Rozmowa z prof. dr. hab. n. med. Piotrem Suwalskim*, kardiochirurgiem, ur. w 1975 r., najmłodszym w historii szefem prestiżowego Międzynarodowego Towarzystwa Kardiochirurgii Małoinwazyjnej

Prof. Piotr SuwalskiProf. Piotr Suwalski Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Wojciech Moskal: Przeciętnemu Polakowi kardiochirurgia kojarzy się z prof. Religą i przeszczepem serca.

Prof dr hab. n. med. Piotr Suwalski: To były pionierskie czasy i mamy oczywiście wielki szacunek dla naszych nauczycieli, ale każda dziedzina medycyny ewoluuje. Przeszczepy to dziś część pracy kardiochirurga.

Najczęściej wykonujemy by-passy. Za pomocą naczyń pobranych z kończyn omijamy zwężenia w tętnicach wieńcowych, które dostarczają tlen i składniki odżywcze bezpośrednio do mięśnia sercowego.

Operacje kardiochirurgiczne są obecnie obarczone o wiele mniejszym ryzykiem niż kiedyś. Ryzyko powikłań podczas planowych by-passów w wielu ośrodkach spadło poniżej jednego procentu. To mniej niż przy operacji wyrostka robaczkowego.

Zabiegi kardiochirurgiczne inaczej też dziś wyglądają. Owszem, złotym standardem wciąż pozostaje operacja, w trakcie której chirurg, by dostać się do narządów w klatce, przecina mostek. Coraz częściej jednak wykonujemy zabiegi małoinwazyjne.

Czyli?

- Przez niewielkie, pięcio-, sześciocentymetrowe nacięcie. Przy operacji zastawek wykonuje się je po prawej stronie klatki piersiowej, skąd najłatwiej dostać się do wnętrza serca. Także by-passy można wykonać przez takie małe nacięcie. Nasza klinika jest jednym z wiodących ośrodków chirurgii małoinwazyjnej.

Dla pacjenta to ogromna korzyść. Łagodniejsze przejście operacji, szybsza rehabilitacja i szybszy powrót do zdrowia oraz aktywności zawodowej. No i mniejsza blizna.

Coraz częściej wykonujemy też zabiegi torakoskopowe. Kilka takich zabiegów wykonaliśmy wręcz jako jedni z pierwszych.

Na czym one polegają?

- Tu już nawet nie robi się kilkucentymetrowego podłużnego nacięcia, tylko wkłada się tzw. porty endoskopowe. Całą operację wykonujemy wówczas za pomocą specjalnych narzędzi jedynie na monitorze.

Lista wskazań do takich zabiegów cały czas się rozszerza. To są już naprawdę poważne i skomplikowane zabiegi kardiochirurgiczne.

W ostatnim czasie pojawiła się też nowa dziedzina, która bardzo mnie fascynuje i którą staram się w Polsce promować. Chodzi o zabiegi hybrydowe, przy których współdziałamy z lekarzami innych specjalności, przede wszystkim z kardiologami.

Jak wygląda taki zabieg?

- Kardiochirurg wykonuje pacjentowi np. by-pass, a kardiolog w tym samym czasie - albo w niewielkim odstępie czasu - zakłada choremu stent rozszerzający inną zwężoną przez miażdżycę tętnicę wieńcową.

Dzięki temu nawet w bardzo zaawansowanej, złożonej chorobie wieńcowej możemy zaproponować pacjentowi o wiele mniej inwazyjny zabieg.

Zabiegi hybrydowe, współpraca pomiędzy kardiochirurgami a kardiologami, będzie jednym z głównych tematów kongresu ISMICS, który odbędzie się w przyszłym roku w Warszawie.

Czy podczas takich zabiegów stosujecie technikę 3D?

- Tak. Technika wizualizacji 3D była od dawna stosowana w zabiegach laparoskopowych, ale pozostawiała wiele do życzenia. Problemem był choćby tzw. zespół studni. Po włączeniu 3D obraz się oddalał, mieliśmy wrażenie operowania w "rurze", na końcu której są tkanki i narządy. Powodowało to u wielu chirurgów zawroty i bóle głowy.

Na szczęście w ciągu ostatnich pięciu lat dokonał się niesamowity postęp technologiczny. Mamy już systemy, które dają obraz 3D nie dzięki oprogramowaniu, ale dzięki dwóm mikroendoskopom. Jest to więc obraz całkowicie realny. To kluczowe, gdyż w kardiochirurgii pracujemy z dokładnością co do milimetra. Musimy mieć pewność, że to, co widzimy na ekranie, jest w 100 proc. prawdziwe, a nie są to piksele "wymyślone" przez komputer.

A co z robotami?

- Miałem okazję uczestniczyć w pierwszych europejskich doświadczeniach w kardiochirurgii robotycznej, pracując kilkanaście lat temu w Lipsku.

Systemy, którymi dzisiaj dysponujemy, dobrze się sprawdzają np. w ginekologii czy urologii. W kardiochirurgii są raczej w odwrocie. Za pomocą technik małoinwazyjnych i torakoskopowych jesteśmy w stanie wykonywać zabiegi na sercu co najmniej równie dobrze, a zdaniem moim i wielu kardiochirurgów często lepiej i o wiele taniej.

Nie wykluczam jednak oczywiście, że kiedyś to się zmieni. Nad koncepcjami robotów chirurgicznych pracują takie giganty jak Google czy Johnson & Johnson.

Cały czas czekamy na sztuczne serce.

- Całkowicie sztuczne serce to wciąż ogromne wyzwanie. To kwestia m.in. powikłań związanych z krzepnięciem krwi, udarami mózgu, infekcjami, ale też z dostarczeniem dużych ilości energii, która jest potrzebna do jego funkcjonowania. Wciąż nie potrafimy tu skopiować matki natury.

Natomiast bardzo dobrze rozwijają się urządzenia wspomagające pracę komór serca. Najczęściej przepompowują krew z lewej komory do aorty. Niektóre są już wielkości ołówka czy palca, a potrafią pompować 10 litrów krwi na minutę. Coraz częściej wszczepiamy je nie na chwilę, np. do czasu przeszczepu, ale na stałe.

Oprócz niewydolności serca wielkim problemem są również zaburzenia rytmu i zagrożenie udarem mózgu.

- Kilka tygodni temu w Paryżu ogłoszono nowe wytyczne dotyczące leczenia zaburzeń rytmu serca. Najskuteczniejszą metodą jest ablacja polegająca na "wypaleniu", wymrożeniu lub izolacji elektrycznej obszarów w sercu, które wysyłają dodatkowe impulsy i powodują zaburzenia rytmu.

Z reguły leczymy w ten sposób pacjentów z migotaniem przedsionków. To najczęstsza arytmia serca dotykająca miliony ludzi na świecie. Szacuje się, że przy migotaniu przedsionków ponadpięciokrotnie wzrasta ryzyko udaru niedokrwiennego. Walczymy więc nie tylko z przykrymi objawami - zmęczeniem, palpitacjami czy utratą przytomności.

Większość ablacji wykonuje się drogą przezskórną, za pomocą cewników wkładanych przez żyłę udową. Coraz częściej wykonujemy też ablację za pomocą małoinwazyjnych technik torakoskopowych. Tutaj również możemy wykonywać zabiegi hybrydowe.

Kolejnym zabiegiem, który rozwijamy w naszym ośrodku, jest tzw. zamykanie uszka lewego przedsionka.

Dlaczego je zamykamy?

- To właśnie w tym uchyłku podczas migotania przedsionków najczęściej dochodzi do powstania zakrzepów, które płynąc z krwią, zatykają którąś z tętnic odżywiających mózg i powodują udar niedokrwienny. I z reguły są to te najcięższe, masywne udary.

Na szczęście potrafimy dziś zamykać uszko i robimy to również torakoskopowo - przez dziurkę od klucza. Od zewnątrz zaciskamy je i w ten sposób wykluczamy z krwiobiegu. Dzięki temu w tym miejscu żaden zakrzep już nie powstanie. To krótkie zabiegi, niekiedy trwające ledwie 20 min.

Ma pan ciągle czas na granie w zespole Rekord?

- (śmiech) Tak. Muzyka to moja wielka pasja. Zacząłem grać na gitarze w szkole podstawowej, a w liceum miałem już swój zespół. W czasie studiów też nie zostawiłem muzyki.

Prof. Piotr Suwalski na basie. Gitara prowadząca - Volkmar Falk. Keyboard - Marco Serra. Perkusja - Hubert Stein. Chórki - Lisa MochalskiProf. Piotr Suwalski na basie. Gitara prowadząca - Volkmar Falk. Keyboard - Marco Serra. Perkusja - Hubert Stein. Chórki - Lisa Mochalski Materiały prasowe

Początki Rekordu sięgają mojego dwuletniego pobytu w Niemczech, w mekce kardiochirurgii w Lipsku. Tam poznałem przyjaciół, z którymi stworzyłem zespół.

W 2012 r., gdy zdecydowaliśmy się nagrać naszą pierwszą płytę – „Transatlantic Express” – udało nam się zarezerwować studio nagraniowe Quincy Jonesa pod Zurychem, słynne Powerplay Studios, gdzie nagrywali m.in. Lady Gaga, Foo Fighters, a tuż przed nami – Prince!

Mieliśmy tylko pięć dni na nagrania. Spotkaliśmy się weekend wcześniej, a od poniedziałku do piątku nagraliśmy całą płytę, 11 utworów. Inżynier dźwięku Prince’a, który obsługiwał także nas, powiedział, że jeszcze czegoś takiego nie widział i to jest rekord. Stąd nazwa zespołu.

Jego skład robi wrażenie.

- Prof. Volkmar Falk jest dyrektorem Niemieckiego Centrum Chorób Serca w Berlinie. Śpiewa i gra na gitarze. Marco Serra, klawiszowiec, jest szefem personelu oddziału intensywnej terapii Szpitala Uniwersyteckiego w Zurychu. Natomiast Hubert Stein z San Francisco współtworzył słynnego robota medycznego Da Vinci. Gra na perkusji. Ja na basie oraz gitarze i czasem – za co z góry przepraszam − śpiewam.

* Prof. dr hab. n. med. Piotr Suwalski jest specjalistą kardiochirurgii i transplantologii, kieruje Kliniką Kardiochirurgii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA, Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. W czerwcu został prezydentem Międzynarodowego Towarzystwa Kardiochirurgii Małoinwazyjnej (ISMICS).