrzymywać dyplom za społeczną odpowiedzialność i korporacyjną filantropię”.

Pozytywnie na tym tle wyróżniają się trzy grupy. Pierwsza, to filie zachodnich korporacji, które do realizowania zobowiązań na rzecz interesariuszy obligują centrale. Regularnie tłumaczą się z tego jakie pożyteczne działania podjęły, a do tego prowadzą akcje, które jeśli nawet niewiele zmieniają, to przynajmniej zwracają uwagę na pewne problemy. Dobrym przykładem jest rozwiązanie testowane od początku września w warszawskich sklepach francuskiej sieci Carrefour. Na 60 minut światła są przygaszone, muzyka wyłączona a tempo obsługi klientów przy kasach zwolnione. Ma to zwiększyć komfort robienia zakupów przez osoby z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Zwiększa, ale tylko w godz. 15-16, kiedy ruch w sklepach i tak jest relatywnie niewielki.

Druga,to firmy z branż podlegających ścisłej regulacji, jak np. bankowość czy farmacja. Pamiętajmy jednak, że samo raportowanie działań społecznych nie wiele znaczy. Przykładem może być np. kwestia „frankowiczów”, z którymi żaden polski bank nie chciał dojść do porozumienia przed sądem polubownym, a co za tym idzie do wzięcia współodpowiedzialności za wzrost rat. Nawet gdy wyszło na jaw, że banki zatajały ryzyko kredytowe.

Trzecia, to firmy, które „sparzyły się wizerunkowo” zaniedbując interesy jakiejś grupy. Tak było w przypadku gdańskiego LPP. Po katastrofie na terenie kompleksu Rana Plaza, gigant przynajmniej zaczął monitorować skutki społeczne swojej działalności oraz praktyk dostawców. Wzorcowo na tle innych polskich firm z branży odzieżowej.

Ciągle jednak nie możemy być pewni, gdzie i w jakich warunkach firma szyje swoje ubrania. I nie będziemy, dopóki nie poszukamy systemowego rozwiązania łączącego presję kluczowych interesariuszy przedsiębiorstw – konsumentów i pracowników - i nie weprzemy go regulacjami prawnymi.

„Przyszłość jest teraz, tylko nierówno rozłożona” - powiedział kiedyś amerykański pisarz William Gibson, a w przypadku zobowiązań firm jest rozłożona wyjątkowo na naszą niekorzyść. Jednak wciąż jesteśmy w Polsce dalecy od tych rozważań. Dlatego nie mogłem opublikować tego tekstu nigdzie poza Jutronautami.

*Bartłomiej Brach - antropolog organizacji badający sens pracy polskich pracowników. W firmie brighlight, której jest założycielem, we współpracy z działami HR i komunikacji firm tworzy warunki by tego sensu było jak najwięcej. Swój odnajduje pracując z polskimi przedsiębiorcami.