Będzie kilka zagadek, raczej trudnych. Przez zadania z gwiazdką przeprowadzą nas ci, którzy – jak sami o sobie mówią – mają „korbę z przerzutką na dociekanie prawdy”. Mają też pasję i ambicje. To wszystko doprowadziło ich do Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci otwierającego drzwi do laboratoriów, kół naukowych na uczelniach oraz do gabinetów tutorów i naukowców z całego świata.

Pierwsze zadanie z gwiazdką: Kto się odżywiał lepiej w średniowiecznej Anatolii: wieśniacy czy mieszkańcy miast?

Rozwiązanie: Po zbadaniu szczątków z grobowców na terenie dzisiejszej Turcji okazało się, że zęby mieszkańców miast były porysowane, a to oznacza, że jedli żywność z zanieczyszczonej mąki, żarna w młynach były miękkie i wykruszały się z nich ostre drobinki. Rys na zębach średniowiecznych wieśniaków nie było. Ze źródeł pisanych się tego nie dowiemy.

Każdego lata Fundusz zaprasza stypendystów na obóz naukowy. W tym roku o jedno miejsce ubiegało się trzech chętnych, więc trzeba było solidnie umotywować zgłoszenie. Potem przez dwa tygodnie gdzieś w lesie albo w górach fizycy, matematycy i programiści zadają się z artystami i historykami.

Według Marii Mach, dyrektorki biura Funduszu, interdyscyplinarność to otwarcie na nowe tematy. Stypendyści często nie zauważają świata dookoła, są maksymalnie skupieni na swoich dziedzinach. – Pamiętam Wojtka, który trafił do nas jako umysł ścisły i programista, siłą trzeba było go odciągać od komputera, na obozie dzielił pokój z humanistą. Po kilku miesiącach przyznał się, że w ostatnim roku szkolnym nie zdobył nagród w konkursach informatycznych. Wręcz bał się, że zostanie wykreślony z listy stypendystów, bo odstawił programowanie i przeczytał prawie cały kanon literatury światowej.

Na Wakacyjnych Spotkaniach Wielodyscyplinarnych, jak to na obozie, są gry terenowe, oglądanie filmów i dyskusje po świt. Są też nastoletnie pierwsze miłości, które później widać w statystykach. Stypendyści Funduszu zawarli między sobą około 30 małżeństw, o dzieciach z tych związków mówią półżartem, że są „czystej krwi funduszowej”.

Gwoździem programu jest jednak nauka. Dwie sesje odczytów, podczas których stypendyści przedstawiają wyniki badań i doświadczeń z ostatnich miesięcy, to najważniejszy punkt dnia.

Hugon Kotwas (17 lat), humanista z Trzciela pod Świebodzinem. Jest w klasie maturalnej w jednym z poznańskich liceów, mieszka w bursie. Przygotował odczyt o automatyzacji pracy.

Trzy rewolucje przemysłowe świat ma za sobą, teraz trwa czwarta. Dzięki silnikowi parowemu (XVIII w.) światowe PKB w ciągu 40 lat urosło o 16 proc., a przez poprzednie 1700 – lat tylko o 32 proc. Wprowadzenie linii produkcyjnej (XIX w.) oznaczało wzrost PKB o 80 proc., a komputeryzacja dała nam 101 proc. Czwarta rewolucja to sztuczna inteligencja i big data. Według firmy konsultingowej McKinsey potencjał Polski w zakresie automatyzacji to 49 proc., co oznacza, że połowę czasu pracujemy, wykonując czynności, które da się zastąpić robotami. To może się zmienić do 2030 r., a przecież bierzemy pod uwagę tylko znane dziś technologie. W optymistycznym scenariuszu na świecie potencjał automatyzacji wyczerpie się do 2100 r. Który kraj wygra? Ten, w którym system nie jest skupiony w jednych rękach i kontrolowany przez państwo, lecz rozproszony na wolnym rynku. Gdy dokona się czwarta rewolucja, Chiny najpewniej przestaną być potęgą.

Czas na pytania. – Skąd wiemy, jakie było światowe PKB w średniowieczu? – pyta Maciek. Z sali padają odpowiedzi – na przykład z listów przewozowych, testamentów, zapisów w kościelnych księgach. – Potem te szacunki są ekstrapolowane na całą populację – mówi Hugon.

Po maturze planuje studia w Oksfordzie. Dzięki wygranym w konkursach ekonomicznych dostał się pod skrzydła fundacji Project Access, która za darmo pomaga w rekrutacji na zagraniczne uczelnie. – Chcę łączyć historię z ekonomią, moim planem minimum jest doktorat.

O stypendia Funduszu mogą się starać uczniowie szkół podstawowych i średnich. Z ostatniego sprawozdania wynika, że 40 proc. podopiecznych mieszka na wsiach i w małych miasteczkach, a 59 proc. poza miastami wojewódzkimi. – Sprawdzamy warunki społeczno-ekonomiczne kandydatów i możliwość uzyskania wsparcia w środowisku lokalnym, dbamy, aby pomoc kierować tam, gdzie jest najbardziej potrzebna – mówi Maria Mach.

Obóz nie przypomina wybiegu dla markowych ciuchów. W oczy nie rzucają się smartfony (część stypendystów wciąż używa komórek z przyciskami), bo nikt nie spogląda ukradkiem na ekran podczas wykładów i nie pilnuje na bieżąco statusów. W wolnym czasie nagrywają western. Władek ucieka przebrany za kowboja, strzela do niego szeryf. Chłopak upada do tyłu.

– Nie! – krzyczy Antoni. – Nie możesz tak upaść, to przeczy prawom fizyki.

– Racja. Ale żeby akordeonista uczył mnie praw fizyki!

Władysław Sowul (17 lat), wieś w powiecie suwalskim. Przygotował odczyt o projekcie samolotu, który może latać w obie strony

Taka maszyna uprości transport i procedury, pozwoli na większą swobodę w transportowaniu nietypowych ładunków. Będzie też można wykonywać ciekawsze sportowe akrobacje. Wyzwanie polega na tym, żeby nie zmieniać położenia środka ciężkości samolotu przy zmianie kierunku.

Władek jest uczniem I LO w Suwałkach, ale pojawia się w szkole rzadko, głównie, żeby zdać roczne egzaminy. Na co dzień studiuje na Politechnice Warszawskiej na kierunku lotnictwo i kosmonautyka. – Zaczęło się od matematyki, potem zainteresowałem się fizyką, inżynierią i informatyką – wylicza Władek.

W drugiej klasie gimnazjum pochłonęły go samoloty, ale nie zamierza zawodowo siadać za sterami. Jest konstruktorem. Teraz interesuje się także optyką i epistemologią. To dział filozofii zajmujący się relacjami między poznawaniem, poznaniem a rzeczywistością.

Władek nie chwali się, że jest laureatem Olimpiady Matematycznej Juniorów i Olimpiady Wiedzy Technicznej. – Mnie ciągnie do rozwiązywania problemów i szukania pomysłów, a olimpiada to teoretyczne modelowanie.

Na zajęciach w kole naukowym na Politechnice Władek wraz z kolegami właśnie budują model „dwustronnego” samolotu. Zmagają się z takimi problemami jak stateczność podłużna i statecznik pionowy nadający kierunek. – Musieliśmy opracować własne profile skrzydeł i śmigieł. Mamy już projekt, możemy zbudować samolot z silnikiem i oblatywać go na Politechnice.

Antoni Kwiatkowski (19 lat) z Warszawy. Jego odczyt jest o komacie pitagorejskim, czyli o tym, dlaczego muzyka i matematyka nie mogą żyć ze sobą w zgodzie.

A przecież wydawałoby się, że jest inaczej. Pitagoras badał drgania strun i szukał idealnego podziału. Doskonałe są interwały, kiedy dzielimy strunę na dwa odcinki (oktawa) albo na trzy (kwinta). – Takie dźwięki są przyjemne i jest super – rozkręca się Antoni.

Ale zaraz, coś tu się nam nie domyka. Zaczynając od dźwięku c i idąc siedem oktaw do góry i 12 kwint w dół, powinniśmy skończyć tam, gdzie zaczęliśmy, a tak się nie dzieje. Ponieważ te dwa interwały są podstawą systemu muzycznego, to spory problem. 2000 lat muzycy czekali na zaimplementowanie poprawki – domknięcie koła wymaga podzielenia różnicy na 12 i skorygowania o tę różnicę każdej kwinty.

Po wakacjach Antoni zaczął studiować akordeonistykę na Uniwersytecie Muzycznym i jednocześnie kulturoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Do szkoły muzycznej poszedł dopiero jako jedenastolatek – marzył o tym wcześniej, ale rodzice byli przekonani, że to tylko dla wyjątkowo uzdolnionych dzieci. Dziś Antoni jest laureatem wielu konkursów. Jest przygotowany, że od po studiach nie będą do niego wydzwaniać z filharmonii, bo jego profesor – choć koncertuje teraz na całym świecie – po dyplomie pracował jako nauczyciel w Mińsku Mazowieckim.

– Cieszę się, że mogę grać podczas różnych wydarzeń i spotkań, dla mnie bardzo ważny jest kontakt z publicznością – mówi Antoni.

Jedną z zasad obozów jest zaproszenie lokalnej społeczności na koncert. W XIX-wiecznym kościele w Rogozińcu, przy pełnych ławach, Antoni zagrał na akordeonie, wystąpiła także wiolonczelistka Julita Gawrońska i dwaj skrzypkowie – Daniel Dziatkowiak i Wiktor Dziedzic.

Eryk Zywert (19 lat) z Piotrkowa Trybunalskiego. Fascynuje go prawo karne, wyznaniowe i religioznawstwo. Obserwuje to, co się dzieje teraz w prawie i ubolewa, że zmiany są za częste, krzywdzące dla innych, a dominująca narracja dyskryminuje różne grupy społeczne.

- Nie tworzymy jednego społeczeństwa. Bo kiedy rodziły się więzi społeczne, w XIX w., Polski nie było, nie był nam dany proces spajający ludzi. Jak partia, która ma w nazwie prawo może tak psuć prawo? - zastanawia się. Nie chce iść w politykę, „bo jest nieuczciwa”. Widzi, jak prezydent jego miasta obsadził na stanowiskach znajomych.

Eryk studiuje prawo na Uniwersytecie Łódzkim, niebawem także filologię klasyczną (MISH), już teraz czyta Platona w oryginale.

Wieczorem oglądają „Bez przebaczenia” Clinta Eastwooda, a potem szukają odniesień do współczesności. Dochodzą do wniosku, że postać pisarza niesie przesłanie: „Nie wierzcie w to, co widzicie”. W chorobie i śmierci Neda widzą nawiązania do Ewangelii.

Po każdym wykładzie spisują polecane lektury i podręczniki. Na liście są tomiki szkockich poetów, dialogi Platona z Timajosem, „Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu” Ewy Bińczyk oraz „Strategies and Games: Theory and Practice” Prajita K. Dutty.

– Nie liczymy, ilu wyszło od nas doktorów czy profesorów na najlepszych uniwersytetach świata – mówi Maria Mach. – Gdy uczeń pyta mnie, co ma zrobić z talentem, jak spożytkować przewagę, to odpowiedź jest taka sama: zrób coś dla innych. Możesz prowadzić kółko w szkole podstawowej, dla mnie to jest sukces – dodaje Mach. I wspomina stypendystkę, która po socjologii w Paryżu pracowała z Lekarzami bez Granic w Nigrze i Kongu, choć nikt się nie spodziewał takiej siły po drobnej dziewczynie.

Porażka? Kiedy wielki umysł zamyka się i inwestuje tylko we własny rozwój i sukces.

Zadanie z gwiazdką: Teoria gier. Do opracowania algorytmu prowadzącego do wygranej lub remisu trzeba rozpisać wszystkie możliwe ruchy i po każdej kolejce wybierać najskuteczniejszą opcję. Weźmy prostą grę w kółko i krzyżyk. Rozpoczynający ma dziewięć pól do wyboru, kolejny gracz już tylko osiem, ale w zależności od tego, gdzie pierwszy postawił znak, to niektóre pola można od razu odrzucić jako nieskuteczne. Gra się kończy najdalej po dziewięciu ruchach, ale możliwych kombinacji kółka i krzyżyka jest 9!, czyli 362 880. Zróbmy taką rozpiskę dla szachów.

Rozwiązanie: Mamy 64 pola, 32 figury, a w każdej kolejce gracz ma średnio kilkanaście ruchów do wyboru. W teorii narysowanie grafu pokazującego wszystkie możliwe strategie jest możliwe, ale w praktyce nie. Kombinacji jest 10 do potęgi 123, dla porównania: atomów w widzialnym wszechświecie mamy tylko 10 do 80.

Emilia Staszór (19 lat), Piotrków Trybunalski. Odczyt Emilii jest o badaniach poświęconych owadom, które mogą trawić plastik.

Po gimnazjum Emilia wyjechała do Łodzi. Do najlepszego liceum miała wolny wstęp jako laureatka olimpiady z biologii. Przez pierwszy rok czuła się, jakby trafiła do centrum rozrywki, pochłonęło ją miasto, ludzie, szkoła. Wiosną wygrała międzynarodowy konkurs umiejętności statystycznych. Jej badanie miało tytuł „Świadomość zagrożeń związanych z infekcją wirusem HPV – badania ankietowe wśród polskiej młodzieży”. Po wakacjach znów zmieniła miasto. Na biotechnologii w Warszawie chce się specjalizować w biologii molekularnej.

Emilia na obozie zajmuje się także batikiem, pod okiem artystycznych kolegów tworzy kwiatowe obrazy i skrupulatnie pokrywa je woskowymi warstwami. Powodzeniem cieszą się także zajęcia z kaligrafii. Fizycy, programiści i muzycy próbują swoich sił jako skryby i ćwiczą styl copperplate, słuchając wykładu o paleografii.

Jakub Góra (19 lat), Kielce. Rozprawia o immunohistochemii, metodzie western blot, elektroforezie, łańcuchowej reakcji polimerazy, choć w szkolnych podręcznikach o tych pojęciach nie ma słowa.

Jego tata jest strażakiem, podobnie jak dziadek, mama urzędniczką. Dzięki Funduszowi był na stażu w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego i Międzynarodowym Instytucie Biologii Molekularnej i Komórkowej. Zajmował się neurodegeneracją komórek, a dokładnie wpływem wapnia na rozwój choroby Alzheimera.

Prowadzi również badania nad nicieniami, które mogą posłużyć do walki z pasożytami upraw rolniczych. – Trzeba je jeszcze nieco genetycznie zmodyfikować, żeby były bardziej odporne na warunki atmosferyczne i na ciśnienie potrzebne przy ich rozpylaniu na polu. I zwiększyć ich inwazyjność – wylicza. Nicienie działają na larwy stonki i ziemiórki, a nie na dorosłe osobniki. Zastąpienie pestycydów biologicznymi środkami ochrony roślin to przyszłość. Jakub przyjął za organizm modelowy barciaki – potocznie zwane molami woskowymi – i porównuje, jak walczą ze szkodnikiem nicienie z różnych środowisk, wyhodowane pod nawozem humusowym, mineralnym i w gnojówce. – Nicienie zamawiam w Wielkiej Brytanii, ale są zanieczyszczone, dlatego do badań używam dopiero drugiego pokolenia – tłumaczy.

Zadanie z gwiazdką: Czy wiatr ciągnie łódkę, czy ją pcha?

Rozwiązanie: Jacht porusza się dzięki sile nośnej, którą wytwarza powietrze owiewające żagiel. Po stronie zawietrznej strugi powietrza poruszają się szybciej i następuje tam spadek ciśnienia. W następstwie różnicy ciśnień po obu stronach żagla jest on zasysany na stronę zawietrzną. Można więc powiedzieć, że jacht jest ciągnięty, a nie pchany przez wiatr. W dodatku dzięki temu może on płynąć z większą prędkością, niż wieje wiatr.

Pytam, co najmocniejszego wywinęli uczestnicy obozu, przecież to młodzież, muszą być wyskoki. – Zamyślony programista w drodze na wykład nie zauważył szklanych drzwi. Szczęśliwie szpital był blisko.

Alicja Sobiepańska (19 lat), Dziektarzew pod Łodzią. Jej prezentacja ma tytuł „Co mówią brzuchy Aliny Szapocznikow”. Alicja zaczyna od Torsu Belwederskiego, antycznej rzeźby, z której pozostał tylko doskonale umięśniony, dynamiczny i naprężony brzuch. Rzeźba Szapocznikowej to dwa damskie brzuchy ułożone jeden na drugim, są grubsze i sprawiają wrażenie miękkich. Alicja widzi podobieństwo obu rzeźb, choć nie ma żadnych pisemnych dowodów, że polska artystka wzorowała się na antyku.

Alicja w wakacje dostała pierwszą nagrodę. St. Hugh’s College na uniwersytecie w Oksfordzie przyznał jej Mary Renault Prize za esej, w którym analizuje wielowymiarowy dialog z antykiem w rzeźbach Szapocznikow. Jednak na studia Alicja wybrała Polskę – grafikę na warszawskiej ASP. Może magisterkę zrobi za granicą. Za rok lub dwa jeszcze dołoży studia z historii sztuki. Ostatni rok liceum zrobiła w ramach edukacji domowej, dzięki olimpiadzie artystycznej już w drugiej klasie miała indeks w kieszeni. Rok w domu pozwolił jej skupić się na malowaniu i nauce języków.

Dzięki Funduszowi Alicja zaprezentowała obrazy w wielu galeriach, miała dostęp do profesorów, z którymi mogła konsultować swoje wybory. – Każdy ze stypendystów w swoim środowisku jest głaskany za to, że jest wyjątkowy i zdolny, a na obozie okazuje się, że są tu sami superzdolni, wszyscy na wysokim poziomie i z sukcesami. To uczy pokory – opowiada.

Co roku Maria Mach, była stypendystka Funduszu, ma do rozwiązania swoje zadanie z gwiazdką: jak za niespełna 2,5 mln zł spełnić marzenia kilkuset najtęższych młodych umysłów w kraju. Fundusz rocznie organizuje około 50 wydarzeń, zatrudnia kilka osób w biurze. Ale przynajmniej nie musi opłacać armii tutorów i naukowców. Oni za darmo otwierają swoje laboratoria i głowy. Większość to absolwenci Funduszu.

Wszyscy uczestnicy obozu w Rogozińcu deklarują, że chcieliby pozostać w Funduszu i prowadzić młodszych kolegów.

Zadanie dla chętnych: Zostań darczyńcą Funduszu. Możesz wpłacić pieniądze bezpośrednio na konto lub przekazać 1 proc. podatku. Informacje znajdziesz na stronie Funduszu.

Zdania z gwiazdką pochodzą z wykładów i odczytów, których wysłuchałam w Rogozińcu.

Fundusz naprawdę inwestycyjny

W tę sobotę na Zamku Królewskim w Warszawie stypendyści Funduszu rozpoczną nowy rok naukowy.

Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci to stowarzyszenie, które od 1981 r. pomaga w rozwoju wybitnie uzdolnionych uczniów. Co roku przyjmuje ponad 500 młodych zajmujących się naukami ścisłymi, przyrodniczymi czy humanistycznymi a także plastyków i muzyków. Fundusz organizuje dla nich warsztaty i staże, koncerty, plenery i wystawy oraz przyznaje stypendia na zakup instrumentów, sprzętu badawczego i udział w międzynarodowych konferencjach.

Absolwentami Funduszu są m.in. Jan Klata, Jacek Dehnel, Adam Bodnar, Piotr Anderszewski, Agata Szymczewska, a także wielu wybitnych naukowców m.in. zdobywców grantów Europejskiej Rady do Spraw Badań.

Przeczytaj o studiach zagranicą: "Ile kosztują i porady studentów z Polski"