Dlaczego odchody wombatów są sześcianami? Ile śliny wytwarzają w ciągu dnia pięciolatki? Banknoty którego kraju przenoszą najwięcej bakterii? To tylko kilka przykładów zagadnień przebadanych przez laureatów tegorocznej Nagrody IgNobla. Inne to np. odkrycie, że trzymanie w ustach długopisu powoduje, że się częściej uśmiechamy, a także że jesteśmy szczęśliwsi, a następnie zauważenie, że ten fenomen jednak nie występuje.

Wymyślone przez Marca Abrahamsa i przyznawane od ponad ćwierć wieku nagrody cieszą się coraz większą popularnością, a wiele osób świata nauki całkiem poważnie stara się o nie od lat. Ceremonię niezmiennie kończą życzenia prowadzącego: “Jeśli nie dostaliście w tym roku nagrody, a zwłaszcza jeśli ją dostaliście - więcej szczęścia w przyszłości!”.

Prof. dr hab. Dariusz Jemielniak jest pracownikiem naukowym katedry MINDS (Management in Network and Digital Societies) w Akademii Leona Koźmińskiego oraz Center for Collective Intelligence na Massachusetts Institute of TechnologyProf. dr hab. Dariusz Jemielniak jest pracownikiem naukowym katedry MINDS (Management in Network and Digital Societies) w Akademii Leona Koźmińskiego oraz Center for Collective Intelligence na Massachusetts Institute of Technology 

Słowo „ignoble” znaczy po angielsku "niegodny", "nędzny". Stąd gra słów: „IgNobel Prize”, czyli „Nagroda IgNobla”, określająca wyróżnienie za opublikowane badania, które najpierw śmieszą, a potem skłaniają do refleksji. Od dawna ceremonia odbywa się na Uniwersytecie Harvarda, w przepięknym i przypominającym Hogwart Sanders Theater - skądinąd zbudowanym na wzór Sheldonian Theatre w Oksfordzie. Nagrodę IgNobla wręczają, jakżeby inaczej, prawdziwi nobliści. Doceniają oryginalność i ekscentryczność pomysłów: w tym roku wśród dziesięciu nagród jedną przyznano także na przykład za zbadanie różnicy w temperaturze krocza między ubranymi a nagimi listonoszami.

Jeszcze dziwaczniejsze odkrycie nagrodzono w 2007 roku: Deigo Golombek wraz z zespołem zauważyli, że chomiki, którym przez kilka dni przed podróżą podawana jest viagra, lepiej znoszą jet lag. Z kolei Bert Tolkamp i Marie Haskell odkryli, że im dłużej krowa leży, tym większe jest prawdopodobieństwo, że wstanie, ale kiedy już wstanie, trudno oszacować, kiedy znowu się położy.

Z krowami wiąże się kolejny naukowy przełom, a przynajmniej ciekawostka: zdobywczyni Nagrody IgNobla z chemii Mayu Yamamoto wykazała, że wanilinę, czyli związek chemiczny, który powszechnie stosuje się w przemyśle spożywczym do nadawania smaku waniliowego i uzyskuje zazwyczaj z wykorzystaniem produktów ubocznych wytwarzania papieru, można także całkiem skutecznie i niedrogo odzyskiwać z krowiego łajna. Do dziś wspominam, jak lodziarnia w pobliżu MIT z okazji tego wydarzenia zaserwowała lody na bazie tak powstałej waniliny. Były całkowicie bezpieczne i równie smaczne co zwyczajne, ale zaskakująco mniej popularne.

Część nagrodzonych prac i wynalazków dotyczy kwestii praktycznych, np. alarmu przeciwpożarowego opartego na zapachu wasabi czy tegorocznego automatu do zmieniania pieluch. Nieco mniej praktyczna, ale spektakularna była wyróżniona akcja prezydenta Wilna, który pokazał rozwiązanie problemu parkowania na dziko, przejeżdżając po nieprawidłowo zaparkowanym luksusowym aucie wozem pancernym. W tym roku IgNoblami nagrodzono też zespół, w którym byli polscy naukowcy: Agnieszka Górecka, Aleksandra Urbanek i Tomasz Paterek. Wykazali, że namagnetyzowane żywe karaluchy mają inne właściwości niż martwe.

W przeciwieństwie np. do Nagród Darwina, które w oczywisty sposób wyśmiewają głupotę nagrodzonych, IgNoble autentycznie doceniają pracę naukową. Zdecydowana większość ich zdobywców z pełną powagą pojawia się na ceremonii i odbiera statuetkę. Jest tak też zapewne dlatego, że Nagrody IgNobla zwracają uwagę na ważny aspekt pracy badawczej - powinna ona być przede wszystkim ciekawa.

Badania naukowe często kojarzą się z nudą - zatęchłe laboratoria, napuszone elaboraty, niezrozumiały język. Nie bez powodu mówi się, że naukowcy siedzą w wieżach z kości słoniowej - świat nauki coraz bardziej kojarzony jest z oderwaniem od rzeczywistości. Stąd chociażby tak duża popularność badanych przeze mnie ruchów nauki obywatelskiej, w których to zwykli ludzie uczestniczą w procesach badawczych. Ich sukcesy są niebagatelne i polegają chociażby na odkrywaniu nowych gatunków ptaków, szukaniu nowych leków, a w Polsce widoczne chociażby w nagłaśnianiu poprzez konkretne, twarde dane problemu zanieczyszczenia powietrza.

W najbliższym czasie nauka obywatelska raczej nie doprowadzi do przełomowych odkryć bez ścisłej współpracy ze światem nauki. Jednak ten ruch pokazuje, jak coraz częściej odrzucamy hierarchie instytucjonalne i tradycyjny system dystrybucji i przekazywania wiedzy. Ogromna popularność Wikipedii, największej encyklopedii świata redagowanej przez społeczność bez weryfikowanych kwalifikacji, pokazuje, jak daleko zaszliśmy w dystansie do wiedzy legitymizowanej formalnie. Tym bardziej musi zachwycać, gdy naukowcy i naukowczynie okazują się błyskotliwie zabawni i autoironiczni, jak w przypadku IgNobli. Nagrody te pokazują, jak mocno nauka może wynikać z autentycznej ciekawości świata, przekory, a jednocześnie poczucia humoru w stawianiu nowych pytań badawczych. IgNoble przyznawane są wszak za opublikowane wyniki, zatem dotyczą prawdziwego wkładu w rozwój nauki. Wkładu zabawnego, ale prowokującego do myślenia. Czyż właśnie tym nie powinna być także czasem nauka? Na prawdziwego Nobla nie mam szans, choćby z racji tego, że w mojej dyscyplinie nie występuje, ale IgNobla w przyszłości wypatruję z nadzieją, a dotychczasowym nagrodzonym - zazdroszczę.

*prof. dr hab. Dariusz Jemielniak, kierownik katedry MINDS (Management in Networked and Digital Societies) Akademii Leona Koźmińskiego, associate faculty Berkman-Klein Center for Internet and Society, Harvard University